Szymon Kołecki zrobił coś, czego w Babilon MMA jeszcze nie było. Doświadczony zawodnik sięgnął po drugi pas, tym razem w wadze ciężkiej, zapisując się w historii organizacji. A to wszystko po efektownym poddaniu w walce wieczoru. To nie tylko kolejny sukces – to moment, który ustawia Kołeckiego w ścisłej czołówce polskiego MMA. Podwójny mistrz, pełna hala i jasny sygnał: wciąż jest groźny dla każdego.

Po zwycięstwie nad Stuartem Austinem i zdobyciu pasa kategorii ciężkiej, Szymon Kołecki dołączył do elitarnego grona podwójnych mistrzów w polskim MMA.

„Bardzo przyjemne uczucie”

Już po walce nie krył satysfakcji, choć sam przyznał, że jeszcze niedawno w ogóle o tym nie myślał:

Bardzo przyjemne uczucie. Cieszę się, że mogłem do takiego zaszczytnego grona dołączyć, chociaż jeszcze niedawno w ogóle o tym nie myślałem.

Kołecki podkreślił, że oba mistrzowskie pojedynki były wymagające, ale do tej walki podszedł z wyjątkowym spokojem:

Obie walki były trudne. Natomiast przed tą byłem absolutnie maksymalnie spokojny. Może nawet aż za spokojny, bo dużo ciosów przyjąłem.

Zaskoczenie kolanem i chłodna reakcja

Najgroźniejszym momentem walki było kolano w pierwszej rundzie, które wyraźnie naruszyło Polaka:

To mnie wywróciło, posadziło. Musiałem odczekać, bo poprawianie po takim kolanie mogłoby się źle skończyć.

Co ciekawe, Kołecki przyznał, że dokładnie analizował rywala, ale tego elementu się nie spodziewał:

Oglądałem wszystkie jego walki, nawet pojedyncze akcje. Zapisywałem niekonwencjonalne rzeczy, ale nigdy nie zrobił latającego kolana. Tym mnie zaskoczył.

Plan był jasny – kontrola i punkty

Polak nie szukał desperackiego skończenia w stójce. Od początku realizował konkretną strategię:

Nie skupiałem się na kończeniu walki ciosami. Chciałem wypunktować walkę – pracować metodycznie, zbierać punkty.

Podkreślił też, że rywal był bardzo trudny do trafienia:

On ma taki nawyk, że ucieka głową. Prawą ręką chyba nie trafiłem ani razu.

Klucz do zwycięstwa – zapasy i presja

Ostatecznie to zapasy i kontrola w parterze zrobiły różnicę. Kołecki zdradził, że plan był bardzo konkretny:

Za jedną nogę bym go nie przewrócił, ale za dwie już tak. Chodziło o to, żeby go zmęczyć, wprowadzić w stresową sytuację, że musi wstawać.

Decydująca akcja przyszła błyskawicznie – wejście za plecy i poddanie, które zrobiło ogromne wrażenie:

Myślałem o tym wcześniej, ale nie nastawiałem się. To była opcja. Gdyby nie było w głowie, nie zrobiłbym tego tak płynnie.

„To walka, której potrzebowałem”

Mimo sukcesu Kołecki twardo stąpa po ziemi. Przyznał, że po kontuzjach i trudnym okresie potrzebował właśnie takiego pojedynku:

Po tej kontuzji barku potrzebowałem trochę łatwiejszej walki. Ale żeby było jasne – to nie był łatwy pojedynek.

Co dalej? „Tam, gdzie będą pieniądze”

Na pytania o przyszłość odpowiadał bardzo konkretnie – bez wielkich deklaracji i wywoływania rywali:

Ja nie mam żadnej orbity zainteresowań. Za kogo mi zapłacą, z tym będę walczył. Ja ambicjonalnie i sportowo się spełniłem na igrzyskach olimpijskich.

Nie wyklucza żadnych scenariuszy, ale wszystko zależy od propozycji:

Nie odmawiam nikomu. Jak pieniądze się będą zgadzać i zdrowie pozwoli, to się przygotuję.

Kibice zrobili swoje

Kołecki nie zapomniał o atmosferze w hali, która była jednym z bohaterów gali:

Już przed 20:00 sala była pełna. To się rzadko zdarza. To jest magia kibiców Ciechanowa.

Podwójny mistrz Babilon MMA, historyczne zwycięstwo i jasny przekaz – Szymon Kołecki wciąż liczy się w grze i nie zamierza się zatrzymywać.

Zobacz takżeBabilon MMA 57 – wyniki. Kołecki podwójnym mistrzem!