Damian Janikowski znów idzie pod prąd. Po trzech porażkach z rzędu nie szuka odbudowy ani miękkiego lądowania, tylko kolejnego wyzwania. W rozmowie w programie „Klatka po klatce” olimpijczyk bez ogródek tłumaczy, dlaczego pas mistrzowski nie jest jego marzeniem, czemu MMA traktuje jak pracę i dlaczego absolutnie nie ogląda się za siebie.

Damian Janikowski wróci do klatki 20 grudnia na XTB KSW 113, gdzie zmierzy się z Michałem Michalskim. Dla wielu to zestawienie zaskakujące – Janikowski jest po trzech porażkach, jego rywal po serii zwycięstw. Sam zainteresowany nie widzi w tym jednak żadnego problemu. Jak podkreśla, nigdy nie budował kariery zachowawczo i nie zamierza zmieniać tego podejścia teraz.

Większość zawodników wzięłaby po trzech porażkach walkę na odbudowanie. Ja tak nie mam. Chciałem się bić w grudniu. Jest Michał – bierzemy Michała i się bijemy.

Janikowski jasno zaznacza, że MMA to dla niego przede wszystkim zawód, a nie romantyczna pogoń za pasem. Choć walczył już o tytuł i zna realia walk mistrzowskich, nie ukrywa, że sportowe marzenia dawno przestały nim rządzić.

Sportowo, tak stricte sportowo, moim marzeniem nie jest zdobycie pasa. Oczywiście – fajnie być mistrzem, fajnie mieć pas. Ale za moją walkę mistrzowską dostałem dokładnie taką samą stawkę, jaką miałem ustaloną wcześniej. Dla mnie to jest praca. Rzetelnie trenuję, wychodzę do walki, robię swoje.

Olimpijczyk otwarcie mówi też o kulisach swojej kariery. Podkreśla, że od samego początku wchodził na najwyższy poziom, bez „nabijania rekordu” w mniejszych organizacjach, bo liczyła się dla niego stabilność finansowa i maksymalne wykorzystanie sportowego momentu.

Nie miałem czasu na budowanie rekordu 6-0 czy 8-0. Wszedłem do KSW i od razu brałem ciężkie walki. Patrzyłem też na pieniądze – czy to na mieszkanie, czy na spłatę kredytu. Jestem medalistą olimpijskim i na tym bazuję.

W rozmowie wrócił również temat porażki z Laïdem Zerhounim, która dla wielu miała być momentem przełomowym. Janikowski nie pozostawia jednak złudzeń – ta walka jest już dla niego zamkniętym rozdziałem.

Mam to w nosie. To, co było za mną, to ściana jest postawiona. Nie siedzę i nie zastanawiam się: ‘dlaczego przegrałem, co zrobiłem źle’. Byłem słabszy, gość był szybszy, trafił mnie i wygrał. Ciach. Koniec tematu.

Zapytany o przyszłość w KSW, Janikowski przyznaje wprost, że nawet ewentualna porażka z Michalskim nie oznacza końca jego drogi w organizacji.

Wiem od Martina i Wojsława, że jeżeli będę chciał, to kontrakt zostanie przedłużony i dalej będę się bił. Federacja wie, kim jestem i co daję w klatce.

Dużo miejsca poświęcono także relacji z Michałem Michalskim. Obaj znają się od lat, trenowali razem, ale Janikowski nie widzi w tym żadnego problemu – traktuje ten pojedynek czysto sportowo.

Po walce przybijemy piątkę, przytulimy się i tyle. W klatce będziemy się bić, a po wszystkim wygra lepszy. Bez złości, bez nienawiści.

Cała rozmowa układa się w spójny obraz zawodnika, który doskonale zna swoje miejsce w MMA. Janikowski nie ucieka od roli „weryfikatora”, nie boi się przegrywać i nie żyje iluzją wielkich tytułów. Liczą się konkretna walka, konkretna data i konkretna robota do wykonania.

Zobacz takżeMichał Michalski o starciu z Damianem Janikowskim: „Wszyscy mówią, że super walka i ja też tak myślę”

źródło & foto: „Klatka po klatce” – YouTube