Cezary Oleksiejczuk udanie zadebiutował w UFC, jednogłośną decyzją pokonując Cesara Almeidę na gali UFC Vegas 112. Polak w pełni zrealizował plan taktyczny i zdominował rywala na dystansie trzech rund. Zwycięstwo w Las Vegas ma jednak swoją cenę – walkę zakończył z kontuzją kolana, która może wykluczyć go z treningów na dłużej.

Debiut w UFC to moment, na który pracuje się latami. Dla Cezarego Oleksiejczuka była to kulminacja intensywnego sezonu, w którym stoczył aż cztery pojedynki i praktycznie nie schodził z wysokich obrotów. Wygrana nad Cesarem Almeidą była nie tylko sportowym sukcesem, ale też potwierdzeniem, że Polak potrafi dostosować się do realiów największej organizacji MMA na świecie – nawet wtedy, gdy warunki dalekie są od idealnych.

Zobacz takżeUFC Vegas 112: Cezary Oleksiejczuk udanie debiutuje w UFC! Polak wypunktował Almeidę zapaśniczą pracą

Kolano dało znać jeszcze przed walką

Choć z perspektywy widza walka wyglądała na w pełni kontrolowaną, Oleksiejczuk już przed wejściem do klatki zmagał się z problemami zdrowotnymi. Jak przyznał w rozmowie z naszą redakcją, ból kolan pojawił się na długo przed galą w Las Vegas.

Już w Brazylii odczuwałem ból w kolanach. Starałem się chodzić do fizjoterapeuty, korzystałem z masaży, ale to średnio pomagało, bo dalej ciężko trenowałem. Potem przyleciałem do Las Vegas i przy zbijaniu wagi organizm był już mocno wysuszony.

Kluczowym problemem okazał się brak realnego odpoczynku między kolejnymi przygotowaniami.

W tym roku zrobiłem cztery walki. Nie było żadnego roztrenowania, tylko przechodzenie z jednych przygotowań w kolejne. Organizm był po prostu wyeksploatowany.

Mimo to Oleksiejczuk nie wychodził do walki z założeniem, że kontuzja przesądzi o jej przebiegu.

Czułem ból, ale to nie było tak, że coś było urwane. Na rozgrzewkach było napięcie, takie uczucie, że coś może ‘eksplodować’, ale nie zakładałem, że to mnie zatrzyma.

Moment krytyczny w klinczu

Decydujący moment nastąpił w drugiej rundzie, gdy Polak próbował przenieść walkę do parteru w swoim stylu.

Miałem zapiętego bodylocka, podniosłem go i poczułem takie ‘pyknięcie’ w kolanie. Wtedy już wiedziałem, że coś jest nie tak. Lewa noga nie wytrzymała.

Od tego momentu walka nabrała innego wymiaru – bardziej zachowawczego, ale wciąż konsekwentnego.

W trzeciej rundzie ta noga bardzo mi uciekała. Prawa była tylko przeciążona, ale lewa sprawiała duży problem. Musiałem walczyć mądrze, żeby tego nie pogorszyć.

To właśnie kontuzja sprawiła, że Polak nie podejmował ryzyka w parterze, mimo sugestii narożnika.

Michał krzyczał, żebym wchodził na dosiad, ale czułem się niepewnie. Bałem się, że mnie przesweepuje albo wstanie, a wtedy z tą nogą mogłoby być różnie. Wolałem go przytrzymać i kontrolować.

Brak wywiadu i internetowe spekulacje

Tuż po walce uwagę kibiców przykuł brak wywiadu w klatce. W sieci szybko pojawiły się teorie, że UFC było niezadowolone z przebiegu pojedynku. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej prozaiczna.

Doktor wszedł do klatki i nie chcieli, żebym wstawał. Siedziałem dość długo, a potem spróbowałem wyjść do werdyktu. Jest na nagraniach, jak próbuję wstać i noga mi ucieka. Myślę, że dlatego nie chcieli mnie dłużej trzymać.

Zawodnik dostał stabilizator i kulę, a organizacja zadbała o podstawową opiekę medyczną.

Nie mogę na nic narzekać. Zostałem przebadany, dostałem zabezpieczenie na kolano. Z tego, co wiem, całe leczenie ma być opłacone przez UFC.

Krytyka po wygranej? „Liczy się zwycięstwo”

Drugą „gorzką pigułką”, o której Oleksiejczuk mówi wprost, była krytyka stylu walki. Część komentatorów, w tym Michael Bisping, spodziewała się bardziej widowiskowego występu po efektownym zwycięstwie Polaka w DWCS.

Dla mnie najważniejsza jest wygrana. Zdominowałem rywala, wygrałem wszystkie rundy. To był debiut i musiałem dowieźć zwycięstwo za wszelką cenę.

Polak podkreśla, że miał pełną świadomość oczekiwań, ale w oktagonie priorytety są inne.

To nie był byle kto. Wiedziałem, że nie mogę iść z nim na wojnę, bo w tym czuł się najlepiej. Plan był jasny – metodycznie go wywracać i kontrolować.

Sam komentarz Bispinga nie zrobił na nim większego wrażenia.

On jest znany z krytycznych komentarzy. Już w mojej karierze byłem wiele razy skreślany i jakoś mnie to nie rusza. Kolejne walki będą lepsze, a emocji będzie więcej.

Taktyka, która dała zwycięstwo

Plan przygotowany wspólnie z zespołem Fighting Nerds był precyzyjny i – co najważniejsze – zrealizowany.

Pierwsza runda miała być spokojna. Unikać jego kopnięć, wciągnąć go, wywrócić i przeleżeć. W drugiej i trzeciej rundzie miałem podkręcać tempo i szukać skończenia w parterze.

Kontuzja zmieniła szczegóły, ale nie zmieniła głównego celu.

Starałem się nie ryzykować. Najważniejsze było to, żeby mi nie wstał i żebym nie pogorszył urazu. To był debiut – liczyło się zwycięstwo.

„Pamiętaj skąd jesteś”

Jednym z najmocniejszych momentów walki były słowa, które Oleksiejczuk usłyszał w narożniku. Brat zawodnika, Michał Oleksiejczuk, przypomniał mu o korzeniach.

Dla mnie to ma ogromne znaczenie. Reprezentuję Polskę, a brat jest zawsze w narożniku. Jak słyszę ‘pamiętaj skąd jesteś’, to nie ma znaczenia, czy boli bardziej czy mniej – wychodzę i robię swoje.

Ból nie zniknął, ale koncentracja pozostała.

Nie rozpraszałem się. Usłyszałem te słowa i wyszedłem wygrać rundę. Nawet jakby mi się noga urwała, to i tak bym walczył do końca.

Co dalej? Wszystko zależy od diagnozy

Najbliższe dni będą kluczowe dla dalszych planów Polaka. Rezonans magnetyczny zaplanowany jest po zejściu opuchlizny.

UFC zaleciło, żeby poczekać aż zejdzie opuchlizna, bo wtedy badanie będzie dokładniejsze. Jeśli to więzadło poboczne, powrót może być szybki. ACL – wtedy sprawa jest poważniejsza.

Oleksiejczuk nie wyklucza występu na marcowej gali UFC w Londynie, ale podkreśla, że zdrowie jest priorytetem.

Nie chcę prognozować. Jak się da i będę zdrowy, to walka w Europie byłaby czymś wielkim. Ale najpierw badania.

Presja nazwiska i „efekt Michała”

Nie da się uciec od faktu, że nazwisko Oleksiejczuk niesie za sobą dodatkowy ciężar oczekiwań. Debiut Cezarego nie był anonimowy – był porównywany, zestawiany, oceniany przez pryzmat kariery jego brata.

Co istotne: Czarek nie próbował się od tego odcinać, ani nie próbował „udowadniać” czegokolwiek widowiskowością. Zamiast tego zrobił coś znacznie dojrzalszego – zawalczył na własnych warunkach, akceptując fakt, że ocena przyjdzie tak czy inaczej.

To bardzo rzadka cecha u debiutantów, szczególnie w UFC.

UFC a opieka nad zawodnikiem – realny obraz

Warto mocno podkreślić jeden element, który często w medialnej narracji jest spłycany: opieka UFC po walce.

Oleksiejczuk jasno zaznacza, że: został przebadany, otrzymał stabilizator i zabezpieczenie, ma także zapewnione leczenie po stronie organizacji. To ważne, bo pokazuje, że w przypadku debiutanta, który dowozi wynik, UFC działa według procedur – bez względu na to, czy walka była „efektowna”, czy nie.

Spokój, dojrzałość i debiut „dowieziony”

Debiut Cezarego Oleksiejczuka w UFC nie był fajerwerkami dla highlightów, ale był pokazem dojrzałości, kontroli i taktycznego IQ. W realiach największej ligi świata to często właśnie takie zwycięstwa otwierają drzwi do kolejnych, większych wyzwań. Debiut w UFC bardzo rzadko jest petardą. To moment, w którym organizacja sprawdza nie tyle umiejętności techniczne, co odporność psychiczną, zdolność adaptacji i umiejętność wygrywania wtedy, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem. Cezary Oleksiejczuk dokładnie w taki test został wrzucony – bez taryfy ulgowej, wysoko na karcie i z rywalem, który miał już wygrane w UFC. To nie był debiut pod klipy. To był debiut pod ocenę decydentów. I w tym sensie Polak zrobił dokładnie to, co w UFC jest walutą najcenniejszą – dowiózł wynik, nawet wtedy, gdy ciało zaczęło wysyłać sygnały ostrzegawcze.

W Las Vegas Oleksiejczuk nie walczył o sympatię komentatorów. Walczył o to, by po zejściu z oktagonu nikt w matchmakerce nie postawił przy jego nazwisku znaku zapytania.

Polak przywiózł wygraną do kraju, pokazał, że potrafi walczyć odpowiedzialnie pod presją i – mimo kontuzji – dowiózł wynik, który w debiucie jest walutą najcenniejszą.

Zobacz takżeCezary Oleksiejczuk walczył z kontuzją kolana w UFC Vegas 112: „Od drugiej rundy nie mogłem normalnie się poruszać”

Więcej w wywiadzie dla naszej redakcji: