To jedna z najgłośniejszych decyzji ostatnich miesięcy w polskim MMA. Damian Piwowarczyk postanowił odejść z KSW i spróbować swoich sił w Dana White’s Contender Series. Jak sam przyznał w programie Klatka po klatce, zostawia za sobą bardzo dobre pieniądze i realną drogę do pasa, ale nie chciał zakończyć kariery z poczuciem, że nie spróbował dostać się do UFC. „Damsyn” nie ukrywał, że decyzja kosztowała go sporo emocji. Z jednej strony miał praktycznie dogadany nowy kontrakt z KSW, z drugiej – sportowe ambicje i marzenie o największej organizacji świata okazały się silniejsze.

Po zwycięstwie nad Sergiuszem Zającem sytuacja Piwowarczyka mocno się zmieniła. 28-latek był po trzech wygranych z rzędu przed czasem, jego nazwisko coraz częściej pojawiało się w kontekście walki o pas kategorii półciężkiej, a samo KSW przygotowało dla niego bardzo atrakcyjną ofertę.

Mimo to zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę.

„Musiałem wybrać między bardzo dobrym a wspaniałym”

Damian Piwowarczyk przyznał, że rozstanie z KSW było dla niego niezwykle trudne, bo organizacja towarzyszyła mu praktycznie przez całą zawodową karierę.

No kurczę, wiesz, te dwie drogi były bardzo fajne, obiecujące. To tak naprawdę musiałem wybrać między bardzo dobrym a wspaniałym i zastanawiałem się, które będzie dla mnie tą lepszą opcją. Tak jak Woju też powiedział, rozstaliśmy się w dobrych relacjach. Nie chciałem sobie palić mostu gdzieś tam z federacją. Zaproponowali mi naprawdę konkretną, fajną walkę za dobre pieniądze, nawet w takiej dacie, która bardzo mi odpowiadała. Wiadomo, zastanowiłem się chwilę, pochyliłem się nad tym. Dupa piecze z jednej strony, bo musiałem przy tej decyzji coś stracić. Trochę mnie to boli w serduszku. Spędziłem tam praktycznie całą moją karierę. Oni mnie wychowali jako zawodnika, trochę nawet jako człowieka.

Piwowarczyk podkreślił jednak, że ostatecznie nie kierował się finansami.

Mimo wszystko kierowałem się nie przede wszystkim pieniędzmi, tylko swoimi ambicjami sportowymi, marzeniami. To zawsze spędzało mi sen z powiek od samego początku, jak bardziej zaangażowałem się w trening. No i będzie ten DWCS.

„KSW dawało dużo większe pieniądze”

Zawodnik zdradził, że warunki zaproponowane przez KSW były zdecydowanie lepsze finansowo niż to, co czeka go na początku drogi do UFC.

Były to naprawdę fajne pieniążki, naprawdę dobre pieniążki. Jeszcze plus trzeba brać pod uwagę to, że KSW oferuje możliwość naklejek na ciało, gdzie to też jest czasem i dwukrotność niektórych gaż. Teraz pójdę do DWCS-a i zarobię trzy razy mniej.

„Damsyn” doskonale zdaje sobie sprawę, że finansowo będzie to krok w tył. Jednocześnie wierzy, że jego widowiskowy styl może szybko przełożyć się na bonusy w UFC.

Wiem, że te finanse będą gorsze na początku, ale analizując mój styl walki i to, że UFC wykupiło Paramount… bonusy są dwa razy większe. Ja nastawiam się na finish bonus, skończenie walki przed czasem – 25 tysięcy dolarów. Jeśli będę wygrywać walki w UFC, to raczej one nie będą na decyzję.

Walka z Sergiuszem Zającem zmieniła wszystko

Piwowarczyk ujawnił, że jeszcze przed pojedynkiem z Sergiuszem Zającem był bardzo blisko podpisania nowego kontraktu z KSW.

To właśnie świetny występ na XTB KSW 116 sprawił, że zaczął inaczej patrzeć na swoją przyszłość.

Już przed walką z Sergiuszem ustalaliśmy nowy kontrakt, przedłużenie, warunki finansowe. To było 90 procent dogadane, ale nie podpisane fizycznie. Ta walka z Sergiuszem tak dobrze się odbiła w środowisku sportowym i kibicowskim, też mnie utwardziła mentalnie. Może się trochę dobrych słów nasłuchałem o sobie. Trochę sam wewnętrznie urosłem po takiej dobrej walce z mocnym przeciwnikiem. Stwierdziłem po prostu: kurczę, czemu nie teraz? Może nie być lepszej okazji. Jestem na fali trzech wygranych z rzędu, wszystkie przed czasem z dobrymi zawodnikami. Mam 28 lat. Może po prostu nie być już w przyszłości tak dogodnej sytuacji.

„Nie chciałem kończyć kariery z żalem”

Piwowarczyk nie ukrywał, że inspiracją były również ostatnie transfery polskich zawodników do UFC i DWCS.

W rozmowie wymienił między innymi Roberta Ruchałę, Jakuba Wikłacza oraz Iwo Baraniewskiego.

Tamten rok był obfity w przejścia polskich zawodników do UFC i DWCS-a. Z jednej strony napawało mnie to dumą, a z drugiej dupa szczypała, bo mówiłem sobie: kurczę, też bym już chciał. Żałowałbym w przyszłości, jakbym kończył karierę, że chociaż nie spróbowałem. Nikt mi nie zarzuci, że się przestraszyłem albo że nie chciałem konkurować z najlepszymi.

Na ten moment zawodnik nie zna jeszcze dokładnej daty występu w Dana White’s Contender Series, ale spodziewa się, że do walki dojdzie w sierpniu lub wrześniu.

Zobacz takżeWojsław Rysiewski przed XTB KSW 118: „Fatalna sytuacja. Na własne życzenie traci pieniądze”

źródło: YouTube / Klatka po klatce | foto: KSW, Getty Images