Gala UFC 328 zapowiada się niezwykle emocjonująco i to nie tylko ze względu na obecność Polaka na karcie walk. To, co dzieje się między bohaterami main eventu przy każdej interakcji poza oktagonem może dawać nam nadzieję na fajerwerki podczas walki. Mamy dla Was solidną dawkę typów na to wydarzenie!
Khamzat Chimaev (15-0) vs. Sean Strickland (30-7) – o pas mistrzowski
Grzegorz: To będzie walka, w której napięcie może eksplodować jeszcze przed pierwszym gongiem. Khamzat Chimaev stanie do pierwszej obrony pasa mistrzowskiego kategorii średniej przeciwko Seanowi Stricklandowi – byłemu mistrzowi, który od miesięcy próbuje wejść mu do głowy i zamienić ten pojedynek w osobistą wojnę. Atmosfera wokół tej walki jest wręcz absurdalna, do tego stopnia, że UFC ogranicza face-offy, przesuwa godziny media day i robi wszystko, żeby nie dopuścić do eskalacji konfliktu poza klatką.
UFC A to tylko podkręca temperaturę. Strickland od tygodni próbuje wejść Chimaevowi do głowy, prowokuje go, obraża i próbuje wciągnąć w emocjonalną bójkę. Problem w tym, że Khamzat od lat wygląda najlepiej właśnie wtedy, gdy walka zamienia się w chaos.
Khamzat Chimaev to prawdopodobnie najbardziej dominujący zapaśnik, jaki pojawił się w kategorii średniej UFC od bardzo dawna. Jego styl opiera się na absolutnym terrorze zapaśniczym. To nie są zwykłe sprowadzenia budowane cierpliwie przy siatce. Chimaev potrafi wejść w nogi z dystansu, złapać kostkę w kompletnie nieoczywistej pozycji i w sekundę przenieść walkę na matę. Najbardziej przerażające jest jednak to, co dzieje się później. Ludzie praktycznie nie wstają spod Chimaeva. Gdy już znajdzie się na górze, zaczyna się bardzo ciasna i fizyczna kontrola, zmiana pozycji, presja barkiem, rozciąganie przeciwnika i nieustanne szukanie poddania. W walce z Robertem Whittakerem było to wręcz brutalne. Australijczyk próbował scramble’ować, wracać na nogi, pracować biodrami – i właśnie wtedy popełniał błędy. Chimaev uwielbia moment, w którym rywal zaczyna desperacko wracać do stójki. Wtedy zajmuje plecy, pracuje nad duszeniem, przechodzi do klamry i rozpoczyna kompletny chaos grapplerski.
Największą siłą Chimaeva jest połączenie eksplozywności z kontrolą. Wielu świetnych zapaśników potrafi obalać, ale nie każdy umie utrzymać rywala przez dłuższe momenty. Khamzat robi jedno i drugie, gdy już znajdzie się na górze, nagle walka zwalnia do jego rytmu. Przeciwnik zaczyna dźwigać jego ciężar, oddychać pod presją i tracić energię.
W starciu z Dricusem Du Plessisem nie wyglądał może spektakularnie ofensywnie, ale pokazał coś bardzo ważnego – dojrzałość. Nie szukał chaosu za wszelką cenę. Chciał po prostu zdobyć pas. Kontrolował, sprowadzał, neutralizował i robił to przez pełen, mistrzowski dystans. To zamknęło narrację o jego rzekomych problemach z cardio. Dawniej ludzie wracali do walki z Gilbertem Burnsem i twierdzili, że Chimaev „pęka kondycyjnie”. Warto jednak nadmienić, że tamten pojedynek odbył się lata temu, w innej kategorii wagowej i w kompletnie innych okolicznościach. Dziś Chimaev wygląda dużo bardziej dojrzale jako zawodnik. Nadal jest potwornie agresywny, ale znacznie lepiej zarządza energią. A co najgorsze dla rywali – jego stójka też się rozwija. Ludzie często o tym zapominają, bo zapasy są tak dominujące, że przykrywają resztę arsenału. Tymczasem Khamzat naprawdę potrafi boksować. Ma szybki prawy prosty, mocny overhand i bardzo dobrze skraca dystans ciosami pod wejście w nogi. Jeśli rywal za bardzo skupi się na defensywie zapaśniczej, może zostać trafiony w stójce.
Sean Strickland to z kolei jeden z najbardziej niewygodnych strikerów w całym UFC. Jego styl wygląda dziwnie, momentami wręcz surowo, ale jest piekielnie skuteczny. Strickland nie walczy efektownie. On walczy rytmem, presją i ciągłym odbieraniem rywalowi przestrzeni. To zawodnik, który uwielbia zmuszać przeciwnika do walki na jego warunkach – dużo jabów, ciągłe parcie do przodu, kontrola dystansu i nieustanne dokładanie ciosów prostych. W walce z Israelem Adesanyą było to widoczne perfekcyjnie. Strickland praktycznie od pierwszych sekund złamał ówczesnego mistrza samą obecnością i presją. Nie dawał mu miejsca na komfortowe ustawienie. Cały czas pracował jabem, lowkickiem i kombinacjami ciosów prostych. Jego defensywa oparta na minimalnych odchyleniach jest bardzo niewygodna dla klasycznych strikerów. Sean świetnie czyta rytm walki i bardzo dobrze reaguje na pojedyncze ataki. Największym atutem Stricklanda jest jednak jego tempo i psychika. To zawodnik, którego niezwykle trudno złamać mentalnie. Nawet gdy przegrywa rundy, cały czas idzie do przodu, nie panikuje. Nie przestaje wywierać presji. Właśnie dlatego tak wielu zawodników wygląda przy nim fatalnie. Sean zmusza rywali do ciągłego cofania się i podejmowania decyzji pod presją. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy naprzeciwko niego staje elitarny zapaśnik. Owszem – Strickland poprawił defensywę obaleń. Pokazał to choćby w walce z Anthonym Hernandezem, gdzie naprawdę dobrze reagował na próby sprowadzeń. Ale Chimaev to kompletnie inny poziom zagrożenia. Hernandez próbował klasycznych wejść z klinczu. Khamzat potrafi rzucić się po nogi z połowy oktagonu i nadal sfinalizować akcję.
Kluczowe pytanie brzmi – czy Strickland zdoła utrzymać pojedynek w stójce wystarczająco długo, by narzucić swoje tempo? Bo jeśli Chimaev regularnie będzie sprowadzał go do parteru, zrobi się bardzo ciężko. Sean dobrze wraca na nogi, jest wytrzymały i potrafi scramble’ować, ale przy takim grapplingu każda desperacka próba powrotu może kończyć się oddaniem pleców albo duszeniem. Pierwsze rundy będą ekstremalnie ważne. Strickland spróbuje od początku pracować jabem i utrzymywać Khamzata na końcu ciosów prostych. Będzie chciał zmuszać go do wchodzenia w półdystans pod ciosami. Problem polega na tym, że Chimaev nie potrzebuje idealnego ustawienia do sprowadzenia. Wystarczy jeden moment, jedna źle ustawiona noga albo cofnięcie się pod siatkę i walka może momentalnie znaleźć się w parterze.
Widzę też bardzo duży aspekt psychologiczny. Strickland próbuje zrobić z tej walki uliczną bójkę. Chce chaosu, emocji i otwartych wymian. Ale Chimaev przez całą karierę wyglądał najlepiej właśnie w chaosie. Im bardziej brutalna i fizyczna robi się walka, tym bardziej zaczyna dominować. Jeżeli Sean będzie scramble’ował tak agresywnie jak Whittaker, może wpaść w ogromne tarapaty. Khamzat bowiem świetnie wykorzystuje momenty przejścia między pozycjami. Gdy rywal panikuje i chce natychmiast wrócić na nogi, otwiera się dla niego możliwość zdobycia pleców i przestrzeni pod duszenie. Właśnie tam Chimaev jest najbardziej niebezpieczny.
Oczywiście Strickland będzie miał swoje momenty. Trafi jabem. Zmusí Chimaeva do cofania się. Być może nawet wygra fragmenty walki w stójce. Ale im dłużej analizuję to zestawienie, tym trudniej znaleźć realną drogę Seana do zwycięstwa. Musiałby praktycznie przez 25 minut utrzymywać perfekcyjną defensywę zapaśniczą przeciwko jednemu z najlepszych grapplerów w UFC. A to wydaje się niemal niewykonalne.
Widzę scenariusz podobny do walki Chimaeva z Whittakerem albo Usmanem. Strickland początkowo będzie dobrze reagował na presję, może nawet obroni pierwsze sprowadzenie. Ale z czasem Khamzat zacznie łapać rytm zapaśniczy, coraz częściej zamykać Stricklanda na siatce i odbierać mu przestrzeń w oktagonie. Mój typ: Khamzat Chimaev przez poddanie w trzeciej rundzie.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Chimaev: 1.19
Strickland: 4.60
Joshua Van (16-2) vs. Tatsuro Taira (18-1) – o pas mistrzowski
Fabian: W niesamowitych okolicznościach, bo już po 26 sekundach walki w wyniku kontuzji rywala Joshua Van został mistrzem kategorii muszej. Teraz przyjdzie mu tego tytułu bronić w konfrontacji z Tatsuro Tairą. Każdy zawodnik będzie miał z goła odmienny plan na walkę. Reprezentujący Myanmar obecny mistrz to bardzo energetyczny stójkowicz świetnie odnajdujący się w wymianach bokserskich w skróconym dystansie. Eksplozywny, celny w krótkich ciosach. Potrafiący jak na dywizję muszą regularnie nokautować. Z drugiej strony myśliwy w osobie Tairy. Polujący na moment, by obalić lub wczepić się za plecy rywala i tam poddać. Wybitny grapplersko dodatkowo intensywnie pracuje ciosami będąc z góry. Wpina się trójkątem w korpus rywala i naprawdę bardzo trudno jest go zrzucić lub przetoczyć pozycję. Wydostanie się z tych kleszczy bywa momentami nierealne. Grappling mistrza nie został jeszcze do tej pory realnie przetestowany. Choćby z Brandonem Royvalem była to bijatyka i pełna wymiana ciosów przez trzy rundy. Z tym samym Royvalem Japończyk miał bardzo trudne momenty w stójce, a walka na chwyty nie tyle była jego inicjatywą co formą zredukowania strat na kartach punktowych i musem. Spodziewam się, że bardzo zdolny, energetyczny Joshua Van zostanie na dystansie umęczony parterowo przez Japończyka. Nie da rady przez 25 minut przeciwstawiać się tym może i momentami wymuszonym, czytelnym próbom Tairy, ale podpartych naprawdę dużym uporem i umiejętnościami. Łatwość przechodzenia pozycji, zagrożenie poddaniem z każdego możliwego ustawienia połączona z doświadczeniem na pełnym dystansie mistrzowskim czego nie doświadczył nigdy Van sprawią, że to zawodnik z Azji przechyli szalę na swoją korzyść. W stójce będzie odstawał, ale ma odporność na ciosy oraz możliwość mieszania płaszczyzn. Van takiego planu B raczej miał nie będzie. Mój typ: Tatsuro Taira decyzją.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Van: 2.27
Taira: 1.62
Alexander Volkov (39-11) vs. Waldo Cortes-Acosta (17-2)
Fabian: Pojedynek Alexandra Volkova z Waldo Cortesem-Acostą to istotna batalia z punktu widzenia czołówki dywizji ciężkiej. Rosjanin jest w ścisłym topie od lat, ale nigdy nie udało mu się jeszcze dotrzeć choćby do walki o pas. Regularnie po 2-3 zwycięstwach przychodzi porażka w kluczowej walce i przez to Alexander spada w hierarchii o kilka szczebli. Tym razem szyki spróbuje mu pokrzyżować zawodnik z Dominikany, który dzięki unikaniu kontuzji walczy bardzo regularnie i ma za sobą już 12 walk w UFC, wygrywając 10 z nich. Pojedynek zapowiada się na głównie kickbokserski. Volkov będzie zawodnikiem wolniejszym, ale raczej tym wywierającym presję. Dużo kopnięć, czy to na rozerwanie czy poprzedzonych akcją bokserską. Mimo powolnych ruchów dobrze wykorzystuje on swoje znakomite parametry zasięgowe, aby kąsać rywala ciosami prostymi i wprowadzać dużo zamieszania w defensywę właśnie tymi niesygnalizowanymi, soczystymi kopnięciami. Kolejny atut to będzie odporność Volkova i nie wdawanie się w niepotrzebne bijatyki. Acosta żyje z kontr i to tam ostatnio usadza oponentów przedtem dając się zepchnąć do głębokiej defensywy. Tutaj rywal nie będzie za wszelką cenę zaganiał go pod siatkę tylko statycznie na środku oktagonu szukał punktowania. Acosta będzie musiał wykazać się większą kreatywnością, bo zwyczajnie trudniej będzie zaprosić statycznego, metodycznego Volkova do swojej gry. Obaj mają poprawny klincz, choć mało efektywny. Alex dodatkowo jeśli obali ma ciasną kontrolę, choć sam też ma bardzo duże luki jeśli chodzi o defensywę zapaśniczą i trudno jest mu wstać nawet spod średniej klasy rywala. Bardzo wiele zależy od tempa w jakim toczył się będzie pojedynek. To Dominikańczyk musi narzucić swój styl walki, bo inaczej zostanie bezwzględnie wypunktowany. Musi dużo kopać i przede wszystkim wyprowadzać dużo akcji. Jak wspomniałem Rosjanin jest statyczny, od pewnego czasu nie jest tez specjalnie nokautującym zawodnikiem a Waldo ma twardą szczękę jak na dywizję HW. Przetrwał bomby Pavlovicha to powinien przetrwać i Volkova. Sam natomiast musi wznieść się na swoje wyżyny jeśli chodzi o kreatywność, może nawet wpleść jakiś parter by tam zdusić „Drago” , który z pleców jest aktywny i kłopotliwy. Alex jest na musiku. Ma już 37 lat, 50 walk za sobą i to może być ostatni dzwonek, aby zawalczyć o upragniony tytuł. Nie spodziewam się jednak, by to wpłynęło na jego gameplan. Stawiając na to co potrafi najlepiej wypunktuje wciąż nie będącego na tym topowym poziomie Waldo Acostę. Mój typ: Alexander Volkov decyzją.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Volkov: 1.72
Cortes-Acosta: 2.09
Sean Brady (18-2) vs. Joaquin Buckley (21-7)
Martyna: To starcie na karcie głównej UFC 328 to klasyczny pojedynek technicznej dyscypliny z nieobliczalnym chaosem. Sean Brady wchodzi do klatki z ogromną presją – po brutalnym nokaucie z rąk Michaela Moralesa w listopadzie 2025 roku, nad jego odpornością na ciosy zawisł wielki znak zapytania. Z kolei Joaquin Buckley, mimo niedawnej porażki z Kamaru Usmanem, pozostaje jednym z najbardziej eksplozywnych zawodników w dywizji, a fakt, że walczy o utrzymanie się w organizacji, czyni go podwójnie niebezpiecznym.
Kluczem dla Brady’ego będzie powrót do korzeni: fundamenty i chłodna głowa. Sean to zawodnik, który najlepiej czuje się, gdy walka jest poukładana. Jego boks opiera się na prostych kombinacjach 1-2 i świetnej pracy nóg, ale to zapasy są jego największą bronią. Jeśli zdoła zamknąć Buckleya na siatce i przenieść walkę do parteru, jego kontrola z góry może okazać się dla rywala nie do przejścia. Brady musi jednak uważać na „nieoczekiwane”. Buckley to król nieszablonowych rozwiązań: potrafi wystrzelić potężnym overhandem lub kopnięciem z obrotu w najmniej spodziewanym momencie. Jego niska celność (37%) wynika z faktu, że często szuka nokautu jednym ciosem, co przy naruszonej szczęce Brady’ego jest realnym zagrożeniem.
Buckley będzie szukał chaosu. On nie chce technicznej szermierki na środku maty; chce wciągnąć Brady’ego w wymiany, w których jego siła fizyczna i szybkość wezmą górę. Jeśli jednak nie trafi czysto w pierwszej lub drugiej rundzie, jego szanse drastycznie spadną. Brady pokazywał już w walkach z Leonem Edwardsem czy Gilbertem Burnsem, że potrafi neutralizować topowych zawodników, o ile trzyma się planu taktycznego.
Spodziewam się, że Brady wyciągnął wnioski z ostatniej porażki i nie da się sprowokować do otwartej wojny. Będzie dążył do sprowadzeń i męczenia Buckleya w parterze, unikając przy tym „bomb” rywala. Kurs 1.60 na Fortunie odzwierciedla jego techniczną przewagę. Mój typ: Sean Brady jednogłośną decyzją sędziów.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Brady: 1.60
Buckley: 2.31
King Green (34-17-1) vs. Jeremy Stephens (29-22)
Martyna: To starcie dwóch weteranów obiecuje stójkową ucztę, choć kursy na Fortunie sugerują wyraźną dominację jednej ze stron. King Green (1.22) wchodzi do klatki jako ogromny faworyt i trudno się temu dziwić. Jego unikalny styl, oparty na nisko opuszczonych rękach i bokserskim luzie to koszmar dla zawodników walczących w sposób przewidywalny. Green w ostatnim czasie dołożył do swojego arsenału skuteczne zapasy, co pokazał w walce z Danielem Zell Huberem, udowadniając, że potrafi być zawodnikiem kompletnym i niezwykle inteligentnym taktycznie.
Po drugiej stronie mamy Jeremy’ego Stephensa (kurs 4.20), który wraca do oktagonu po epizodzie w walkach na gołe pięści (BKFC). To wciąż ten sam groźny puncher, który poluje na urwanie głowy jednym ciosem, ale statystyki są dla niego bezlitosne – jedna wygrana w ostatnich dziewięciu walkach i brak nokautu od 2018 roku. Stephens w swojej ostatniej walce w MMA z Masonem Jonesem wyglądał na bezradnego w parterze, co Green może bezlitośnie wykorzystać, jeśli tylko poczuje jakiekolwiek zagrożenie w stójce.
Kluczem do tej walki będzie mobilność Greena. Stephens potrzebuje statycznego celu, by ulokować swoje potężne bomby, a King Green to zawodnik, który nieustannie „pływa” w klatce, frustrując rywali swoją nieuchwytnością i wysokim wolumenem ciosów. Spodziewam się, że Green będzie punktował Stephensa z dystansu, unikając większości obszernych ciosów, a w razie potrzeby skontroluje walkę zapaśniczo. Stephens jest niezwykle twardy, co może uchronić go przed szybkim skończeniem, ale techniczna przewaga i obecna forma Kinga są po prostu o poziom wyżej. Moim zdaniem King Green zdominuje ten pojedynek, bawiąc się stylem i wykorzystując swoją szybkość oraz nowe zacięcie zapaśnicze. Mój typ: zwycięstwo Kinga Greena jednogłośną decyzją sędziów.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Green: 1.22
Stephens: 4.20
Mateusz Rębecki (20-4) vs. Grant Dawson (23-3-1)
Grzegorz: Mateusz Rębecki stanie przed największym testem podczas swojej kariery w UFC. Grant Dawson to jeden z najbardziej niewygodnych zawodników w kategorii lekkiej – świetny grappler, bardzo mocny fizycznie, nieustannie szukający kontroli i wyniszczania rywala presją. Z drugiej strony Polak wnosi do tej walki tempo, agresję i aktywność w stójce, które mogą kompletnie rozbić plan Amerykanina. To zestawienie zapowiada się na bardzo zaciętą walkę pełną klinczu, sprowadzeń i wymian w półdystansie. To również starcie dwóch zawodników, którzy lubią mieszać płaszczyzny, ale robią to w zupełnie inny sposób. Dawson buduje swoje pojedynki wokół kontroli, zapasów i zabierania przestrzeni. Rębecki bazuje na dynamice, presji i ofensywie w stójce. Jeden chce zamęczyć rywala kontrolą, drugi chce go złamać intensywnością i brutalnością.
Grant Dawson od lat jest jednym z najbardziej niedocenianych grapplerów kategorii lekkiej. Jego styl nie zawsze wygląda efektownie, ale jest niesamowicie skuteczny. To zawodnik, który najlepiej czuje się wtedy, gdy może przykleić przeciwnika do siatki, zmusić go do pracy w klinczu i krok po kroku odbierać mu energię. Dawson nie jest klasycznym eksplozywnym zapaśnikiem. On nie rzuca się po spektakularne obalenia. Jego zapasy są bardziej systematyczne i wyniszczające. Buduje pozycję cierpliwie – spycha oponenta pod siatkę, przechodzi do klamry i zaczyna pracować nad sprowadzeniem. W walce z Rafa Garcią świetnie było widać jego schemat. Dawson nie spieszył się z ofensywą w stójce. Najpierw wywierał presję, ograniczał miejsce i dopiero wtedy inicjował zapasy. Gdy już znalazł się na górze, praktycznie nie oddawał kontroli. Bardzo dobrze przechodzi między pozycjami, wykorzystuje ciężar ciała i potrafi skutecznie rozciągać rywali przy siatce. Jego największym atutem jest właśnie kontrola pozycji. Nie musi non stop szukać poddań, by wygrywać rundy. Wystarczy mu kilka minut kontroli z góry i regularne rozbijanie przeciwnika krótkimi ciosami. Dawson jest też bardzo inteligentny w zarządzaniu tempem walki. Nie przepala energii niepotrzebnymi akcjami. Potrafi zwolnić pojedynek do rytmu, który kompletnie nie odpowiada bardziej ofensywnym zawodnikom. Właśnie dlatego tak niewygodnie walczy się z nim strikerom. Kiedy przeciwnik chce wejść z kombinacją, Dawson skraca dystans, łapie klincz i zabiera miejsce na rozwinięcie ofensywy. W stójce Amerykanin jest solidny, ale zdecydowanie nie wybitny. Nie ma wielkiego wolumenu ciosów ani szczególnie szybkich rąk. Jego ofensywa opiera się bardziej na prostych kombinacjach mających przygotować wejście w nogi niż na realnym rozbijaniu rywala w wymianach. Potrafi jednak dobrze korzystać z zasięgu i pracować prostymi ciosami. Ważne będzie też jego spora przewaga zasięgu nad Rębeckim. Problem Dawsona pojawia się wtedy, gdy rywal jest w stanie utrzymać walkę w stójce i zmusić go do wymian na wysokim tempie. W przegranej z Manuelem Torresem było widać, że gdy przeciwnik narzuca chaos i agresję w półdystansie, Dawson zaczyna wyglądać dużo mniej komfortowo. Torres nie pozwolił mu wejść w swój rytm zapaśniczy i brutalnie go skarcił. To pokazało, że defensywa stójkowa Amerykanina nie jest szczelna. Gdy musi cofać się pod presją, zostawia luki między gardą, reaguje z opóźnieniem i ma problem z przyjmowaniem kombinacji.
Mateusz Rębecki to z kolei zawodnik oparty na ciągłej agresji i bardzo wysokim tempie. Polak od pierwszych sekund wywiera presję, skraca dystans i zmusza rywali do pracy pod naporem ciosów. Jego styl jest niezwykle fizyczny. Rębecki nie daje przeciwnikowi momentu na spokojne złapanie oddechu. Nawet gdy nie trafia czysto, cały czas zmusza przeciwnika do reakcji. To właśnie tempo jest jego największą bronią. W walce z Rooseveltem Robertsem czy Loikiem Radzhabovem świetnie było widać, jak dobrze Polak potrafi mieszać płaszczyzny. Rębecki nie jest wyłącznie strikerem. Potrafi wejść w nogi, docisnąć do siatki i pracować krótkimi seriami w klinczu. Co ważne, bardzo dobrze czuje momenty przejścia z boksu do zapasów. Często po kombinacji lewy-prawy schodzi nisko po nogi albo zamyka rywala w klinczu pod siatką. Największym atutem Rębeckiego jest jednak aktywność w stójce. Wyprowadza znacznie więcej znaczących ciosów niż Dawson i dużo lepiej odnajduje się w otwartych wymianach. Polak lubi półdystans, lubi presję i nie boi się przyjąć ciosu, by odpowiedzieć serią. Jego ofensywa opiera się na mocnych kombinacjach sierpowych, pracy na korpus oraz ciągłej presji. Szczególnie groźny jest wtedy, gdy przeciwnik zaczyna cofać się po linii prostej. Wtedy Rębecki doskakuje seriami po 3-4 ciosy i bardzo mocno buduje przewagę optyczną. W ostatnich walkach było jednak widać też pewne problemy. Z Ludovitem Kleinem czy Chrisem Duncanem Polak momentami dawał się łapać na kontry i tracił kontrolę nad dystansem. Szczególnie w starciu z Kleinem pojawił się problem z przyjmowaniem prostych ciosów przy wejściach. Rębecki bywa bardzo ofensywny, ale czasami aż za bardzo ufa swojej odporności. Gdy idzie do przodu bez odpowiedniego balansu, zostawia miejsce na kontry.
Kluczowym elementem tej walki będzie defensywa zapaśnicza Polaka. Dawson prawdopodobnie sprowadzi Rębeckiego kilka razy. Trudno sobie wyobrazić, by przez pełne trzy rundy Amerykanin nie znalazł drogi do nóg polskiego zawodnika. Pytanie brzmi jednak, jak długo będzie w stanie kontrolować starcie w parterze. Rębecki jest bowiem bardzo mocny fizycznie, dobrze wraca na nogi i nie panikuje pod presją. Jeśli będzie szybko wstawał spod Dawsona i nie pozwoli mu budować długich fragmentów kontroli, walka zacznie układać się pod jego tempo.
Pierwsza runda może być bardzo wyrównana. Dawson spróbuje od razu zamknąć Polaka pod siatką, skracać dystans i wymuszać klincz. Rębecki odpowie agresją w stójce i mocnymi seriami na korpus oraz głowę. Możliwe, że Amerykanin zdobędzie jedno lub dwa sprowadzenia, ale nie jestem przekonany, czy będzie w stanie długo utrzymywać Mateusza na macie. Im dłużej potrwa walka, tym bardziej zaczynam widzieć przewagę Rębeckiego w wymianach. Dawson nie lubi wysokiego tempa w stójce. Jeśli będzie zmuszony regularnie odpowiadać na kombinacje Polaka i co chwilę wracać do prób obaleń, zacznie tracić dynamikę. A wtedy Rębecki może przejąć kontrolę nad środkiem klatki i punktować aktywnością. Nie zdziwi mnie, jeśli Dawson wygra fragmenty walki samą kontrolą i presją przy siatce. Ale równie mocno widzę scenariusz, w którym Rębecki po prostu będzie trafiał częściej, mocniej i wyraźniej dla sędziów. Szczególnie że Polak naprawdę potrafi utrzymywać bardzo wysoką intensywność przez pełne trzy rundy.
Widzę to jako trudną, fizyczną walkę, pełną klinczu, akcji zapaśniczych i mocnych wymian w półdystansie. Dawson będzie miał swoje momenty kontroli, ale ostatecznie aktywność i presja Rębeckiego oraz zadane obrażenia zrobią różnicę. Mój typ: Mateusz Rębecki przez jednogłośną decyzję sędziów.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Rębecki: 2.20
Dawson: 1.65















![MMA Replay: Patryk Kaczmarczyk analizuje zwycięstwo nad Soldaevem – „Wiedziałem, że go złamię” [WYWIAD]](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/01/Miniaturka-MMA-Replay-v1-kopia-218x150.webp)
![MMA Replay: Adrian Bartosiński analizuje swoją walkę z Andrzejem Grzebykiem – nowy format dla fanów MMA [WYWIAD]](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2025/12/maxresdefault-218x150.webp)
![Wzór na MISTRZA z Michałem Sobiechem #5 | Przygotowanie mentalne i fizyczne – rola adaptogenów [PODCAST]](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2025/05/maxresdefault-218x150.jpg)
![Wzór na MISTRZA z Michałem SOBIECHEM #4 | MMA | Dieta | Doping | Suplementy | KSW 105 [PREMIERA o 19:00]](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2025/04/maxresdefault-2-218x150.webp)
![MMA TuNajt #320 | TYPOWANIE XTB KSW 105 + przegląd kursów FORTUNY [PODCAST]](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2025/05/MMA-TuNajt-320-218x150.png)









