Iwo Baraniewski podzielił się brutalną anegdotą ze sparingów w Xtreme Couture, gdzie trenował z Seanem Stricklandem – zawodnikiem, który w najbliższą sobotę powalczy o odzyskanie pasa UFC. Iwo wypowiedział się przy okazji na temat zagranicznych wyjazdów do klubów MMA.

W rozmowie z Fan Sportu Iwo Baraniewski nie ukrywał, że treningi w renomowanym klubie Randy’ego Couture’a w Las Vegas to była „prawdziwa rzeźnia”. Gdy dziennikarz zapytał go o różnice między polską a amerykańską filozofią sparingów, zawodnik przyznał:

Jak byłem na sparingach w Xtreme Couture i robiłem czy to ze [Seanem] Stricklandem, czy z kim tam nie robiłem, to tam było naprawdę rzeźnia. Tam bomby leciały, Strickland to mi w ogóle nos połamał chyba, tak nadłamał, ale naprawdę wyglądałem tam gorzej niż po walkach normalnie.

wspominał Baraniewski.

Normalnie byłem obity, nos spuchnięty, wyglądałem mocno.

Anegdota nabiera dodatkowego smaku w kontekście zbliżającej się walki Stricklanda z Khamzatem Chimaevem o pas wagi średniej na UFC 328 w Newark. Były mistrz, który w lutym znokautował Anthony’ego Hernandeza, od lat buduje wizerunek człowieka uwielbiającego przemoc – zarówno w klatce, jak i na sparingach. Nagrania z jego treningów, na których bez pardonu bije się z partnerami, krążą po sieci od lat. Teraz Baraniewski potwierdza: to nie show, to rzeczywistość.

Co ciekawe, doświadczenia Iwo są inne, niż np. Mateusza Gamrota, który przyznaje, że w USA treningi są spokojniejsze i bardziej zadaniowe niż w Polsce, gdzie „każdy chce ci urwać głowę”.

Wydaje mi się, że to jest kwestia po prostu zależna od klubu. Mateusz trenował w American Top Team, a ja tam nie byłem, więc nie wiem, jak tam wyglądają treningi.

wyjaśniał Iwo i przyznał, że np. z Piotrem Kuberskim w Ankos MMA potrafią „jechać mocno”, ale priorytetem jest rozwój, a nie udowadnianie czegoś sobie nawzajem.

Kiedy dajesz z siebie 100% i wiesz, że przeciwnik robi to samo, a każde trafienie może cię wyeliminować, to nie chcesz uczyć się nowych rzeczy. Nie ryzykujesz z czymś, czego nie jesteś pewien, żeby nie oberwać w łeb – zamiast tego skupiasz się na obronie i tym, co potrafisz najlepiej.

tłumaczył zawodnik.

A jednak jak te sparingi trochę są luźniejsze, nie mówię, że to ma być na 10%, ale że są trochę luźniejsze, to możesz jednak popróbować nowych rzeczy, które chcesz później wdrożyć w walkę.

Iwo Baraniewski, choć docenia wartość treningów w topowych klubach, nie uważa ich za absolutną konieczność na drodze do mistrzostwa. Jego filozofia opiera się na mądrym balansowaniu intensywności z możliwością eksperymentowania i uczenia się nowych elementów – niezależnie od tego, czy dzieje się to w Warszawie, czy w Las Vegas.

Źródło: YouTube/ Fan Sportu

Poprzedni artykułCezary Oleksiejczuk uderza w „Bartosa”: „Może odstawił specyfiki”
Zakochana w MMA od chwili, gdy na gali KSW 13 w 2010 r. zobaczyła Krzyśka Kułaka wjeżdżającego do Spodka wozem opancerzonym, tuż przed walką z Vitorem Nobregą. Zaskakująco szybko połapała się, że KSW to nie nazwa sportu. Każda gala MMA to dla niej święto. Podczas pojedynków swoich ulubieńców zdziera gardło na doping, a w przerwach krytycznym okiem przygląda się organizacji gali i strojom publiczności (jak każda „baba”). W zawodnikach ceni nie tylko umiejętności, ale też pierwiastek szaleństwa. Uwielbia Conora McGregora, Mirko Cro Copa oraz Daniela Omielańczuka i Janka Błachowicza. Nie wyobraża sobie MMA bez komentarzy Jurasa i jest przeszczęśliwa od czasu, gdy gale UFC emitowane są na antenie Polsatu Sport.