Joanna Jędrzejczyk o spotkaniu z Zhang w szpitalu: To kłamstwo, nie płakałam całymi godzinami

392
źródło: Twitter, screen TVPSport.pl | grafika: InTheCagePL

W rozmowach ze Sport.pl i TVPSport.pl Joanna Jędrzejczyk opowiedziała nieco więcej o kulisach walki z Weili Zhang oraz spotkania w szpitalu, gdzie obie zawodniczki spędziły kilka godzin po gali UFC 248 na gruntownych badaniach.

W krótkiej relacji nagranej na filmiku zamieszczonym na YouTube, Weili Zhang opowiedziała o tym, jak przebiegło spotkanie z Joanną Jędrzejczyk w szpitalu, po walce. Wspomniała, że JJ zrobiła na niej ogromne wrażanie jako wojowniczka. Mówiła również o tym, że nie mogły ze sobą za dużo porozmawiać ze względu na barierę językową.

Zobacz także: Weili Zhang zdradza, o czym rozmawiała z Joanną Jędrzejczyk w szpitalu po UFC 248

Chinka przyznała też, że słyszała, jak „Joanna całymi godzinami płakała”, co wzbudziło w niej wielki smutek i współczucie.

Do tych słów rywalki odniosła się Joanna w najnowszym wywiadzie dla TVPSport.pl, opisując, jak z jej perspektywy przebiegło spotkanie w szpitalu.

Tak, w szpitalach w USA wygląda to tak, jak na filmach. Jak trafia się na ostry dyżur, na pogotowie, to się leży koło siebie w sali, są takie kotarki. Faktycznie, leżałyśmy obok siebie, gdzieś się minęłyśmy i tyle. (…)

Zamieniłyśmy dosłownie ze dwa zdania, bo Weili nie mówi za dobrze po angielsku. Zapytała się tylko, jak się czuję. Zapytała się, czy może mieć zdjęcie – czego odmówiłam – o to zapytał w ogóle jej trener. I zapytała się, czy kiedyś mogłybyśmy wspólnie potrenować. Ja powiedziałam, że czemu nie, powiedziałam, że trzymam za nią kciuki, że naprawdę dziękuję za bardzo mocną walkę i powiedziałam jej, żeby trenowała bardzo mocno, bo to teraz będzie tylko trudniejsze, aby utrzymywać pas.

Nie wiem, czy do tego dążysz, czy nie, ale wiem, że podobno Chinka powiedziała, że słuchała jak godzinami płakałam. Ja byłam na tym ostrym dyżurze faktycznie ze trzy godziny, ale to jest… to jest kłamstwo. Ja się przyznaję do łez, bardzo często. Płakałam po walce, oczywiście, bo moja dusza sportowca była zraniona i cierpiało moje serducho. Gdzieś tam popłakiwałam, ale nie płakałam godzinami. Mówię, tu każdy dotyk lekarza mnie gdzieś bolał, była ingerencja w moje ucho, zostały ściągnięte płyny. Moje ciało było już tak tkliwe, że każde dotknięcie, każdy ruch, po prostu mnie bolał. Ale to nie było tak, że ja ciągle płakałam i się nad sobą rozczulałam. Ja potrafię się podnieść po przegranych, wiem jak to robić i tyle.

podsumowała Joanna.

W rozmowie ze Sport.pl dodała jeszcze:

Weili mogła usłyszeć, że chwilę popłakiwałam, ale to nie trwało godzinami. Ze dwa razy przypomniała mi się walka, werdykt i jakieś łzy uroniłam. Pochlipywałam sobie, ale nie płakałam. Zhang nie widziała mnie płaczącej. Jeżeli płaczę, robię to wewnętrznie. Jeżeli cierpię to w ciszy. Jestem bardzo ambitnym sportowcem i moja duma bardzo mocno ucierpiała. W jej słowach jest trochę bujdy. To było zagranie pod publiczkę. Zresztą po raz kolejny z ich strony. Trochę śmiać mi się chce z tego. (…) Niech nie udaje teraz bohaterki. Nade mną się nie płacze i nie ślęczy. Moi najbliżsi to potwierdzą. Potrafię się zebrać i iść dalej. Nie siedziałam z Zhang, nie przytulałyśmy się i nie płakałam jej w rękaw. Jej słowa są dla mnie ujmą.

powiedziała.

źródło: TVPSport.pl, Sport.pl