Damian Janikowski bardzo otwarcie mówi o tym, co stało się jego największym wyzwaniem w karierze. W wywiadzie dla naszej redakcji medalista olimpijski nie ucieka od niewygodnych pytań i z dojrzałością analizuje sytuację, która dotknęła go w ostatnich walkach.

Rzadko zdarza się, by zawodnik z taką szczerością przyznawał się do problemów z odpornością na ciosy. Damian Janikowski, który przygotowuje się do starcia z Wiktorem Zalewskim na XTB KSW 119 w Radomiu (20 czerwca 2026), nie owija w bawełnę. Po czterech kolejnych porażkach, z których trzy ostatnie zakończyły się przez KO/TKO (Zerhouni, Kuberski, Michalski), zawodnik mówi otwarcie o kwestii, która stała się jego piętą achillesową.

Wiesz co, ciężko jest to powiedzieć, żeby to wyczuć, że rzeczywiście dostajesz od razu, że coś ci się kręci w głowie, bo na walce też jest ta adrenalina. Czasami człowiek jest tego świadomy, że coś jest już nie tak i niby chcesz się bić dalej, a jednak cię odcina.

tłumaczy zawodnik, opisując moment, w którym ciało mówi „dość”, mimo że umysł chce kontynuować.

Zawodnik nie szuka łatwych wymówek. Przeciwnie – stara się kompleksowo przeanalizować sytuację.

Widać gdzieś po tych walkach, że uraz już może być, ale też nie musi, tylko wychodzi siła, precyzja i moc zawodników, dobre trafienie na walce.

mówi, wskazując na wielowymiarowość problemu.

Sparujemy, głównie z moimi sparing-partnerem Tymoteuszem Łopaczykiem. Wiemy, że on bije przepotężnie! Na treningu też czasami przyjmuję jakieś ciosy i one gdzieś tam mnie nie gaszą, więc to wszystko może się łączyć.

W analizie zawodnika pojawia się także wątek kumulacji mikrourazów i wpływu redukcji wagi.

Robienie wagi, wracanie do tej wagi, przygotowania, może też się odkładają ciosy, które są na sparingach dostawane i przyjmowane, więc to może być coś takiego. Zawodnicy bardzo szybko, precyzyjnie, mocno biją, trafiają w punkt. Jak to się mówi, są zawodnicy dobrze i źle trafieni i to czasami jest siła wcale nieważna, tylko precyzja ciosu.

wyjaśnia olimpijczyk.

Na koniec Janikowski podsumowuje sytuację z filozoficznym spokojem:

Ale jest jak jest, tego nie zmienimy.

Damian podchodzi do sytuacji bardzo dojrzale – przyjmuje rzeczywistość i po prostu chce walczyć dalej, mając pełną świadomość wyzwań, jakie przed nim stoją. 

Całą rozmowę z bohaterem KSW 119 znajdziecie już na naszym kanale:

Poprzedni artykułRousey i Carano w formie przed galą MVP MMA [WIDEO]
Zakochana w MMA od chwili, gdy na gali KSW 13 w 2010 r. zobaczyła Krzyśka Kułaka wjeżdżającego do Spodka wozem opancerzonym, tuż przed walką z Vitorem Nobregą. Zaskakująco szybko połapała się, że KSW to nie nazwa sportu. Każda gala MMA to dla niej święto. Podczas pojedynków swoich ulubieńców zdziera gardło na doping, a w przerwach krytycznym okiem przygląda się organizacji gali i strojom publiczności (jak każda „baba”). W zawodnikach ceni nie tylko umiejętności, ale też pierwiastek szaleństwa. Uwielbia Conora McGregora, Mirko Cro Copa oraz Daniela Omielańczuka i Janka Błachowicza. Nie wyobraża sobie MMA bez komentarzy Jurasa i jest przeszczęśliwa od czasu, gdy gale UFC emitowane są na antenie Polsatu Sport.