Ian Machado Garry już w sobotę stanie przed największym wyzwaniem w swojej karierze, mierząc się z Islamem Makhachevem w walce wieczoru UFC 330. Irlandczyk twierdzi, że podczas ostatniego face-offu wyczuł u mistrza nerwową energię i odniósł wrażenie, że Dagestańczyk nie chciał brać udziału w konfrontacji. Garry podkreśla jednak, że prawdziwy face-off dopiero przed nimi – ten po ceremonii ważenia, tuż przed wejściem do klatki.
Garry i Makhachev po raz pierwszy stanęli naprzeciw siebie podczas tygodnia medialnego przed UFC 330. Face-off odbył się na słynnych Rocky Steps w Filadelfii i szybko stał się jednym z najczęściej komentowanych momentów przed sobotnią galą.
Irlandczyk przyznał, że nie przywiązuje wielkiej wagi do tego typu konfrontacji, ale jego zdaniem zachowanie mistrza zdradzało pewne emocje.
Czułem po prostu, że wczoraj nie chciał tam być. Nie chciał być podczas tego face-offu. Wyczułem od nich trochę nerwowej energii. Ale te face-offy są fałszywe. Są dla mediów społecznościowych, dla Instagrama, z obowiązku. Nie są dla nas. Face-off, który ma dla mnie znaczenie, odbędzie się w piątek, kiedy zrobimy wagę, wykonamy całą ciężką pracę, pojawimy się przed naszymi kibicami i będzie to ostatni moment, kiedy spojrzymy sobie w oczy przed spotkaniem w klatce. To jest ten, który ma dla mnie znaczenie.
Garry zaznaczył jednocześnie, że nie zamierza nadinterpretować zachowania przeciwnika. Doskonale zdaje sobie sprawę, że face-offy są częścią promocji pojedynku, a prawdziwa próba nerwów nadejdzie dopiero po zamknięciu drzwi klatki.
„To najbardziej elitarne starcie stójki z grapplingiem”
28-latek uważa, że pojedynek z Makhachevem jest wyjątkowy przede wszystkim pod względem stylistycznym. W jego ocenie sobotnia walka może być jednym z najbardziej wyrazistych przykładów konfrontacji światowej klasy stójkowicza z zawodnikiem, który od lat dominuje w parterze.
Garry nie zamierza jednak przedstawiać tego jako jednostronnej walki.
Ludzie mówią, że to interesujące zestawienie, ale prawda jest taka, że ta walka jest bardzo czarno-biała. On musi mnie sprowadzić, a ja muszę utrzymać ją w stójce. Jednocześnie mamy najbardziej elitarny poziom obu tych światów. On jest niesamowicie dobry, kiedy chwyta ludzi, a ja jestem niesamowicie dobry w poruszaniu się w stójce i uważam się za najlepszego stójkowicza na świecie. Chodzi o to, jak uruchomimy swoje gry, żeby wygrać. Kto będzie kontrolował walkę? Kto sprowadzi ją tam, gdzie chce?
Irlandczyk uważa, że Makhachev jest znacznie bardziej kompletnym zawodnikiem, niż wskazywałoby na to skupienie uwagi na jego zapasach i grapplingu.
Czy on będzie w stanie mnie złapać, utrzymać, sprowadzić na ziemię i zatrzymać mnie tam? Czy ja będę w stanie powstrzymać jego obalenia, utrzymać ruch, trafiać go i zadawać mu obrażenia? Na tym polega ta walka. Ale uważam, że jest to najbardziej elitarna wersja starcia stójkowicza z grapplerem, jaką kiedykolwiek widzieliśmy w tym sporcie. To następna generacja tego, czym stało się MMA.
Garry zwrócił również uwagę na umiejętności mistrza w stójce. Jego zdaniem Makhachev nie otrzymuje wystarczającego uznania za tę część swojej gry.
Ten człowiek nie jest żadnym słabeuszem w stójce. Spójrzcie na to, co zrobił z Jackiem Della Maddaleną. Potrafi walczyć. Po prostu o tym nie rozmawiamy, ponieważ jest tak dobry w grapplingu. Jest fenomenalnym zawodnikiem w każdym aspekcie, podobnie jak ja. Uważam, że to jedno z najbardziej kompletnych zestawień w historii UFC.
Garry: „Chwyćcie mnie za nogę i przekonajmy się”
Makhachev będzie oczywiście próbował przenieść pojedynek do swojego świata. Garry nie zamierza jednak zdradzać żadnych szczegółów planu przygotowanego na tę sytuację.
Irlandczyk uważa, że jego przygotowania były kompletne, a treningi z jednymi z najlepszych grapplerów na świecie pozwoliły mu sprawdzić się w najtrudniejszych możliwych warunkach.
Chwyćcie mnie za nogę i przekonajmy się. Trenowałem z Demianem Maią. Trenowałem z Charlesem Oliveirą. Mam tutaj Johna Hathawaya, absolutną legendę. Przygotowałem się do tej walki najlepiej, jak tylko mogłem. Nie zostawiłem żadnego kamienia nieodwróconego. Jestem gotowy na wszystko. Chwyćcie mnie za nogę i przekonajmy się.
Garry szczególnie dużo mówił o treningach z Maią i Oliveirą. Podkreślił, że każdy z nich reprezentuje zupełnie inny rodzaj zagrożenia.
Nie powiedziałbym, że trening z Demianem jest jak tonięcie. Powiedziałbym, że jest niemal gorzej. Wiesz, że w pewnym momencie zdobędzie twoje plecy i dokładnie wiesz, co się wtedy wydarzy. Wiesz, jaki jest plan. I po prostu nie jesteś w stanie tego zatrzymać. Jest tak dobry. Tak wygląda sytuacja, kiedy ktoś poświęcił całe życie na doskonalenie jednego rzemiosła. Charles z kolei jest najbardziej niebezpiecznym grapplerem w MMA, ponieważ może złapać cię czymkolwiek, z każdego miejsca. Musisz być skupiony w każdej sekundzie, kiedy się z nim kulasz w parterze. To zupełnie inny styl. Charles może pokonać cię wszędzie i w każdej chwili, ponieważ jest tak efektowny i szybki.
„Makhachev nie jest już tylko grapplerem”
Garry nie lekceważy także stójki swojego przeciwnika. Wręcz przeciwnie – uważa, że to właśnie rozwój tej części umiejętności Makhacheva sprawia, że sobotnie starcie jest tak wymagające.
Jego stójka nie jest wystarczająco doceniana, ponieważ jego grappling jest tak dobry. Ale kiedy oglądasz go w walce, widzisz, że pokonał Jacka Dellę Maddalenę w każdej sekundzie w stójce. Dopiero kiedy chciał go złapać, przeniósł walkę do swojego świata. Jest niezwykle utalentowany we wszystkich obszarach. Nie popełnijcie błędu – jeśli wyłączycie się w stójce, spójrzcie, co stało się z Volkanovskim. On również może cię tam skończyć.
Według Garry’ego właśnie dlatego nie można sprowadzać pojedynku do prostego schematu „stójka kontra zapasy”. Obaj zawodnicy są bowiem coraz bardziej kompletni.
„Nie mam problemu z Islamem”
Pomimo dużej pewności siebie Garry podkreśla, że nie ma osobistego konfliktu z Makhachevem. Irlandczyk przyznał nawet, że podoba mu się poczucie humoru Dagestańczyka.
Islam jest zabawnym gościem. Podoba mi się jego sposób wypowiadania się. Ma świetne, suche poczucie humoru, a przy tej barierze językowej jest to naprawdę zabawne. Nie mam żadnego problemu z Islamem. Z czysto sportowego punktu widzenia jest między nami pełen szacunek.
Garry nie chce również, aby przed walką narastała niepotrzebna negatywna atmosfera.
Jest za dużo negatywności w tym sporcie. Za dużo złej energii. Zawsze chcemy mówić o kimś w negatywnym świetle. Powinny minąć czasy tej negatywności. Po prostu mówmy o ludziach pozytywnie. Skupmy się na walce. Po obu stronach klatki jest historia do napisania.
„Chcę stworzyć swoją historię i zakończyć jego”
Irlandczyk doskonale zdaje sobie sprawę z tego, o jaką stawkę toczy się pojedynek. Makhachev może ustanowić nowy rekord kolejnych zwycięstw w UFC, natomiast Garry ma szansę spełnić marzenie, które towarzyszy mu od 16. roku życia.
On jest najlepszym mistrzem wagi lekkiej w historii, jest mistrzem dwóch kategorii wagowych. Jeśli wygra tę walkę w sobotę, pobije rekord najdłuższej serii zwycięstw w historii UFC. Z mojej strony próbuję spełnić marzenie, które miałem jako 16-letni dzieciak z Dublina – zostać mistrzem UFC. Nie tylko to. Zwycięstwo sprawi, że będę najbardziej utytułowanym Irlandczykiem pod względem zwycięstw w UFC i pobiję rekord Conora McGregora. Historia jest więc po obu stronach klatki. Chcę stworzyć swoją historię i zakończyć jego. Nie potrzebujemy niczego więcej poza walką w sobotnią noc.
„Od zawsze wiedziałem, że tutaj dotrę”
Garry nie traktuje sobotniego pojedynku jako niespodziewanego momentu w swojej karierze. Jego zdaniem od początku wiedział, że posiada talent i charakter potrzebne do walki o najwyższe cele.
Od momentu, kiedy rozpocząłem ten sport, wiedziałem, jaki mam talent. Wiedziałem też, że dzięki dyscyplinie, poświęceniu i ciężkiej pracy, którą zamierzam włożyć, dotrę tutaj. I dotarłem. Nikt na świecie nie zasłużył na walkę o mistrzostwo bardziej ode mnie.
Irlandczyk przyznaje jednak, że ogromna ranga wydarzenia jeszcze do niego nie dotarła. Spodziewa się, że stanie się to dopiero w piątek, kiedy zakończy się cała otoczka medialna.
Myślę, że dotrze to do mnie dopiero w piątek. Wtedy pomyślę: „Dobra, to jest to. On tutaj jest”. Nie będzie już nic więcej. Nie będzie robienia wagi, nie będzie mediów. Zostanie tylko ceremoniał i świadomość, że następnego dnia z nim walczę.
„W niedzielę będę tatą, nie mistrzem”
Jedna z najbardziej osobistych wypowiedzi Garry’ego dotyczyła tego, co wydarzy się dzień po walce. Irlandczyk został zapytany, jak wyobraża sobie moment, w którym obudzi się jako mistrz świata.
Jego odpowiedź pokazuje, że pomimo całej otoczki wokół UFC 330, sport nie jest dla niego najważniejszą częścią życia.
Kiedy obudzę się w niedzielę, zacznę kroić truskawki dla mojego syna. Wyciągnę z lodówki arbuza i zrobię mu płatki. Kiedy się obudzę, będę tatą. To wszystko. W moim życiu nie ma nic ważniejszego niż bycie najlepszym ojcem i mężem, jakim mogę być.
Walka jest moją radością. Walka jest moją pasją. Jest dla mnie niezwykle ważna na poziomie osobistym, ale nie jest nawet blisko tego, jak ważna jest moja rodzina w całym obrazie mojego życia. Moja rodzina będzie ze mną przez resztę życia. Mój syn będzie moim partnerem do gry w golfa przez kolejne 40 czy 50 lat. Jestem tatą i mężem przez każdą sekundę każdego dnia. Dopiero kiedy idę na salę treningową, jestem fighterem. Poza tym jestem po prostu tatą.
Garry przyznał, że właśnie perspektywa rodziny pozwala mu zachować odpowiednie proporcje przed największą walką w dotychczasowej karierze.
Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie miłym przypomnieniem, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Jestem niesamowicie podekscytowany tym weekendem, bo będę mógł wejść tam i zmierzyć się z najlepszym zawodnikiem na świecie w osobie Islama, a następnie wykorzystać go, żeby udowodnić światu, że to ja jestem najlepszy.
„Carlos Prates zasłużył na walkę o pas”
Garry już teraz ma również pomysł na to, co powinno wydarzyć się w dywizji po UFC 330. Jego zdaniem zwycięzca powinien zmierzyć się przede wszystkim z Carlosem Pratesem.
Irlandczyk nie zamierza jednak zamykać drzwi przed Shavkatem Rakhmonovem.
Jest tylko jedna osoba, która zasłużyła na walkę o pas po tym pojedynku, i jest nią Carlos Prates. Cała reszta nie zrobiła wystarczająco dużo. Shavkat Rakhmonov, kiedy wróci, życzę mu oczywiście powrotu do zdrowia. Słyszałem wczoraj, że wydarzyły się w jego życiu trudne rzeczy. Życzę mu wszystkiego najlepszego, zdrowia i mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży, ponieważ są rzeczy ważniejsze niż walka.
Kiedy wróci do oktagonu, jest tylko jedna osoba, z którą powinien walczyć – ja. Wskoczy do kolejki, kiedy wróci, bo to walka, której chcę. Ale Carlos Prates na to zasłużył. Nikt inny w całej dywizji na to nie zasłużył. Oni wszyscy muszą stoczyć przynajmniej jeszcze jedną walkę.
Garry przypomniał przy tym, że miał już okazję zmierzyć się z Pratesem i uważa, że zwycięstwo nad nim powinno mieć większe znaczenie niż wynikałoby to z samego rekordu.
Prates ma za sobą dwie walki z zawodnikami, których nigdy wcześniej nie skończono, i pokonał ich w niesamowity sposób. A ja przez 24 minuty robiłem z nim, co chciałem. Zrobiłem to biorąc walkę na zastępstwo zaledwie trzy tygodnie przed galą. Jeśli da mi trzy czy cztery miesiące, wie, co się wydarzy. Będzie mógł spokojnie spać po kolejnym pojedynku.
W sobotę wszystkie te deklaracje zostaną jednak poddane najtrudniejszej możliwej próbie. Ian Machado Garry stanie naprzeciwko Makhacheva w walce o mistrzostwo wagi półśredniej, a odpowiedź na pytanie, czy jego stójka rzeczywiście wystarczy do zatrzymania dagestańskiego mistrza, poznamy już w oktagonie.
Zobacz także: Michael Bisping wziął pod lupę pojedynek Makhacheva z Machado Garrym
źródło: media day UFC 330
![Who’s next In The Cage [#5] – Co dalej dla Gamrota po porażce z Salkilldem?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-218x150.png)






















