Iwo Baraniewski poznał kolejnego rywala w UFC. Niepokonany Polak zmierzy się 19 września na UFC 331 z rankingowym Alonzo Menifieldem, a przed pojedynkiem opowiedział nam o swoich pierwszych spostrzeżeniach dotyczących Amerykanina. „Rudy” zwrócił szczególną uwagę na jeden element jego stylu – siłę ciosu.
Dla Iwo Baraniewskiego będzie to kolejny krok w niezwykle szybkim marszu przez szeregi UFC. Polak pozostaje niepokonany z bilansem 9-0 i wszystkie swoje dotychczasowe zawodowe walki kończył przed upływem pierwszej rundy. Teraz czeka go jednak zupełnie innego kalibru wyzwanie – na UFC 331 stanie naprzeciw doświadczonego Alonzo Menifielda, który od lat rywalizuje w najlepszej organizacji MMA na świecie.
Iwo Baraniewski zdążył już dokładnie przyjrzeć się ostatnim występom swojego przeciwnika. Jak przyznał w rozmowie z naszą redakcją, w przypadku Menifielda szczególnie trzeba będzie uważać na jego ręce. Amerykanin potrafi bowiem wyprowadzać bardzo mocne uderzenia nawet wtedy, gdy sam znajduje się już w trudnym położeniu.
Z tym Chińczykiem też jak się bił, to ten Chińczyk go trafił, ale on jak jest trafiony, to on wdaje się w bójkę trochę tak jak i Aslan, nie? Nie to, że gdzieś tam się zamyka, tylko rozrzuca łapy. On ogólnie ma długie też te ręce, bo on ma zasięg rąk jak ci wszyscy, co byli wcześniej. On jest ogólnie mojego wzrostu, a zasięg rąk ma jak ci wszyscy, co byli wyżej. Tam chyba 1,94 czy 1,96 ma zasięgu ramion, a 83 ma wzrostu.
Baraniewski zwrócił uwagę również na specyficzny sposób, w jaki Menifield wyprowadza swoje ciosy. Nie zawsze są to klasyczne, proste uderzenia – Amerykanin często rzuca je z nietypowych pozycji, co może utrudniać rywalowi ich odczytanie.
Polak nie zamierza jednak wdawać się z nim w chaotyczne wymiany. Wręcz przeciwnie – jego plan zakłada wywieranie presji i zmuszanie Menifielda do ciągłego reagowania.
Wymiany raczej bym chciał uniknąć albo wymiany jakby miała być wymiana, to nie chciałbym dostać ja po głowie. Ale jak będzie wymiana, to trzeba być czujnym. No bo on nawet jak gdzieś dostanie ten cios, no to on rozpuszcza te ręce, gdzie rzuca te cepy. On gdzieś jak wpada, to nie wpada tak do końca z takimi prostymi, tylko on gdzieś tak rzuca je takie półproste, półsierpy.
„Chcę rzucić na niego presję”
Baraniewski nie zamierza jednak ograniczać się wyłącznie do unikania zagrożeń. 27-latek chce od początku narzucić Amerykaninowi własne tempo i sprawić, by ten musiał cały czas podejmować decyzje pod presją.
To istotne również dlatego, że Menifield w swoich ostatnich walkach pokazywał różne oblicza. W starciu z Volkanem Oezdemirem dał sobie narzucić presję i został zamknięty pod siatką, podczas gdy przeciwko Mingyangowi Zhangowi sam częściej przejmował inicjatywę.
Baraniewski zakłada więc kilka wariantów przebiegu pojedynku i chce być przygotowany na każdy z nich.
Wszystko też zależy, jak to będzie wyglądało w klatce. No ja będę chciał na pewno rzucić taką presję na niego i gdzieś tam go straszyć i ten jego układ nerwowy napinać cały czas. Fajnie, bo w końcu się zmierza też z kimś, kto jest mojego wzrostu.
Polak spodziewa się przy tym, że walka może wymagać od niego nieco innego podejścia do zapasów niż poprzednie pojedynki. Menifield jest zawodnikiem o mocnej, zwartej sylwetce i dobrze wykorzystuje swoje biodra w obronie przed próbami sprowadzeń.
Troszkę się nastawiamy na inne rodzaju obalenia niż niekoniecznie w nogi. On ma jednak szerokie biodra, też jest taki bardziej krępawy jak ja, nie jest wysoki, więc tam tymi biodrami dobrze operuje.
„Siła ciosu może być największym wyzwaniem”
Co ciekawe, Baraniewski nie ukrywa, że właśnie siła uderzeń może być największym wyzwaniem, z jakim dotychczas spotkał się w zawodowej karierze. Menifield pokazał w ostatniej walce z Mingyangiem Zhangiem, że nawet zmęczony potrafi wygenerować wystarczającą moc, aby jednym uderzeniem zakończyć pojedynek.
To aspekt, który Polak bardzo dokładnie przeanalizował przed rozpoczęciem przygotowań.
Też z tym Chińczykiem też znowu wrócę, to właśnie gdzieś go tam trafił chyba prawym, a później już leciał, to gdzieś tą lewą ręką zarzucił. To nawet nie wyglądało, bo to też już się zmęczyli, bo tam już chyba mieli wymianę, to trochę też już jeden i drugi tak siadł, to nawet gdzieś jak już nie miał tej siły, to gdzieś tam wleciał, rzucił po prostu ręką i go zdjął po prostu. Więc ta ręka nawet waży jak jest zmęczona, więc trzeba będzie być czujnym.
Właśnie dlatego „Rudy” uważa, że pod względem siły fizycznej Menifield może stanowić dla niego najtrudniejszy test w dotychczasowej karierze.
Tak też mi się wydaje, że jak trafi, no to tam może zdjąć głowę. Ma naprawdę, no mówię, taką też posturę. Takiego kurczę, jest taki krępy. (…) Jeżeli chodzi o siłę ciosu, to to może być największe wyzwanie dotychczas.
Kolejny krok w górę
Sam wybór rywala przez UFC bardzo odpowiada Baraniewskiemu. Polak przyznał, że jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem pojedynku sam wskazywał Menifielda jako zawodnika, z którym chciałby się zmierzyć po zwycięstwie nad Juniorem Tafą. Oferta od organizacji ostatecznie rzeczywiście nadeszła.
Dla niepokonanego zawodnika jest to naturalny kolejny etap. Baraniewski nie chce jeszcze mówić o przeskoku do ścisłej czołówki – jego zdaniem UFC prowadzi go stopniowo, zwiększając poziom trudności z każdą kolejną walką.
On był wtedy 15., więc jakby też już by się walczyło o ranking. On też przybił w podobnym terminie i wszystko by się zgadzało. I tak mówiłem po prostu trenerom i Arturowi. No i później taka oferta spłynęła, że on jest. No to ja się bardzo cieszyłem, no bo idealnie właśnie tak jak mówisz – kolejny level to jest. To nie jest właśnie tak, że nagle dostaję nie wiem kogoś tam poza zasięgiem albo nie wiadomo kogo, tylko po prostu kolejny przeciwnik, kolejna przeszkoda.
Baraniewski nie zamierza również narzekać na tempo, w jakim otrzymuje kolejne walki. Wręcz przeciwnie – jeżeli pozostaje zdrowy, chce korzystać z każdej pojawiającej się okazji. Tym bardziej że tym razem dostał zestawienie z zawodnikiem z rankingu.
Uważam, że jeśli jest zdrowie, jeśli właśnie nic nie dolega, nic mi nie będzie przeszkadzało w przygotowaniach, nie narażę się na żadną kontuzję, to trzeba to brać. No nie każdy ma też taką możliwość, że takie walki są, takie dostaje. Jakby to jest też na przykład ta oferta, no to walka o ranking już, no to też takich rzeczy się nie odmawia.
19 września na UFC 331 Baraniewski będzie miał więc okazję po raz pierwszy sprawdzić się z rywalem o ugruntowanej pozycji w UFC. Jeśli podtrzyma dotychczasową serię, jego bilans wzrośnie do 10-0, a kolejna przeszkoda na drodze do ścisłej czołówki zostanie usunięta.
Na razie „Rudy” nie zamierza jednak wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Przed nim Menifield – zawodnik, którego siła ciosu, nietypowe uderzenia i umiejętność obrony obaleń będą wymagały od Polaka zupełnie nowego poziomu przygotowania.
Zobacz także: Mateusz Gamrot zabrał głos po bolesnej porażce. „Moja droga jeszcze się nie kończy”
























