Trzech Polaków na karcie UFC Belgrade to prawdziwa gratka dla fanów MMA! Zapraszamy na typowanie walk Błachowicza, Rębeckiego i Tybury!
Mateusz Rębecki (20-5) vs. Kyle Prepolec (18-10)
Grzegorz: Mateusz Rębecki po trzech kolejnych porażkach spróbuje powrócić na zwycięskie tory podczas gali UFC Belgrade, gdzie jego rywalem będzie Kyle Prepolec. Przyznam, że pomimo ostatniej fatalnej serii Polaka, zestawienie to wygląda dla niego naprawdę korzystnie. Kanadyjczyk jest solidnym i doświadczonym zawodnikiem, natomiast nie widzę w jego arsenale żadnego konkretnego elementu, którym powinien szczególnie mocno zagrozić „Chińczykowi”.
Zacznijmy jednak od Rębeckiego, bo jego sytuacja jest obecnie dosyć interesująca. Polak przegrał trzy ostatnie pojedynki – kolejno z Chrisem Duncanem, Ľudovítem Kleinem oraz Grantem Dawsonem. Nie wygląda to oczywiście najlepiej, szczególnie że wcześniej przegrał także z Diego Ferreirą, a jedynym zwycięstwem w ostatnich pięciu występach pozostaje kapitalna wojna z Myktybekiem Orolbaiem. Trzeba jednak zwrócić uwagę na poziom tej opozycji. Rębecki nie przegrywał z zawodnikami przypadkowymi, a każdy z wymienionych rywali posiadał konkretne argumenty, aby mu zagrozić. Największym problemem Mateusza pozostaje defensywa. Polak przyjmuje zdecydowanie zbyt wiele uderzeń i często płaci za swój agresywny styl poważnymi obrażeniami. W ostatnich latach jego twarz regularnie była mocno porozbijana, a Rębecki momentami zachowuje się tak, jakby wierzył, że skoro sam bije mocniej od przeciwnika, to może pozwolić sobie na przyjęcie kilku uderzeń, aby oddać jednym znacznie mocniejszym. Na pewnym poziomie takie podejście przestaje jednak działać. Nie pomaga mu również fakt, że przy swoich warunkach fizycznych musi regularnie przedzierać się do półdystansu. Rębecki jest niski jak na kategorię lekką i często mierzy się z zawodnikami posiadającymi sporą przewagę zasięgu. Nie inaczej będzie tym razem. Prepolec będzie wyższy i dysponuje dłuższymi rękami, więc teoretycznie powinien być w stanie utrzymywać Polaka na końcu swoich uderzeń. Tyle tylko, że powiedzieć to jedno, a zrobić – drugie. Rębecki nadal pozostaje piekielnie niebezpiecznym zawodnikiem, szczególnie gdy sam może wywierać presję. Jego największym atutem jest oczywiście potężna lewa ręka, ale Polak bardzo dobrze atakuje również korpus i nogi. Nie potrzebuje wielu czystych uderzeń, aby rozbić przeciwnika. Gdy uda mu się zamknąć rywala na ogrodzeniu, potrafi rozpuścić naprawdę ciężką kanonadę uderzeń. Do tego dochodzą zapasy, o których momentami można zapomnieć przez widowiskowy styl Rębeckiego. Mateusz potrafi bardzo skutecznie skracać dystans pod sprowadzenia, dysponuje ogromną siłą fizyczną, a z góry jest niebezpieczny zarówno pod kątem kontroli, ciosów w parterze, jak i poddań. Nie zawsze korzysta z tego arsenału tak często, jak moim zdaniem powinien, ale w tej walce może mieć ku temu bardzo dobre warunki.
Prepolec jest natomiast zawodnikiem kompletnym, ale słowo „kompletny” niekoniecznie oznacza w tym przypadku wybitny. Kanadyjczyk potrafi walczyć w każdej płaszczyźnie, posiada niezły boks, kopnięcia, potrafi odnaleźć się w klinczu i nie jest bezradny w parterze. Problem polega na tym, że trudno wskazać jeden element jego arsenału, w którym naprawdę wyróżniałby się na poziomie UFC. W stójce powinien próbować wykorzystywać przewagę warunków fizycznych. Szczególnie istotny może być jego jab, bo właśnie ciosy proste są jedną z technik, którymi można mocno uprzykrzyć życie Rębeckiemu. Jeżeli Prepolec będzie dobrze pracował na nogach, nie da się zamknąć na siatce i zacznie regularnie kąsać Mateusza z dystansu, Polak może ponownie skończyć z mocno porozbijaną twarzą. Właśnie tego scenariusza obawiam się najbardziej. Nie jestem jednak przekonany, czy Prepolec będzie w stanie realizować taki plan przez piętnaście minut. W UFC stoczył dotychczas cztery pojedynki i wszystkie przegrał. Oczywiście również mierzył się z mocnymi nazwiskami – chociażby Benoitem Saint-Denisem czy Drew Doberem – ale nadal nie pokazał niczego, co kazałoby mi sądzić, że posiada narzędzie zdolne regularnie zatrzymywać napór Rębeckiego. Szczególnie interesująco wygląda tutaj aspekt zapaśniczy. Prepolec nie jest zawodnikiem, którego defensywa przed sprowadzeniami budziłaby moje zaufanie. Jeśli Mateusz nie będzie w stanie bezpiecznie przedzierać się przez jego proste, zawsze może obniżyć pozycję i spróbować zejścia do nóg. I właśnie mieszanie tych dwóch zagrożeń – potężnej lewej oraz sprowadzeń – powinno być kluczem do zwycięstwa Polaka. Nie chciałbym bowiem oglądać Rębeckiego, który przez piętnaście minut próbuje udowodnić, że jest twardszy i bije mocniej. Ostatnie walki powinny być dla niego wystarczającym sygnałem, że nie każdą potyczkę trzeba zamieniać w wojnę. Tym bardziej tutaj, gdzie powinien posiadać przewagę fizyczną oraz zapaśniczą. Presja – jak najbardziej. Bezmyślne wdawanie się w wymiany – niekoniecznie.
Spodziewam się zatem, że od początku Mateusz będzie spychał Prepoleca w kierunku ogrodzenia, ostrzeliwał jego wykroczną nogę i szukał mocnych ciosów z lewej ręki. Kanadyjczyk powinien odpowiadać prostymi i próbować utrzymywać dystans, co szczególnie na początku może sprawić Polakowi trochę problemów. Z czasem jednak Rębecki powinien coraz skuteczniej przedzierać się do półdystansu.
Jeżeli Prepolec zacznie przesadnie skupiać się na zagrożeniu pięściarskim, Mateusz będzie miał otwartą drogę do sprowadzeń. Jeżeli natomiast zacznie obniżać pozycję i oczekiwać wejścia w nogi, Polak dostanie więcej miejsca do rozpuszczenia ciężkich ciosów. Stylistycznie Rębecki posiada tutaj po prostu więcej narzędzi, którymi może zmusić rywala do błędu.
Podsumowując, daleki jestem od traktowania Mateusza jako ogromnego faworyta wyłącznie dlatego, że Prepolec nie wygrał dotychczas walki w UFC. Ostatnie występy Rębeckiego pokazały kilka niepokojących problemów, przede wszystkim w defensywie, a trzy kolejne porażki z pewnością nie są dziełem przypadku. Uważam jednak, że tym razem poziom rywala pozwoli mu wrócić do stylu, który przez lata przynosił mu sukcesy.
Prepolec może punktować prostymi, może wykorzystać przewagę zasięgu i prawdopodobnie nieraz dosięgnie głowy Polaka. Nie sądzę jednak, aby był w stanie przez pełne trzy rundy radzić sobie z presją, siłą fizyczną, ciężkimi uderzeniami oraz zapasami Mateusza. Rębecki powinien stopniowo spychać Kanadyjczyka do defensywy, odbierać mu przestrzeń i w końcu znaleźć mocne uderzenie, które rozpocznie finalną sekwencję. Mój typ: Mateusz Rębecki przez TKO w 2. rundzie.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Rębecki: 1.13
Prepolec: 5.60
Marcin Tybura (27-11) vs. Aleksandar Rakić (14-6)
Fabian: Dwóch zawodników znajdujących się na zakrętach kariery w UFC zmierzy się ze sobą na gali w Serbii. Marcin Tybura, czyli absolutny weteran największej organizacji na świecie podejmie migrującego do kategorii ciężkiej Aleksandara Rakicia. Polak przegrał dwa ostatnie boje, Rakić cztery. O ile możemy być bardziej niż pewni, że bez względu na wynik tej walki Marcin utrzyma posadę i zakończy karierę w UFC tak dla Aleksandara może to być walka o pozostanie w organizacji.
Stylu Polaka przedstawiać nie trzeba. Chaotyczna stójka, brak nokautującego ciosu. Ostatnio coraz częściej cofa się w linii prostej inkasując uderzenia. Będzie o wiele wolniejszy od dynamicznego Serba. Musi robić wszystko, aby jak najbardziej obrzydzić pojedynek. Szukać klinczu, ugniatania, spowalniania wydarzeń w klatce. Potrafi to robić, neutralizować atuty oponentów swoją dość prostą, ale skuteczną grą. Ostatnio jednak zdaje się coraz bardziej brakować planu. Powinien górować siłowo, zapaśniczo.
Rakić to zawodnik niezwykle dynamiczny. Atleta, który potrafi korzystać z parametrów. Ma rewelacyjne kopnięcia, które są zarówno wyprowadzone z dużą mocą jak i często tak szybkie, że rywale nie mogą zareagować. Te kopnięcia będą potężną bronią w starciu ze statycznym Marcinem, który ze smykałki do kontr też nie słynie. Parterowo Rakić ułomkiem nie jest i desperackie, wolne próby Polaka mogą nie wystarczyć. Mimo niechlubnej passy Serb przegrywał z absolutną czołówką wagi półciężkiej. Miał w pojedynkach swoje momenty. Na nogach pracuje na dużym spięciu. Wykonuje dużo przyruchów, odnajduje się w kontrze jak i w roli inicjatora presji bokserskiej. Wizualizuję sobie ten pojedynek jako momentami wręcz zabawę Aleksandara, który raz po raz będzie punktował kopnięciami, rozbijał jabami biernego Marcina. W wymianie ogniowej weteran nie ma szans. Kondycyjnie obaj powinni to wytrzymać.
Spodziewam się, że reprezentant miejscowej publiki nie będzie ryzykował z racji na bagaż porażek, z którym przyjeżdża. To ku niechęci polskich kibiców wygląda na walkę na odbudowę dla „Rocketa”. Marcin swoje już zrobił, lepszy nie będzie a i ostatnie występy pozostawiają bardzo wiele do życzenia. Aleks szansę wykorzysta, wypunktowując rywala po walce długimi fragmentami do jednej bramki z pojedynczymi zrywami zawodnika z Uniejowa. Mój typ: Rakić decyzją.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Tybura: 3.75
Rakić: 1.26
Jan Błachowicz (29-11-2) vs. Navajo Stirling (10-0)
Oczywiście trudno ignorować fakt, że Błachowicz od dawna nie wygrał pojedynku. Problem w tym, że ostatnie lata spędził na walkach z absolutną elitą kategorii półciężkiej. Magomed Ankalaev, Aleksandar Rakić, Alex Pereira, Carlos Ulberg czy Bogdan Guskov to zupełnie inny poziom doświadczenia niż ten, z którym dotychczas mierzył się Stirling. Co więcej, nawet w przegranych lub remisowych pojedynkach Jan sprawiał każdemu rywalowi problemy. Nie oglądaliśmy zawodnika kompletnie odstającego od czołówki, a raczej weterana, który kilka razy sam utrudniał sobie życie zbyt małą aktywnością i właśnie to jest moja największa obawa przed tym pojedynkiem.
Błachowicz potrafi przewalczyć rundy tak, że sędziowie mają problem z ich punktowaniem. Czasami czeka zbyt długo na idealny moment do kontry, oddaje inicjatywę i zamiast dołożyć przysłowiową kropkę nad „i”, pozwala rywalowi pozostać w grze. Przy zawodniku takim jak Stirling może być to szczególnie niebezpieczne, bo Nowozelandczyk powinien mieć przewagę szybkości i aktywności. Jeżeli Jan ograniczy się do czekania na pojedyncze mocne kontry, możemy po piętnastu minutach ponownie zastanawiać się, w którą stronę pójdą karty punktowe sędziów.
Stirling jest przede wszystkim bardzo sprawnym kickbokserem, który całkiem płynnie przeniósł swoje umiejętności do MMA. Dobrze pracuje ciosami prostymi, składa uderzenia w kombinacje, chętnie kończąc je kopnięciami. Potrafi atakować nogi, korpus i głowę, a przy tym jest znacznie bardziej dynamiczny od 43-letniego Polaka. Nie panikuje również wtedy, gdy walka przestaje układać się po jego myśli. To bardzo istotna cecha młodego zawodnika – Stirling potrafi znaleźć rozwiązanie nawet po własnym błędzie. Pokazała to jego ostatnia walka z Ionem Cutelabą. Nowozelandczyk miał w niej sporo problemów, był obalany i sam popełniał poważne błędy, ale nie rozsypał się mentalnie. Po jednym ze sprowadzeń kapitalnie odwrócił pozycję, zamiast desperacko próbować wracać na nogi, wykorzystał zapaśniczą sekwencję do znalezienia się na górze i ostatecznie zasypał przeciwnika uderzeniami. W jego grze widać coraz więcej elementów typowych dla zapasów w stylu wolnym i nie jest już zawodnikiem, którego można określić po prostu mianem kickboksera próbującego swoich sił w MMA.
Jednocześnie właśnie walka z Cutelabą pokazała mi kilka rzeczy, które Błachowicz może wykorzystać znacznie lepiej od Mołdawianina. Stirling nadal daje się sprowadzać. Szczególnie wejścia bezpośrednio w nogi potrafią sprawić mu problemy, nawet jeśli po znalezieniu się na dole reaguje już zdecydowanie lepiej. Sam chętnie wchodzi również w klincz i nie zawsze podejmuje tam właściwe decyzje. Dlatego chciałbym zobaczyć tutaj Błachowicza mieszającego płaszczyzny. Nie chodzi o to, żeby Jan nagle przez piętnaście minut zamienił się w zapaśnika i za wszelką cenę polował na sprowadzenia. Wystarczy, że Stirling będzie musiał brać pod uwagę takie zagrożenie. Jedno udane wejście w nogi, kilka minut klinczu przy ogrodzeniu czy nawet nieudana próba mogą zmienić sposób, w jaki Nowozelandczyk będzie prowadził później walkę w stójce.
Jan posiada ku temu narzędzia. Potrafił przecież skutecznie wykorzystywać zapasy przeciwko Israelowi Adesanyi, a fizycznie powinien być tutaj bardzo mocny. Stirling jest sprawny i atletyczny, ale nigdy wcześniej nie musiał mierzyć się z kimś posiadającym takie doświadczenie w walkach z elitą UFC. Jeżeli znajdzie się pod Błachowiczem, Polak może zmusić go do pracy, odbierać mu siły i przede wszystkim ograniczać jego największe atuty – szybkość oraz mobilność.
Nie oznacza to jednak, że chciałbym, aby Jan uciekał od stójki. Wręcz przeciwnie. Uważam, że może tam zrobić Stirlingowi naprawdę dużą krzywdę. Nowozelandczyk jest szybszy, prawdopodobnie będzie też aktywniejszy, natomiast przewaga pojedynczego uderzenia powinna należeć do Polaka. Błachowicz nadal bardzo mocno bije, a do tego od lat jest świetnym kontruderzaczem. Stirling natomiast czasami daje się ponieść i skraca dystans, wdając się w wymiany. Robił to chociażby w starciu z Rodolfo Bellato, gdzie pomimo przewagi szybkości również sam przyjmował uderzenia. Jeżeli podobnie podejdzie do wymian z Jankiem, konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. Nawet jeśli Stirling trafi dwukrotnie, jeden czysty cios Błachowicza może zrobić większe wrażenie.
Ciekawie zapowiada się też wojna na niskie kopnięcia. To od lat jedna z najlepszych broni Błachowicza, ale akurat tutaj Stirling posiada interesującą odpowiedź. Nowozelandczyk potrafi wycofać atakowaną nogę w taki sposób, aby rywal nie trafił piszczelem, a następnie błyskawicznie odpowiedzieć własnym kopnięciem na nogę podporową. To może być bardzo ważny detal, szczególnie biorąc pod uwagę historię problemów zdrowotnych Polaka i jego niedawną operację kolana.
Nie chciałbym więc, aby Jan bezrefleksyjnie wdawał się ze Stirlingiem w pojedynek na calf kicki. Znacznie bardziej podoba mi się wykorzystywanie kopnięć jako części większego arsenału – razem z kontrami pięściarskimi, presją, klinczem i okazjonalnymi sprowadzeniami.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik – przygotowanie. Błachowicz szykował się do walki. Oczywiście przygotowywał się pierwotnie pod Guskova, a Stirling jest stylistycznie innym przeciwnikiem, ale Polak przeszedł pełny obóz, znał termin pojedynku i mógł odpowiednio zaplanować treningi oraz przygotowanie fizyczne. Stirling natomiast wskoczył na zastępstwo. Sam przyznawał, że gdy UFC skontaktowało się z nim w sprawie walki, nie znajdował się jeszcze w pełnym reżimie przygotowawczym. Właśnie dlatego klincz i zapasy mogą nabrać jeszcze większego znaczenia. Stirling jest piętnaście lat młodszy i naturalnie powinien posiadać większy bak z paliwem, ale przygotowanie kondycyjne nie sprowadza się wyłącznie do metryki. Jeżeli Jan zmusi go do przepychanek przy ogrodzeniu, bronienia sprowadzeń i wstawania z parteru, brak pełnego obozu może zacząć być widoczny w drugiej połowie walki.
Oczywiście nad Błachowiczem wisi ogromny znak zapytania związany z wiekiem. W wieku 43 lat każda kolejna walka może być tą, w której nagle okaże się, że organizm nie reaguje już tak samo. Szczególnie po kolejnej operacji trudno z pełnym przekonaniem powiedzieć, jak będzie wyglądała jego szybkość, mobilność czy reakcje. I właśnie dlatego nie traktuję Janka jako zdecydowanego faworyta.
Stylistycznie jednak Stirling nie wydaje mi się najgorszym możliwym zestawieniem dla Polaka. Błachowicz historycznie znacznie większe problemy miewał z zawodnikami, którzy potrafili narzucać mu ciężkie zapasy i odbierać przestrzeń, niż z kickbokserami. Tutaj natomiast sam może posiadać przewagę fizyczną, zapaśniczą oraz doświadczenia, a w wymianach dysponować cięższymi uderzeniami. Spodziewam się więc bardzo bliskiego pojedynku. Stirling powinien trafiać częściej, dobrze pracować prostymi, dokładać kopnięcia i wykorzystywać przewagę szybkości. Jan natomiast powinien odpowiadać cięższymi kontrami i co jakiś czas zmuszać Nowozelandczyka do walki w klinczu lub parterze. Kluczowe będzie to, aby nie przespał żadnej rundy. Przy tak aktywnym przeciwniku samo oczekiwanie na jeden potężny cios może nie wystarczyć.
Jeżeli Błachowicz wykorzysta całe swoje MMA, a nie wyłącznie stójkę, widzę po jego stronie więcej dróg do zwycięstwa. Może kontrować, może mocniej zaznaczać pojedyncze akcje, może klinczować i przede wszystkim może sprawdzić defensywę zapaśniczą Stirlinga. Nowozelandczyk jest ogromnym talentem i niewykluczone, że za kilka lat będzie zawodnikiem ścisłej czołówki tej dywizji. Na ten moment przeskok z dotychczasowej opozycji do byłego mistrza UFC może być jednak zbyt duży – szczególnie przy walce wziętej z doskoku.
Nie spodziewam się łatwego zwycięstwa Polaka ani dominacji. Wręcz przeciwnie – Stirling może wygrać tutaj rundę, może nawet dwie, a jego szybkość będzie sprawiała Błachowiczowi problemy. Ostatecznie liczę jednak, że doświadczenie, siła fizyczna, mocniejsze uderzenia oraz możliwość mieszania płaszczyzn pozwolą Jankowi przechylić najbardziej wyrównane fragmenty na swoją stronę. Mój typ: Jan Błachowicz przez decyzję sędziów.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Błachowicz: 3.55
Stirling: 1.28
























