Iwo Baraniewski wraca do oktagonu po viralowym debiucie w UFC. Już 21 marca na gali w Londynie Polak zmierzy się z Austenem Lanem. Zawodnik przyznaje, że sztab przygotował kilka scenariuszy na ten pojedynek – w tym jeden, którego woleliby nie realizować.

Debiut Iwo Baraniewskiego w UFC odbił się szerokim echem w świecie MMA. Szalona walka z Ibo Aslanem, która w krótkim czasie obiegła Internet, przyniosła Polakowi ogromną rozpoznawalność i miliony wyświetleń w mediach społecznościowych.

Sam zawodnik przyznaje, że przez długi czas nie mógł się uwolnić od nagrań ze swojej pierwszej walki w organizacji.

Wydaje mi się, że jeszcze z miesiąc po walce cały czas gdzieś te fragmenty walki latały w Internecie. Jak później ogłosili moją kolejną walkę, to znowu podbijali tym nagraniem na socialach.

Baraniewski wspomina jednak tamten pojedynek z dużym sentymentem.

Fajnie było tak zawalczyć, nawet kosztem tego, że trochę przyjąłem. To były niesamowite emocje. Debiut w UFC i od razu taka wojna.

„Instagram mi się zacinał od powiadomień”

Efektowny występ przyniósł Polakowi ogromne zainteresowanie kibiców. Jak przyznaje, przez pewien czas jego telefon dosłownie nie nadążał z powiadomieniami.

W pewnym momencie Instagram mi się nawet zacinał. Jak przewijałem powiadomienia, to wracał do góry, bo było ich tak dużo.

Z czasem jednak Baraniewski zaczął ograniczać korzystanie z telefonu przed walkami.

W dzień walki używam telefonu tylko do puszczenia muzyki. Już wcześniej wyłączam się z tego wszystkiego i skupiam na pojedynku.

„Plan C to bójka”

Podczas przygotowań do walki z Austenem Lanem sztab Polaka opracował kilka scenariuszy na pojedynek.

Jest parę planów. Więcej niż przed debiutem. Wtedy były trzy, teraz mamy więcej opcji.

Jednym z nich jest wariant, który kibice widzieli już w pierwszej walce Polaka w UFC.

Jest taki plan, to jest plan taki, którego nie chcielibyśmy wdrażać. Ale jak się tak stanie…

Plan C oznacza jedno – otwartą bójkę w klatce.

„Lane jest ogromny”

Najbliższy rywal Baraniewskiego będzie miał znaczną przewagę warunków fizycznych. Polak spodziewa się, że Amerykanin spróbuje utrzymywać walkę na dystansie.

Trzeba uważać na jego długie ręce i prosty prawy. Ma też długie kopnięcia i może próbować mnie dystansować.

Baraniewski nie ukrywa jednak, że rozmiary rywala robią wrażenie.

On jest ogromny. I nie jest gruby – po prostu wielki.

Przygotowania w trzech klubach

Przed walką w Londynie Polak trenował w kilku czołowych ośrodkach MMA w Polsce. Obóz przygotowawczy podzielił między Ankos MMA, WCA Fight Team oraz Aligatores.

Iwo Baraniewski miał okazję sparować między innymi z Janem Błachowiczem, Romanem Dolidze, Michałem Andryszakiem czy Bartoszem Szewczykiem.

I tu, i tu są bardzo mocni zawodnicy. Fajnie, bo każdy klub ma trochę inny styl. Dzięki temu mogę mierzyć się z różnymi typami rywali.

„Nie poddawaj się”

Na koniec rozmowy Polak podzielił się radą, która – jak sam przyznaje – prowadzi go przez karierę sportową.

Jak obierzesz sobie cel, to trzeba konsekwentnie do niego dążyć. Nawet jeśli po drodze pojawiają się problemy. Jeśli się nie poddasz, to w końcu go osiągniesz.

Już 21 marca kibice przekonają się, czy Baraniewski dopisze kolejne zwycięstwo do swojego rekordu – tym razem na gali UFC London.

Zobacz takżeTomasz Romanowski uderza w Bartosińskiego: „Pięć razy nasze walki były składane – pięć razy odmawiał”

źródło: YouTube / Klatka po klatce | foto: mmajunkie