Mistrz był za szybki, za mocny i za precyzyjny. Marcin Held w Radomiu nie znalazł odpowiedzi na dynamikę Salahdine’a Parnasse’a i po sromotnej porażce mówi wprost: to światowa czołówka. Polak przyznaje, że plan nie zadziałał, ale nie zamyka drzwi na rewanż – tylko nie teraz.

Marcin Held nie szukał wymówek po przegranej walce wieczoru XTB KSW 114. Od pierwszych słów oddał pełen szacunek mistrzowi.

Nie jest ten człowiek przereklamowany. Trzeba sobie to uczciwie powiedzieć, że jest po prostu twardym skurczybykiem i potworem. Szybki, dynamiczny, bije mocno. Mówiono, że kopie szybko, ale nie aż tak mocno – pierwsze kopnięcie dostałem przez rękawicę i aż mi ręka zdrętwiała. Czułem każde jego uderzenie.

Held przyznał, że jego plan szybko się rozsypał.

Liczyłem na walkę w klinczu przy siatce, ale nie miałem możliwości do niego dojść. Ewidentnie nie miałem na niego pomysłu. Życzę mu wszystkiego dobrego – mam nadzieję, że zajdzie bardzo wysoko. To jest światowa czołówka. KSW miało Mateusza Gamrota, a teraz taką drugą mega gwiazdą jest Salahdine Parnasse. Długo bym w KSW nie widział kogoś, kto mógłby go pokonać.

Plan zakładał presję i zapasy przy klatce, ale rzeczywistość była inna.

Musiałem go gonić. Myślałem, że będzie wolniejszy na nogach. Chciałem zagonić go do siatki, sklinczować i pracować w zapasach – w tej płaszczyźnie dalej wierzę, że miałbym szansę. Ale on był zrywny, szybki, cały czas robił dwa kroki w tył i na boki. Nie mogłem go dopaść.

Zapytany, czy krótszy obóz miał znaczenie, Held był szczery.

Myślę, że niewiele by to zmieniło. Potrzebny byłby zupełnie inny game plan. Trochę nie doceniłem jego szybkości i lotności.

Nawet gdy walka trafiała do parteru, Polak nie czuł się u siebie.

To nie ja go tam przenosiłem – to on ściągał mnie uderzeniami, a ja ratowałem się gardą. Próbowałem iść po dźwignię na nogę, może nie było daleko, ale się nie udało. Z góry bił bardzo mocno. Mój świat to parter z góry – a nie tam chciałem być.

Czy ktoś w KSW może zagrozić Parnasse’owi?

Zdecydowanie nie. Nawet Patryk Kaczmarczyk – bardzo go lubię, ale nie, nie ma szans.

Held nie ukrywa, że chętnie zobaczyłby mistrza w UFC.

Nie wiem, co powinno zrobić KSW, ale ja chciałbym zobaczyć go na szerszych wodach. Myślę, że mógłby iść drogą Gamrota, a może nawet lepiej. Gdyby poszedł do UFC, bardzo bym mu kibicował.

Po walce Held potrzebuje czasu.

Tylko nie każcie mi walczyć za dwa miesiące. Dajcie pożyć trochę. Stopa trochę boli, głowa obita, parę mocnych uderzeń weszło – ale wielkich szkód na szczęście nie ma.

Nie wyklucza powrotu w tym roku, ale na razie odcina się od wszystkiego.

Zobaczymy, jakie KSW będzie miało wobec mnie plany. Na razie wyłączam telefon. Jak odpocznę, będę otwarty na propozycje.

Na koniec zwrócił się do kibiców.

Wiem, że nie byłem faworytem, większość mnie skreślała, ale była grupa fanów, która we mnie wierzyła. Przykro mi, że ich zawiodłem – dałem z siebie wszystko w pierwszej rundzie. Następnym razem nie zawiodę.

I dodał z uśmiechem:

A teraz wysyłajcie mi jakieś fajne miejscówki w Austrii na narty – szerokie trasy, pewna pogoda. Jadę z rodziną.

Zobacz takżeXTB KSW 114: Salahdine Parnasse znokautował Marcina Helda [WIDEO]