Paulina Wiśniewska nie pozostawiła złudzeń co do swojej dyspozycji. Polka, która w grudniu ubiegłego roku musiała uznać wyższość Sabriny de Sousy, pokazała na gali PFL Chicago: Pettis vs McKee, że porażka tylko ją zmobilizowała. Starcie z Kaną Watanabe zakończyła efektownym TKO w drugiej rundzie, demolując rywalkę uderzeniami z góry.

Już pierwsze sekundy pojedynku zapowiadały, że Wiśniewska przygotowała się perfekcyjnie. Niskie kopnięcie wytrąciło Japonkę z równowagi, a gdy ta próbowała przenieść walkę do parteru, Polka błyskawicznie przejęła inicjatywę. Uchwyt, próba duszenia, aktywna praca na macie – zawodniczka z Polski kontrolowała sytuację, mimo że Watanabe chwilami potrafiła odwrócić pozycję. Pierwsza runda pokazała wyraźną przewagę taktyczną Wiśniewskiej, która nie dała się zaskoczyć ani rzutem, ani próbami przejęcia kontroli.

Druga odsłona to już prawdziwy popis zawodniczki z Polski. Kolejna nieudana próba zejścia do parteru ze strony Japonki, błyskawiczna reakcja Pauluny i przejście za plecy. Gdy walka wróciła do stójki, Watanabe ponownie szukała ratunku na macie, ale to tylko pogorszyło jej sytuację. Wiśniewska znalazła się w pozycji górnej i rozpoczęła bezlitosny atak. Łokcie i ciosy sypały się serią, a rywalka nie była w stanie skutecznie się bronić. Sędzia, widząc brak odpowiedzi ze strony zawodniczki z Japonii, przerwał pojedynek.

Zobacz także: UFC 327 – wyniki. Gamrot zwycięża, Ulberg nowym mistrzem

To zwycięstwo ma szczególne znaczenie dla Wiśniewskiej. Po grudniowej porażce, która przerwała jej passę wygranych, wielu obserwatorów zastanawiało się, jak Polka zareaguje na pierwszy poważny kryzys w karierze. Odpowiedź przyszła szybko i była jednoznaczna – reprezentantka Polski nie tylko wróciła, ale pokazała się z jeszcze lepszej strony. Jej grappling, czytanie intencji przeciwniczki i skuteczność w parterze były na najwyższym poziomie.

Dla Watanabe była to trzecia porażka z rzędu. Japonka, która wcześniej musiała uznać wyższość Liz Carmouche i Jeny Bishop, ponownie nie zdołała przełamać negatywnej passy. Jej próby przeniesienia walki do parteru, które w przeszłości przynosiły jej sukcesy, tym razem okazały się zgubne – Wiśniewska wykorzystała każdą okazję do przejęcia kontroli i narzucenia własnego tempa.