Phil De Fries wraca do klatki, ale tym razem niesie ze sobą coś więcej niż tylko kolejną obronę pasa. Anglik otwarcie przyznał, że ostatnia walka zmieniła go mentalnie i dała mu pewność, której wcześniej nie miał. Teraz jasno deklaruje – w klatce już nigdy nie pęknie.

Już w sobotę na gali XTB KSW 117 mistrz wagi ciężkiej zmierzy się z Marcinem Wójcikiem. Choć dla wielu to kolejna rutynowa obrona, sam De Fries patrzy na to starcie z zupełnie innej perspektywy.

„To była najcięższa walka w moim życiu”

Phil De Fries wrócił do swojej ostatniej obrony pasa ze Stefanem Vojcakiem i nie ukrywał, że był to dla niego ekstremalny test.

Zostałem znokdaunowany w pierwszej rundzie… To kompletnie mnie wyczerpało. Nigdy wcześniej nie byłem tak zmęczony. Później to była już walka na przetrwanie. Uderzyłem go chyba 40 albo 50 łokciami i nie mogłem uwierzyć, że on wciąż stoi.

Mistrz podkreślił, że to doświadczenie było przełomowe – nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie.

„Kiedyś bym się poddał”

Najmocniejsze słowa padły jednak chwilę później. De Fries otwarcie przyznał, że dawniej taka sytuacja mogłaby zakończyć walkę przed czasem… z jego strony.

Nigdy wcześniej nie byłem tak trafiony i nie poddałem się. Kiedyś, gdy miałem problemy z lękiem, po takim ciosie po prostu bym się zamknął. To był mój największy strach – że pęknę. Teraz wiem jedno – nigdy się nie poddam. Nawet gdyby było łatwo się wycofać, nie zrobię tego.

To właśnie ta pewność ma być jego największą bronią przed kolejną obroną tytułu.

Wizualizacja i strach jako narzędzie

Anglik zdradził też kulisy przygotowań mentalnych. Jak sam przyznał, regularnie wyobraża sobie najgorsze scenariusze.

Wizualizuję wszystko – że przegrywam, że nic nie działa, że zostaję trafiony. Nawet w ostatniej walce, gdy zostałem posłany na deski, nie wierzyłem w to, bo już to wcześniej „przeżyłem” w głowie. Jeśli nie dopuszczasz myśli o porażce, to nie jesteś przygotowany na wszystko.

To podejście ma eliminować strach i pozwalać mu zachować spokój nawet w najtrudniejszych momentach walki.

„Jestem dużym bully w tej wadze”

De Fries nie ukrywa również swojej przewagi fizycznej i… nie zamierza z niej rezygnować.

Zawsze dobrze radzę sobie z mniejszymi rywalami. Jestem dużym „weight bully” i zamierzam nim dalej być.

To jasna deklaracja przed starciem z Marcinem Wójcikiem, który będzie kolejnym pretendentem próbującym zatrzymać dominację Brytyjczyka.

Pewność siebie i plan na przyszłość

Mistrz zdradził również, że podpisał nowy kontrakt na cztery walki, który ma zabezpieczyć przyszłość jego rodziny.

Ten kontrakt ustawia moje życie. Chcę zapewnić rodzinie wszystko i spełnić marzenia, także poza MMA.

Nie zabrakło też nazwisk potencjalnych rywali – De Fries wspomniał m.in. o walce z Eddiem Hallem, ale jasno zaznaczył, że na razie liczy się tylko najbliższy przeciwnik.

„Każdy może przegrać”

Mimo ogromnej pewności siebie mistrz nie traci pokory wobec realiów kategorii ciężkiej.

W tej wadze możesz zrobić wszystko perfekcyjnie i nagle zostać znokautowany. Trzeba być gotowym na wszystko.

To podejście idealnie podsumowuje jego aktualną mentalność – pełna kontrola, ale bez lekceważenia zagrożenia.

Zobacz takżeXTB KSW 117 – karta walk. Gdzie i jak oglądać?

źródło: YouTube / Bloody Elbow (wywiad) | foto: KSW