Maciej Różański wskakuje z doskoku na byłego mistrza KSW i nie zamierza grać zachowawczo.
Zamiast krok po kroku – ma szansę na skok w górę rankingu, eliminator, a może nawet rozmowy o pasie. Po kontrowersyjnej porażce z Bartoszem Leśką wyciągnął wnioski i zapowiada: tym razem zamierza „pieczętować” zwycięstwo.

Na XTB KSW 114 w Radomiu Maciej Różański zastępuje kontuzjowanego Sergiusza Zająca i mierzy się z byłym mistrzem – Ibragimem Chuzhigaevem. Catchweight sprawił, że zbijanie wagi wygląda spokojniej niż zwykle, choć – jak podkreśla – cudów nie ma.

Nie ma tragedii. Mniej więcej jest tak samo jak zawsze – te trzy, cztery kilo. Jak to powiedział śp. Mariusz Linke: lekko to je się chipsy. Bez tragedii, ale też nie ma co udawać, że to spacerek.

Różański tłumaczy, dlaczego nie wrócił już na galę w Szczecinie. We wrześniu wznowił treningi, ale choroba i przerwa sprawiły, że nie czuł się gotowy na pełne przygotowania.

Jeden tydzień potrenowałem, drugi byłem chory. Odzwyczaiłem się od przeciążeń. Stwierdziłem, że potrzebuję jeszcze z miesiąc. Finalnie pomagałem Wojtkowi Januszowi, forma gdzieś tam była, ale to było na zasadzie: akurat tak wyszło. W grudniu dałem znać, że jestem gotów i mogę wskoczyć w razie czego – no i wyszło teraz.

Dla Różańskiego to nie tylko zastępstwo, ale realna szansa na przyspieszenie kariery.

Liczyłem, że będę się zbliżał do pasa krok po kroku, ale Bartek z sędziami mnie ostatnio zatrzymali. Teraz mogę zrobić skok do przodu – i biorę to. Jeśli wygram z Ibragimem w dobrym stylu, będę mógł się upominać o pas albo przynajmniej o eliminator.

Przypomina też, że jego rekord jest znacznie mocniejszy, niż wielu sądzi.

Ludzie, którzy nie siedzą głęboko w MMA, czasem mnie spisują na straty, ale w rekordzie mam rywali równie mocnych, a często mocniejszych. Nie będę się trząsł – jestem gotów, żeby postawić warunki i wygrać.

Kluczowym wątkiem jest wyciągnięcie wniosków po przegranej decyzji z Bartoszem Leśką. Różański nie obraża się na sędziów – zamiast tego zmienił przygotowania.

Obrażanie się nic mi nie da. Nadal uważam, że ta walka mogła pójść w moją stronę, ale wyciągnąłem wnioski. Skupiłem się na ciosach w parterze, bo tego zabrakło. Chcę bardziej pieczętować zwycięstwa, żeby nie zostawiać wątpliwości.

Zapytany o wejście OKTAGON MMA do Szczecina, zachował trzeźwą ocenę rynku.

W Polsce przez lata MMA = KSW. Teraz trochę się to miesza, ale KSW dalej jest hegemonem. W Szczecinie mamy dużo fighterów i mało gal, więc taka impreza jak OKTAGON na pewno się przyjmie – przynajmniej za pierwszym razem.

Różański odniósł się też do zmieniającego się sposobu punktowania MMA i do marzeń o UFC. Przyznał, że kiedyś był to jego główny cel, ale dziś patrzy na to inaczej.

Całe życie celowałem w UFC. Miałem 8-0, były konkretne szanse, ale ich nie wykorzystałem. Był Bellator, była opcja Contendera… W pewnym momencie odpuściłem – trochę z żalem, ale też z rozsądku. Stwierdziłem, że najpierw chcę coś zbudować tutaj, w Polsce, bo mimo tylu walk byłem praktycznie nierozpoznawalny.

Na koniec, pytany żartobliwie o „śniadanie z Czyżewską czy obiad z Grzyb”, odpowiedział krótko:

Kolacja z żoną.

Zobacz takżeIbragim Chuzhigaev: „Po tej walce pas ma wrócić do mnie”