Adrian Bartosiński obronił pas mistrzowski kategorii półśredniej w walce wieczoru gali XTB KSW 116 w Gorzowie Wielkopolskim, pokonując Madarsa Fleminasa niejednogłośną decyzją sędziów. Mistrz KSW przyznał jednak po pojedynku, że był to jeden z najtrudniejszych momentów w jego karierze – głównie przez koszmarne zbijanie wagi.

Pojedynek mistrzowski od pierwszych minut wyglądał inaczej niż wcześniejsze występy „Bartosa”. Polak nie był tak dynamiczny i szybki jak zwykle, a sam zawodnik otwarcie przyznał po walce, że powodem były ogromne problemy podczas cięcia wagi.

„Pierwszy raz myślałem, że nie zrobię wagi”

Adrian Bartosiński zdradził, że proces zbijania kilogramów przebiegał dramatycznie i był najcięższym w całej jego karierze.

To było najgorsze zbijanie wagi w mojej karierze. Pierwszy raz w życiu miałem moment, że myślałem, że nie zrobię wagi.

Mistrz KSW podkreślił, że nie przyjechał cięższy niż zwykle.

Miałem dokładnie tyle samo kilogramów co przy poprzednich walkach – z Grzebykiem czy Tulshaevem. A mimo to waga schodziła strasznie źle.

Najgorsze okazały się ostatnie kilogramy.

Ostatnie kilo było dramatyczne. Już byłem naprawdę przekonany, że mogę tego nie zrobić.

Sześć wanien i dwie godziny sauny

Skala problemów była ogromna. Bartosiński zdradził, że musiał przejść przez znacznie cięższy proces niż zwykle.

Było sześć wanien i dwie godziny sauny. Normalnie robię trzy wanny.

„Czułem się jakby kontroler się zacinał”

Problemy z wagą bardzo wyraźnie odbiły się na jego dyspozycji w klatce. Bartosiński przyznał, że jego reakcje były spóźnione.

Czułem, że reaguję na wszystko krok za późno. Jakby kontroler się zacinał.

Mistrz tłumaczył, że wiedział, co chce zrobić, ale ciało nie reagowało odpowiednio szybko.

Chciałem uderzyć w głowę, a jej już tam nie było. Wiedziałem, co robić, ale byłem bardzo wolny.

Fleminas sprawił duże problemy

Bartosiński przyznał także, że styl walki Madarsa Fleminasa okazał się wyjątkowo niewygodny.

Paradoksalnie był najmniej wygodnym rywalem z ostatnich.

Polak zwrócił uwagę na nietypowe zachowanie rywala w parterze.

Zazwyczaj zawodnicy z dołu chcą wstawać. A on leżał i trzymał mi nadgarstki, żebym nie mógł bić. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem.

„Ta walka nie była mi potrzebna”

Mistrz KSW przyznał również, że z perspektywy czasu być może nie podjąłby decyzji o przyjęciu tego pojedynku.

Wziąłem walkę, która tak naprawdę nie była mi potrzebna, a przez różne czynniki zrobiła się jedną z najcięższych w mojej karierze.

Dłuższa przerwa przed kolejną walką

Po dramatycznym zbijaniu wagi Bartosiński będzie potrzebował czasu na regenerację.

Dietetyk powiedział mi jasno – cztery miesiące, żeby organizm i układ nerwowy doszedł do siebie.

To oznacza, że powrót mistrza do klatki prawdopodobnie nastąpi dopiero w drugiej połowie roku.

Zobacz takżePaweł Pawlak przed starciem z Khalidovem: „Niewielu ma takie nazwiska w rekordzie”

foto: materiały prasowe KSW