Z założenia ma to być historyczna gala – nie tylko ze względu na ważną dla Amerykanów rocznicę, ale też na lokalizację wydarzenia. Wytypowaliśmy zatem całą galę od pierwszej do ostatniej walki, a poniżej znajdziecie także kursy od niezawodnej Fortuny! Dziś i jutro można skorzystać ze specjalnego boostera 50% na wybrane zakłady! Enjoy!

Ilia Topuria (17-0) vs. Justin Gaethje (27-5) – walka o pas mistrzowski UFC w kategorii lekkiej 

Grzegorz: To starcie jest fascynujące właśnie dlatego, że z jednej strony mamy najbardziej nieuchwytnego i kompletnego zawodnika wagi lekkiej, a z drugiej jednego z najtwardszych ludzi, jakich ten sport kiedykolwiek widział. Ilia Topuria kontra Justin Gaethje to pojedynek, w którym każdy błąd może oznaczać koniec walki.
Ilia Topuria jest dziś prawdopodobnie najbardziej wszechstronnym zawodnikiem w UFC. Większość kibiców kojarzy go przede wszystkim z nokautami na Alexandrze Volkanovskim, Maxie Hollowayu czy Charlesie Oliveirze, ale fundamentem jego stylu od początku były zapasy i grappling. Gruzin potrafi dostosować się do przeciwnika. Nie wchodzi do klatki z jednym planem. Jeśli widzi przewagę w stójce, wykorzystuje boks. Jeśli przeciwnik odsłania się w zapasach, przejmuje kontrolę w parterze. Jeśli trzeba walczyć cierpliwie przez pięć rund, potrafi punktować. Jeśli pojawi się okazja do skończenia, naciska bez wahania. Największym atutem Topurii pozostaje jednak jego boks. Kapitalny timing, praca tułowiem, skracanie dystansu i przede wszystkim umiejętność trafiania wtedy, gdy rywal sam uważa, że jest bezpieczny. Niepokonany mistrz może nie wyprowadza ogromnej liczby ciosów, ale jego skuteczność jest zabójcza. Wystarczy jedno okno, jedna luka w defensywie i nagle walka się kończy.
Justin Gaethje to natomiast chodzący chaos. Zawodnik, który przez lata zbudował swoją legendę na brutalności, odporności i nieustannej presji. Wciąż posiada piekielnie mocne niskie kopnięcia, potężny prawy sierpowy i umiejętność zamieniania każdej walki w wojnę. Problem polega jednak na tym, że wraz z wiekiem coraz częściej widać momenty, w których jego defensywa zawodzi. Gaethje nadal potrafi trafiać, nadal potrafi nokautować, ale coraz częściej sam daje się trafiać. W walkach z rywalami dysponującymi szybkimi uderzeniami zdarza mu się zostawiać głowę na linii ataku, wychodzić z wymian z opuszczoną gardą lub nadmiernie polegać na swojej odporności. Przez lata działało to znakomicie. Pytanie brzmi, czy można pozwolić sobie na takie błędy przeciwko Topurii.
Kluczowym elementem tego zestawienia jest tempo walki. Gaethje będzie chciał narzucić presję, zamknąć mistrza pod siatką i zmusić go do wymian. Problem w tym, że Topuria wręcz uwielbia przeciwników, którzy sami skracają dystans. Nie musi ich wtedy gonić. Może spokojnie czytać reakcje i kontrować. Oczywiście istnieje scenariusz, w którym Justin przetrwa pierwsze rundy, zamieni walkę w bójkę i zmusi Gruzina do pracy pod ogromną presją. To właściwie jego największa szansa. Nadal nie widzieliśmy wielu momentów, w których Topuria musiał wydobywać zwycięstwo z bardzo głębokiej wody. Gaethje jest jednym z niewielu zawodników w tej dywizji, którzy mogą próbować go tam zabrać.
Patrząc jednak na zestawienie stylów, trudno ignorować różnicę w precyzji. Topuria jest szybszy, dokładniejszy i znacznie bardziej zdyscyplinowany technicznie. Gaethje będzie trafiał, ale prawdopodobnie sam przyjmie więcej. A przeciwko zawodnikowi o takiej sile uderzenia każda kolejna wymiana zwiększa ryzyko katastrofy.
Najbardziej realny scenariusz wygląda tak, że Gaethje od początku będzie próbował wywierać presję i zmuszać mistrza do walki w półdystansie. Topuria początkowo zachowa cierpliwość, będzie pracował na nogach i zbierał informacje. Z czasem zacznie jednak coraz częściej łapać Amerykanina kontrami podczas ataków. Justin ma tendencję do szerokich, zamachowych ciosów i zostawiania otwartej linii po własnych akcjach ofensywnych. Właśnie w takich momentach „El Matador” jest najgroźniejszy.
Patrząc na sposób, w jaki walczą obaj zawodnicy, najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że Gaethje od początku będzie wywierał presję i szukał mocnych wymian, ale z każdą kolejną minutą coraz częściej będzie wpadał na kontry mistrza. Topuria świetnie czyta powtarzalne akcje rywali, a Justin od lat bazuje na podobnych schematach wejść z ciosami. Wystarczy jeden moment, gdy Amerykanin zbyt mocno zaangażuje się w ofensywę lub zostanie na ułamek sekundy w zasięgu po własnym ataku. Topuria nie potrzebuje wielu okazji – jedno czyste trafienie może zachwiać Gaethje, a wtedy mistrz zwykle błyskawicznie przechodzi do ofensywy i szuka skończenia.
Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Gaethje jest w stanie postawić mistrzowi trudne warunki. Przez lata udowadniał, że potrafi przetrwać rzeczy, które dla większości zawodników oznaczałyby koniec pojedynku. Tyle że w tym zestawieniu sama odporność może nie wystarczyć. Topuria dysponuje przewagą w szybkości, precyzji i jakości technicznej, a na najwyższym poziomie właśnie takie detale bardzo często decydują o wyniku starcia. Mój typ: Ilia Topuria przez KO, runda 2.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Topuria: 1.18
Gaethje: 4.70

Alex Pereira (13-3) vs. Ciryl Gane (13-2) – walka o tymczasowy pas mistrzowski UFC w kategorii ciężkiej

Grzegorz: Nieczęsto mamy okazję oglądać zawodnika, który po zdobyciu mistrzostwa dwóch kategorii wagowych decyduje się na skok jeszcze wyżej. Alex Pereira przechodzi do wagi ciężkiej z zamiarem zdobycia trzeciego pasa UFC, ale od razu trafia na jednego z najtrudniejszych stylistycznie rywali, jakich mógł dostać.
„Poatan” pozostaje jednym z najbardziej niebezpiecznych stójkowiczów w historii MMA. Jego lewy sierpowy, lewy prosty, kopnięcia na łydkę i przede wszystkim umiejętność wywierania presji sprawiają, że praktycznie każdy przeciwnik przez większość walki funkcjonuje pod ogromną presją psychiczną. Największym atutem Pereiry pozostaje jego zdolność do karania błędów, które popełniają jego oponenci. Brazylijczyk nie musi dominować każdej wymiany ani trafiać seriami. Przez większość walk cierpliwie buduje przewagę, szuka odpowiednich reakcji rywala i czeka na moment, w którym może odpalić swoje najmocniejsze bronie. A kiedy taki moment się pojawia, często wystarczy jedno czyste trafienie, by całkowicie odwrócić losy pojedynku, o czym w pierwszej walce w MMA z Brazylijczykiem przekonał się choćby Israel Adesanya.
To jednak nie jest już kategoria półciężka. Pereira po raz pierwszy będzie mierzył się z naturalnym ciężkim, który nie tylko nie ustępuje mu warunkami fizycznymi, ale pod wieloma względami przewyższa większość zawodników tej kategorii pod względem mobilności.
Ciryl Gane to prawdopodobnie najbardziej techniczny stójkowicz w wadze ciężkiej. Francuz porusza się jak zawodnik dwóch kategorii niżej. Świetnie pracuje na nogach, zmienia kąty, pracuje jabem, kopnięciami i bardzo rzadko stoi przed rywalem w miejscu. Największym problemem dla przeciwników Gane jest to, że przez większość czasu trudno go w ogóle ustawić w jednej pozycji. Kiedy Francuz widzi zagrożenie, od razu odchodzi do boku i zmienia pozycję. Kluczowe pytanie brzmi jednak, jak będzie wyglądała reakcja Gane na presję ze strony Pereiry. Francuz wielokrotnie pokazywał bowiem, że kiedy walka toczy się w jego tempie, wygląda znakomicie. Zdarzały się jednak pojedynki, w których pod naporem mocniejszych fizycznie rywali zaczynał oddawać inicjatywę i skupiał się głównie na unikaniu zagrożenia. A przeciwko Pereirze samo unikanie może nie wystarczyć.
Brazylijczyk bardzo dobrze odcina rywalom przestrzeń w klatce. Nie jest zawodnikiem, który bezmyślnie goni przeciwnika. Powoli skraca dystans, zmusza rywala do kolejnych reakcji i konsekwentnie rozbija w tym czasie nogi potężnymi lowkickami. Warto zauważyć, że Gane opiera ogromną część swojej gry na ruchu, a Pereira od lat słynie z odbierania rywalom mobilności właśnie poprzez niszczenie wykrocznej nogi.
Z drugiej strony ciężko ignorować fakt, że Pereira bywa trafiany. W półciężkiej zdarzało mu się przyjmować mocne ciosy, a w wadze ciężkiej margines błędu jest znacznie mniejszy. Gane nie posiada może pojedynczego uderzenia na poziomie Francisa Ngannou, ale dysponuje szybkością, której wielu ciężkich może mu pozazdrościć. Jeśli będzie trafiał w kontrach podczas akcji ofensywnych Brazylijczyka, walka może szybko stać się bardzo wyrównana.
Patrząc jednak na zestawienie stylów, mam wrażenie, że kluczowa okaże się presja. Gane najlepiej wygląda, gdy sam kontroluje dystans i tempo pojedynku. Pereira należy natomiast do tych zawodników, którzy konsekwentnie odbierają przeciwnikom komfort. Nie musi trafiać od początku, wystarczy, że zmusza rywala do ciągłego cofania się, reagowania i podejmowania decyzji pod presją.
Najbardziej realny przebieg tej walki zakłada wyrównany początek. Gane będzie poruszał się na nogach, kontrolował dystans i zbierał punkty pojedynczymi uderzeniami, nie dając Pereirze wielu okazji do wyprowadzenia firmowych bomb. Z każdą kolejną minutą Brazylijczyk powinien jednak coraz skuteczniej skracać dystans, spychać rywala pod siatkę i konsekwentnie rozbijać jego wykroczną nogę, a gdy mobilność Francuza zacznie słabnąć, znacznie trudniej będzie mu unikać niebezpiecznych wymian.
W dalszej fazie pojedynku wystarczy jeden błąd. Pereira nie potrzebuje wielu okazji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jeśli Gane zbyt długo pozostanie przy ogrodzeniu, źle zareaguje na presję lub spóźni się z odejściem z linii ataku, Brazylijczyk natychmiast spróbuje to wykorzystać. To właśnie w takich momentach jego lewy hak czy mocna kombinacja potrafią zakończyć walkę w mgnieniu oka.
Francuz ma umiejętności, by punktować i wygrywać kolejne fragmenty starcia. Pereira dysponuje jednak czymś, czego nie da się wyliczyć na kartach punktowych – nokautującą siłą, która może rozstrzygnąć wszystko w jednej akcji. Dlatego właśnie tak trudno stawiać przeciwko niemu. Mój typ: Alex Pereira przez TKO, runda 3.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Pereira: 1.80
Gane: 1.98

Sean O’Malley (19-3) vs. Aiemann Zahabi (14-2)

Michał: Moim zdaniem to jest walka, w której przewaga leży po stronie Seana O’Malleya. Aiemann Zahabi rzeczywiście zanotował w ostatnim czasie kilka bardzo wartościowych zwycięstw i wyglądał naprawdę dobrze. Trzeba jednak spojrzeć na kontekst tych wygranych. Pokonywał uznanych zawodników, a nawet byłe legendy MMA, ale byli to głównie zawodnicy będący już po swoim najlepszym okresie kariery. To wciąż wartościowe zwycięstwa, jednak trudno powiedzieć, że rywalizowali wtedy na swoim najwyższym poziomie. Na papierze wygląda to bardzo dobrze, ale prawda jest taka, że Zahabi nie miał jeszcze okazji regularnie mierzyć się z aktualną ścisłą czołówką kategorii. Sean O’Malley to zupełnie inny poziom przeciwnika. Mimo że przegrał dwie ostatnie walki, były to pojedynki z absolutnym topem dywizji. Porażka z Merabem Dvalishvilim nie zmienia faktu, że O’Malley nadal należy do ścisłej czołówki i cały czas rywalizuje z najlepszymi zawodnikami na świecie. Największą przewagą O’Malleya będzie moim zdaniem stójka. Jest bardziej kreatywny, szybszy i znacznie groźniejszy w wymianach. Dysponuje nokautującym ciosem, świetnie kontroluje dystans i potrafi punktować przeciwników przez całe rundy. Warto też pamiętać, że jego defensywa zapaśnicza jest często niedoceniana. Zahabi prawdopodobnie będzie próbował mieszać płaszczyzny i szukać sprowadzeń, ale wydaje mi się, że O’Malley będzie w stanie obronić większość takich prób. Jeżeli walka będzie toczyła się głównie w stójce, przewaga techniczna Seana powinna być widoczna od początku do końca. Nie spodziewam się jednak nokautu. Zahabi jest twardym, dobrze przygotowanym i zdyscyplinowanym zawodnikiem, który rzadko popełnia poważne błędy. Dlatego bardziej skłaniam się w stronę pojedynku rozgrywanego na pełnym dystansie. Mój typ to Sean O’Malley przez jednogłośną decyzję sędziów. Widzę scenariusz, w którym skuteczniej pracuje w stójce, trafia częściej, broni większość prób obaleń i wygrywa kolejne rundy dzięki swojej aktywności oraz celności. Nie musi kończyć walki przed czasem. Regularne punktowanie i kontrolowanie przebiegu pojedynku powinno w zupełności wystarczyć do odniesienia zwycięstwa.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
O’Malley: 1.18
Zahabi: 4.70

Derrick Lewis (29-13) vs. Josh Hokit (9-0)

Fabian: Szalony styl Josha Hokita bazujący na wysokim jak na wagę ciężką tempie będzie bardzo dużą zagadką dla zaliczającego znaczący regres Derricka Lewisa. Z jednej strony Hokit odsłania się i wdaje w ryzykowne bijatyki a to woda na młyn dla Lewisa, ale jednak jego intensywonść, mnogość kopnięć, presja to potęzny problem. „Black Beast” jest niezwykle statyczny i jeśli nie ulokuje czegoś w kontrze to padnie pod uderzeniami Hokita. Niepokonany Amerykanin w każdej walce igra z ogniem, ale tu ma matchup skrojony pod siebie. Nie będzie dużego zagrożenia zapaśniczego, przewaga szybkościowa, większa odporność i arsenał uderzeń. Wszystko przemawia na korzyść Josha. To waga ciężka a Derrick Lewis jak nikt potrafi odwrócić losy walki jednym uderzeniem. Ma już jednak swoje lata, brakuje mu moim zdaniem serca do walki i ugnie się pod kanonadą uderzeń. Mój typ: Josh Hokit przez KO w 1. rundzie.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Lewis: 4.10
Hokit: 1.23

Mauricio Ruffy (13-2) vs. Michael Chandler (23-10)

Michał: To jest starcie dwóch generacji. Mauricio Ruffy to młody, bardzo dynamiczny i nieprzewidywalny striker, który potrafi atakować z wielu płaszczyzn. Ma świetny timing, dużą kreatywność w stójce i przede wszystkim siłę nokautującego ciosu. To zawodnik, który cały czas idzie do przodu i szuka okazji do skończenia walki. Z drugiej strony mamy Michaela Chandlera, czyli bardzo doświadczonego zawodnika, którego największym atutem przez lata były zapasy. Problem w tym, że w ostatnich latach praktycznie z nich nie korzysta. Chandler coraz częściej wdaje się w otwarte wymiany w stójce, nawet wtedy, gdy teoretycznie nie powinien. To sprawia, że przyjmuje sporo mocnych ciosów i regularnie daje rywalom okazje do trafiania. Oczywiście jego największą szansą w tej walce byłyby zapasy i kontrola w parterze. Gdyby konsekwentnie realizował taki plan, mógłby sprawić Ruffiemu problemy. Patrząc jednak na jego ostatnie występy, trudno oczekiwać nagłej zmiany stylu. Chandler lubi wojny w stójce i bardzo często daje się wciągnąć w wymiany. I właśnie tutaj widzę największą przewagę Ruffiego. Jest szybszy, bardziej nieprzewidywalny i znacznie świeższy fizycznie. Dobrze pracuje na kontrach, potrafi wykorzystać błędy rywali i ma wystarczającą siłę, żeby zakończyć walkę jednym trafieniem. Jeśli Chandler pójdzie z nim na otwartą wymianę, a wydaje mi się, że właśnie tak zrobi, to prędzej czy później zostanie trafiony. Nie będę się tutaj specjalnie rozpisywał, bo dla mnie to dość prosty typ. Spodziewam się, że Chandler będzie próbował walczyć w swoim efektownym stylu, wdając się w kolejne wymiany. Ruffy zachowa więcej spokoju, złapie odpowiedni moment na kontrę, naruszy Chandlera i pośle go na deski. Mój typ to Mauricio Ruffy przez nokaut w pierwszej albo drugiej rundzie. Uważam, że młodość, szybkość i przewaga w stójce zrobią tutaj różnicę, a Chandler po raz kolejny zapłaci za zbyt otwartą walkę.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Ruffy: 1.15
Chandler: 5.20

Bo Nickal (8-1) vs. Kyle Daukaus (17-4)

Fabian: Rozpędzony dwoma zwycięstwami po swoim powrocie do UFC Kyle Daukaus spróbuje ostatecznie wykoleić Bo Nickala. Były wybitny zapaśnik po porażce z Reinierem de Ridderem odbił się na nic nie znaczącym Rodolfo Vieirze i przejawiał duże symptomy rozwoju jednakże to wciąż tylko beznadziejny w każdej płaszczyźnie poza typowym BJJ Brazylijczyk. Nickal rozbijał go ciosami, bo przeciwnik po prostu nie potrafi w stójkę. Mieszał jednak te uderzenia, widać było szlif techniczny, przekonanie. Urozmaicone kopnięciami na kolano czy mocarnymi łokciami w zwarciu wyglądało to dość przyjemnie. Solą gry Bo są oczywiście zapasy. Szukanie klinczu i tam wywracanie czy to poprzez rzuty z wpięcia za plecy czy haczenia. Próby poddań osłabiają jego kontrolę, ale to na pewno jest jego środowisko. Z tym że Daukaus jest trudnym rywalem do sponiewierania zapaśniczego, nigdy w karierze nie przegrał przez poddanie samemu się w nich specjalizując. 12 z 17 wygranych zaliczył przez poddanie. Absolutnie firmową techniką jest D’Arce Choke w wykonaniu Kyle’a. Ma zapasy bardziej umęczające, w stójce bywał trochę nieskładny. Ruchy były trochę robotyczne, nienaturalne. Dawał się zamykać na siatce, miał luki defensywne. To drugie podejście jest wciąż zagadkowe, bo póki co wygląda wybornie. Pokonanie „GM3”, który jest już wrakiem zawodnika i nie powinien być w UFC, ale nokaut na Michelu Pereirze to coś co należy odnotować. Nie wydaje mi się, aby stójka Bo Nickala była na tyle już mocna, że Kyle Daukaus będzie w dużych opałach. Jest na fali, ma narzędzia zapaśnicze a przede wszystkim w sferze poddań i grapplingu, żeby neutralizować zapędy Bo. Wciąż uważam, że hype na Nickala jest zbyt duży. Daukaus zamknie ten rozdział i sprowadzi go na ziemię. Mój typ: Kyle Daukaus decyzją.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Nickal: 1.31
Daukaus: 3.35

Diego Lopes (27-8) vs. Steve Garcia (19-5)

Grzegorz: Najbliższym rywalem Diego Lopesa w pojedynku otwierającym galę UFC Freedom 250 na terenie Białego Domu będzie Steve Garcia. Przyznam, że jest to jedna z tych walk, które na pierwszy rzut oka wydają się znacznie łatwiejsze do wytypowania, niż są w rzeczywistości. Wielu kibiców widzi bowiem przede wszystkim nazwisko Lopesa i automatycznie zakłada jego łatwe zwycięstwo. Osobiście nie jestem jednak aż tak przekonany…
Po ostatnich występach Diego jesteśmy nieco mądrzejsi o kilka kwestii. Przede wszystkim wiemy już, że Brazylijczyk jest bardzo wszechstronnym zawodnikiem, ale jednocześnie nie zrobił tak dużego kroku naprzód, jak mogło się wydawać po jego marszu do walk mistrzowskich. Nadal dysponuje bardzo groźnym parterem, nadal potrafi zagrozić poddaniem praktycznie każdemu rywalowi, ale w stójce nie wygląda na zawodnika, który całkowicie zdominowałby ścisłą czołówkę kategorii piórkowej. Lopes wypracował sobie opinię fightera, który potrafi przetrwać trudne momenty. Widzieliśmy to choćby w starciu z Jeanem Silvą, gdzie znalazł się w poważnych tarapatach, a mimo to odwrócił losy pojedynku. Problem polega jednak na tym, że przyjmowanie mocnych ciosów i wychodzenie z opresji nie jest strategią, na której można budować kolejne zwycięstwa. Prędzej czy później trafia się bowiem przeciwnik, który wykorzysta takie okazje znacznie skuteczniej.
Steve Garcia może być właśnie takim zawodnikiem. Amerykanin przez długi czas był postrzegany głównie jako agresywny bijok, który idzie do przodu i szuka nokautu. Moim zdaniem jest to obecnie nieaktualny obraz jego stylu. Garcia bardzo mocno rozwinął swój boks. Potrafi pracować lewym prostym, dobrze porusza głową i coraz częściej wygrywa wymiany nie dzięki chaosowi, a dzięki technice. Przede wszystkim jednak dysponuje potężnym uderzeniem. Sześć nokautów w siedmiu ostatnich zwycięstwach nie bierze się z przypadku. Garcia świetnie wykorzystuje momenty, które pojawiają się w trakcie walki. Niejednokrotnie jeden precyzyjny cios wystarcza, by odwrócić jej przebieg i wpędzić rywala w poważne kłopoty. Nie oznacza to jednak, że Diego Lopes jest skazany na porażkę. Wręcz przeciwnie. Brazylijczyk pozostaje zawodnikiem znacznie bardziej kompletnym. O ile Garcia ma przewagę czysto bokserską, o tyle praktycznie każda inna płaszczyzna wydaje się przemawiać na korzyść Lopesa. Mowa przede wszystkim o grapplingu. Diego jest bardzo niebezpieczny w każdej pozycji, gdy walka zejdzie do parteru. Potrafi błyskawicznie przechodzić do ataków, szukać duszeń i wykorzystywać nawet najmniejsze błędy swoich przeciwników. Co więcej, nie jest zawodnikiem jednowymiarowym. Jeśli uzna, że wymiany bokserskie nie układają się po jego myśli, może przejść do zapasów i znacząco zmienić obraz pojedynku. To właśnie tutaj widzę największy problem Garcii.
Amerykanin poprawił wiele elementów swojej gry, ale nadal nie mierzył się regularnie z zawodnikami dysponującymi takim połączeniem presji, grapplingu i kreatywności w parterze jak Lopes. Nawet jeśli początkowo będzie skutecznie bronił sprowadzeń, bardzo trudno będzie utrzymywać taką koncentrację przez pełne trzy rundy.
Kluczowe znaczenie będzie miało także tempo pojedynku. Garcia lubi wywierać presję i mocno pracować w stójce, jednak Lopes wielokrotnie pokazywał, że potrafi zamieniać walki w wyniszczające wojny. Im dłużej potrwa ten pojedynek, tym bardziej wszechstronność Brazylijczyka powinna zaczynać odgrywać istotną rolę.
Podsumowując, rozumiem wszystkie argumenty przemawiające za Garcią. Uważam nawet, że jest znacznie groźniejszym rywalem, niż wskazują na to nazwiska pokonanych przez Lopesa przeciwników. Jeśli walka będzie toczyła się wyłącznie w stójce, Amerykanin ma bardzo realne szanse na zwycięstwo, a być może nawet na nokaut.
Ostatecznie sądzę jednak, że Diego Lopes będzie wystarczająco inteligentny, by nie dać się wciągnąć w pojedynek na warunkach rywala. Spodziewam się, że po pierwszych groźnych wymianach zacznie coraz częściej korzystać z zapasów i parteru, stopniowo przejmując kontrolę nad przebiegiem walki. Garcia będzie starał się wracać do stójki i odzyskiwać inicjatywę, ale wszechstronność Brazylijczyka powinna zrobić różnicę. Mój typ: Diego Lopes przez poddanie, runda 3.

Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Lopes: 1.61
Garcia: 2.28

 

Zakaz uczestnictwa w grze hazardowej dla osób poniżej 18 roku życia. Hazard stwarza wysokie ryzyko straty finansowej. Nadmierna gra niesie ze sobą potencjalne zagrożenie dla zdrowia.