Zaledwie rok temu był o krok od zakończenia kariery. Dziś jest mistrzem PFL, ma nowy dom, a przed nim największa walka życia. Alfie Davis nie tylko mówi o pieniądzach i pasie – mówi o pewności siebie, którą dał mu tytuł, oraz o „pęknięciach” w grze Usmana Nurmagomedova.

Alfie Davis w rozmowie z MMA Junkie Radio przyznał, że triumf w turnieju PFL zmienił wszystko – nie tylko jego status sportowy, ale też życie prywatne.

To było naprawdę life-changing. Ten ostatni rok, a właściwie dziesięć miesięcy od startu turnieju, całkowicie odmieniły moje życie. Mam nowy dom, a pas stoi pod nowym światłem w kuchni – i za każdym razem, gdy na niego patrzę, jestem dumny z tego, co osiągnąłem.

Brytyjczyk otwarcie mówi, że mistrzowski pas dodał mu nowego poziomu pewności siebie.

Myślę, że teraz jestem o jakieś 30 procent lepszy. Jako mistrz zaczynasz wierzyć, że masz coś w rodzaju ‘supermocy’. Techniki, które wcześniej czasem wahałeś się odpalić w walce, nagle wychodzą naturalnie. Wielkie zwycięstwo nad wielkim rywalem naprawdę cementuje to, kim jesteś jako zawodnik.

Teraz przed nim starcie z niepokonanym Usmanem Nurmagomedovem o niekwestionowany pas wagi lekkiej PFL (7 lutego, Dubaj). Davis uważnie przeanalizował dwie walki Nurmagomedova z Paulem Hughesem – i nie widzi w nich dominacji, o której mówią niektórzy.

Ludzie piszą, że Usman ‘zmiotł’ Hughesa w rewanżu. Moim zdaniem to nieprawda – obie walki były bardzo wyrównane. One pokazały rzeczy, które nigdy wcześniej nie były u niego odsłonięte, i uważam, że mogę to wykorzystać.

Brytyjczyk poszedł jeszcze dalej, wskazując na mentalną słabość rywala.

Najważniejsze, co pokazał Hughes, to to, że Usman pęka pod presją. Kiedy ogień jest na nim, zaczyna się chwiać. Przypomina mi kogoś, kto dostał wszystko w życiu – takiego ‘posh boya’. Ma umiejętności od wujka, ale gdy robi się naprawdę ciężko, mentalnie nie dowozi.

Davis nie zamierza być jednowymiarowy. Podkreśla, że mocno pracował nad zapasami – zarówno defensywnie, jak i ofensywnie.

Wszyscy zakładają, że będę tylko uderzał. A co jeśli to ja go położę i zacznę bić ground and pound, który już pokazywałem? Zobaczymy, jak wtedy zareaguje.

Zwycięstwo nad Gadzhi Rabadanovem w finale turnieju było dla Davisa czymś więcej niż sportowym sukcesem – to była linia ratunku.

Szczerze? Byłem blisko zakończenia kariery. Miałem 30 lat, żonę, dwoje dzieci i realne finansowe obawy. Gdybym przegrał z Collardem albo Primusem, prawdopodobnie szukałbym innej pracy. Teraz walczę, bo kocham ten sport – i to czyni mnie groźnym.

Brytyjczyk przyznaje też, że wraz z pasem pojawił się nowy ciężar.

Teraz mam cel na plecach. Kiedyś wygrana ze mną była po prostu dobrym skalpem – teraz to zwycięstwo nad mistrzem.

Na koniec Davis przyznał, że marzy mu się dzień, w którym jako mistrz pojawi się na Emirates Stadium Arsenalu – klubowi, którego kibicuje od dzieciństwa.

Zabrałem pas na kanał Arsenalu, byłem na stadionie… ale wyjść na murawę przed pełnymi trybunami? To byłoby coś wyjątkowego.

Zobacz takżeZ doskoku na szczyt? Różański pewny, że walka Chuzhigaevem może mu dużo dać

źródło: MMA Junkie Radio | foto: Getty Images