Anderson Silva nie ma pretensji do Dany White’a – nawet jeśli ich relacja w UFC bywała napięta. Były mistrz kategorii średniej otwarcie przyznaje, że nigdy nie brał krytyki szefa UFC personalnie. „The Spider” podkreśla, że w tej grze zawsze chodziło o jedno: biznes i liczby.

Anderson Silva przez lata dominował w kategorii średniej UFC i w szczytowym momencie kariery był uznawany za najlepszego zawodnika MMA na świecie. Jego relacje z Daną Whitem nie zawsze układały się idealnie – szef UFC publicznie krytykował niektóre występy Brazylijczyka, a samo pożegnanie Silvy z organizacją miało chłodny, pozbawiony sentymentów charakter. Mimo to legenda MMA dziś jasno stawia sprawę: nie ma między nimi żadnego „beefu”.

Podczas konferencji prasowej promującej walkę bokserską z Tyronem Woodleyem, do której dojdzie na karcie gali Jake Paul vs. Anthony Joshua, Silva podkreślił, że zawsze rozumiał logikę, jaką kieruje się White.

Wielu ludzi źle mówi o Danie, ale on jest biznesmenem. Utrzymał się w tym biznesie przez wiele, wiele lat. Trudno mówić o nim dobrze albo źle, bo tu chodzi wyłącznie o biznes. O liczby. A liczby nie kłamią. Jeśli nie robisz odpowiednich liczb, to dlaczego mam cię tu dalej trzymać? Dana jest Daną. Jest szefem.

Silva zaznaczył, że nigdy nie odbierał decyzji White’a jako osobistego ataku. Dla Brazylijczyka była to zawsze chłodna kalkulacja, typowa dla świata zawodowego sportu na najwyższym poziomie.

W rozmowie poruszono także temat prób White’a w świecie boksu. „The Spider” wyraźnie oddziela jednak realia MMA od realiów pięściarskich.

To inny sport. Nie lubię o tym mówić, bo ludzie myślą wtedy, że nie szanuję Dany albo kogoś obrażam. Ale boks jest innym sportem. To bardzo stara dyscyplina i wielu ludzi w tym świecie zasługuje na szacunek. Tu nie chodzi tylko o to, ile pieniędzy możesz wrzucić, żeby zestawić najlepsze walki. Chodzi o tradycję i respekt.

Dla Silvy boks to środowisko o zupełnie innej kulturze niż MMA – z własnymi zasadami, historią i hierarchią, których nie da się sprowadzić wyłącznie do finansowych kalkulacji.

Przypomnijmy, że pojedynek Andersona Silvy z Tyronem Woodleyem został zestawiony po tym, jak z karty gali wypadł Chris Weidman z powodu kontuzji. Brazylijczyk wraca tym samym do ringu bokserskiego, kontynuując swoją przygodę poza MMA, już po zakończeniu kariery w UFC.

Zobacz takżeDana White o Tsarukyanie: „Arman zna kulisy. Wie, dlaczego dziś nie jest w grze o pas”

źródło: MMAJunkie