Herb Dean zabrał głos w sprawie jednego z najbardziej drażliwych tematów w MMA. Doświadczony arbiter UFC wyjaśnił, dlaczego – mimo presji kibiców i medialnych burz – nie popiera automatycznego odejmowania punktów za faule. Jego zdaniem kluczowy jest czynnik ludzki i kontekst każdej sytuacji w klatce.

W ostatnich sezonach UFC kwestia fauli coraz częściej wraca na pierwszy plan. Palce w oczy, uderzenia w krocze czy łapanie się siatki wielokrotnie wpływały na przebieg i wynik pojedynków, budząc frustrację kibiców. Wielu z nich domaga się prostego rozwiązania: faul równa się automatyczna strata punktu. Herb Dean, jeden z najbardziej doświadczonych sędziów w MMA, uważa jednak, że takie podejście byłoby błędem.

Podczas występu w podcaście Love & War prowadzonym przez Dominicka Cruza, Dean wytłumaczył, dlaczego arbitrom musi pozostać margines uznaniowości.

Załóżmy, że mam rękę na twojej głowie i kontroluję ją – to jest całkowicie legalne. Tobie się to nie podoba, więc zaczynasz gwałtownie kręcić głową i nagle trafiasz okiem na palec. Tak naprawdę sam włożyłeś oko na palec, bo zamiast się cofnąć, zacząłeś rolować głowę i w pewnym momencie palec znalazł się blisko oka.

– wyjaśnił Dean, odnosząc się m.in. do pierwszej walki Jona Jonesa z Danielem Cormierem na UFC 182.

I właśnie dlatego nie możemy robić rzeczy automatycznie. Dlatego musi istnieć uznaniowość, nawet jeśli komuś to się nie podoba.

Dominick Cruz nie zgodził się z tą argumentacją i konsekwentnie podkreślał, że palce w oczy powinny zawsze skutkować odjęciem punktu. Dean odpowiedział kontrprzykładem, przenosząc dyskusję na grunt uderzeń w krocze.

Załóżmy, że twoim celem jest obalenie rywala. On kopie, stoi na jednej nodze i to idealny moment, żeby zmienić poziom i wejść w nogi. Wchodzisz w tempo, on kopie, a ty dostajesz w krocze. To twoja reakcja na jego akcję spowodowała faul. Czy w takiej sytuacji powinniśmy automatycznie odejmować punkt zawodnikowi, który kopał?

Cruz próbował rozróżniać faule, argumentując, że uderzenia w krocze są „mniej groźne”, bo zawodnicy mają ochraniacze. Dean stanowczo się z tym nie zgodził.

Kontuzja to kontuzja. Sędziowałem walkę, w której odjąłem zawodnikowi kilka punktów, a ten, który został kopnięty w krocze, trafił po walce do szpitala. Ochraniacz czy nie – to nadal jest uraz. Nikt z nas nie chce chodzić bez oka, ale nikt też nie chce chodzić bez jądra.

– podkreślił.

Dla mnie te faule nie różnią się aż tak bardzo, jak niektórzy chcą wierzyć.

Doświadczony arbiter odniósł się również do kwestii odpowiedzialności sędziów, która od lat budzi emocje. Kibice i media często pytają, czy arbitrzy powinni publicznie tłumaczyć kontrowersyjne decyzje albo ponosić konsekwencje w postaci odsunięcia od gal.

Według Deana system kontroli już istnieje – choć nie zawsze jest widoczny na zewnątrz.

Mamy swoich ludzi, z którymi rozmawiamy i którzy nas rozliczają. Jeśli coś nie ma sensu, ktoś zostanie posadzony na ławce i będzie musiał się temu przyjrzeć. To nie jest tak, że nikt za nic nie odpowiada.

W opinii Herba Deana MMA nigdy nie będzie sportem, w którym wszystko da się zamknąć w zero-jedynkowych regułach. Zbyt wiele sytuacji dzieje się w ułamku sekundy, a automatyzm mógłby prowadzić do jeszcze większych kontrowersji niż te, które już dziś rozpalają fanów.

Zobacz takżeArtur Ostaszewski bez cenzury. „Różal”, KSW i kulisy decyzji, o których rzadko mówi się głośno [Q&A]

źródło: Love & War Podcast (Dominick Cruz) | foto: Getty Images