Błachowicz czy Adesanya? – wielkie typowanie gali UFC 259 i kursy na wszystkie walki

522

W najbliższą sobotę kolejna historyczna dla polskiego MMA walka! Jan Błachowicz stanie do pierwszej obrony mistrzowskiego pasa, a jego rywalem będzie champion dywizji średniej – Israel Adesanya. Zapraszamy na typowanie i przegląd kursów od niezawodnej Fortuny. Tym razem omówiliśmy dla Was całą kartę wstępną i główną oraz podaliśmy typy na kartę przedwstępną.

Zgarnij BONUS od Fortuny dla fanów MMA: Zakład bez ryzyka w wysokości do 210 zł oraz bonus od depozytu do 2000 złotych!

Jan Błachowicz vs. Israel Adesanya

Grzegorz: W main evencie gali UFC 259 dojdzie do historycznej walki z udziałem polskiego zawodnika, który broniąc swojego pasa skrzyżuje rękawice z innym, aktualnie urzędującym mistrzem – niższej kategorii wagowej. Wprawdzie Israel Adesanya jest niepokonany i nie znamy jego sufitu, to jednak przez pryzmat poprzednich walk dla organizacji UFC możemy kilka luk wyłapać.
W historycznej dla polskiego MMA walce (po raz pierwszy Polak stoczy pojedynek w main evencie numerowanej gali UFC), Jan Błachowicz podejmie niepokonanego Nigeryjczyka w pierwszej obronie pasa kategorii półciężkiej.
Progres, jakiego dokonał Błachowicz na przestrzeni ostatnich lat jest dostrzegalny gołym okiem. Przede wszystkim, zawodnik trenujący w WCA Fight Team nabrał pewności w siebie i swoje umiejętności, co przekłada się na świetne występy w klatce organizacji UFC. Polak nigdy nie słynął z szybkości, ale zawsze nadrabiał jej brak doskonałym timingiem w wyprowadzanych uderzeniach i kontrach. Polak lubi wyprowadzać kombinacje kickbokserskie złożone z dwóch ciosów i kopnięcia – na tułów bądź na głowę rywala. Takimi kombinacjami notował mnóstwo sukcesów w przeszłości, m.in. z Lukiem Rockholdem, którego posłał na deski równo z gongiem oznajmiającym zakończenie pierwszej rundy oraz w ostatnim starciu z Dominickiem Reyesem, natomiast tam kopał nieco niżej, bo w korpus przeciwnika, któremu połamał żebra i w zasadzie już wtedy znacznie przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Mistrz poprawił także kondycję, która była dawniej główną przyczyną jego porażek, podobnie jak defensywne zapasy, które w tej walce nie będą miały w ogóle zastosowania, gdyż Adesanya w ciągu swoich 9 walk stoczonych dla UFC nie spróbował obalenia ani razu. Tym bardziej nie zrobi tego w klatce z Janem Błachowiczem, który zdecydowanie będzie górował siłą fizyczną nad swoim oponentem. Po stronie polskiego reprezentanta będzie także klincz, choć Israel często jest nieuchwytny i trudny do zamknięcia na siatce, gdy czempion dywizji półciężkiej zdoła doprowadzić do uchwytu, na jego rozerwanie na 100% zostanie potraktowany potężnym lewym sierpowym. Błachowicz zawsze używa uderzeń do zrywania klinczu, w walce z Rockholdem w ten właśnie sposób zakończył zresztą pojedynek. Jeśli stójka nie będzie układała się po myśli Polaka, zawsze może poszukać parteru. Oczywiście, w kategorii średniej, Adesanya był w stanie wybronić niemalże wszystkie próby obaleń jego dotychczasowych rywali, bądź szybko powrócić do stójki, lecz z tak silnym zawodnikiem nie miał jeszcze okazji skonfrontować swoich zapasów defensywnych.
Israel Adesanya to wyłącznie genialny stójkowicz, który swoją grę opiera głównie na zmyłkach i markowaniu ciosów, ale także świetnemu wyczuciu oraz dobrych kontrach jak i kopnięciach. Prawie każda walka Nigeryjczyka rozpoczyna się od niskiego kopnięcia, niewykluczone zatem, że i tym razem w ten sposób zacznie potyczkę o drugi pas mistrzowski UFC. Warto jednak zauważyć, że Jan Błachowicz doskonale potrafi blokować lowkicki swoich rywali, albo wykorzystać je do kontry. Po jednym ze zblokowanych niskich kopnięć, Dominick Reyes przestał je w ogóle wyprowadzać, a Corey Anderson przyjął potężną bombę w odpowiedzi na lowkicka i poszedł spać. Adesanya oczywiście nie wystawi się tak łatwo na skontrowanie, ale gdy Polak zdoła zablokować lowkicka, może go skutecznie zniechęcić do kontynuowania planu okopania wykrocznej nogi mistrza. „The Last Stylebender” ma tendencje do minimalizacji ryzyka i wygrywania walki najmniejszym nakładem sił, jak to było w starciu z Yoelem Romero. Gdy zainkasował potężne uderzenie od Kubańczyka, zaczął walczyć niezwykle zachowawczo, jawnie wręcz uciekając od przeciwnika, swoją grę opierając niemalże wyłącznie na niskich kopnięciach. Niewykluczone zatem, że mieszkający i trenujący w Nowej Zelandii mistrz kategorii średniej po „zasmakowaniu” legendarnej polskiej siły, obierze podobną strategię. Schody zaczną się dopiero wtedy, gdy zda sobie także sprawę, że Polak świetnie blokuje lowkicki.
Sporym atutem Israela będzie oczywiście szybkość i praca na nogach. Rzeczą wartą odnotowania jest jednak różnica zasięgu, otóż nad ostatnimi trzema rywalami: Paulo Costą, Yoelem Romero i Robem Whittakerem, Adesanya posiadał około 20 cm przewagi. W walce z Błachowiczem będzie to zaledwie 5 cm. To wiele zmienia, gdyż „Izzy” nie będzie w stanie utrzymywać aż tak dużego dystansu. Sporym problemem Adesanyi są także czytelne odchylenia do tyłu po ciosie prostym (lub jego próbie podjętej przez rywala). Wówczas idealnie wystawia się na kontrę headkickiem połączonym z uprzednio wyprowadzonym ciosem bądź kombinacją ciosów. W ten sposób był w stanie mocno nim zachwiać Kelvin Gastelum, który także jest niezwykle małym zawodnikiem, a szybkim skracaniem dystansu i brakiem respektu do możliwych kontr Israela notował naprawdę sporo sukcesów i bez wątpienia, był najbliższy pokonania Nigeryjczyka. W odpowiedzi na liczne obalenia ze strony Gasteluma, Adesanya wybraniał próby, bądź szybko wstawał. W jednym momencie bardzo mi natomiast zaimponował, błyskawicznie szukając duszenia trójkątnego nogami. Potwierdziło to, że zawodnik urodzony w Lagos stale się rozwija i mocno szlifuje swoje jiujitsu. Nie widzę jednak ani procenta szans, że zawodnik z Nigerii zdoła poddać czy nawet zagrozić jakąkolwiek próbą poddania Błachowiczowi.
Istotną rzeczą jest również waga. „The Last Stylebender” w celu zachowania mobilności i zwinności, nie miał zamiaru nabierać dodatkowych kilogramów. W klatce chce ważyć około 89 kg, co Janowi daje mniej więcej 10 kg przewagi. Może to mieć naprawdę kolosalne znaczenie zwłaszcza w obszarze klinczersko-zapaśniczym. Zapewne impakt uderzeń także będzie bardziej odczuwalny dla Nigeryjczyka aniżeli dla Polaka. Adesanya owszem może trafiać wieloma ciosami, a nawet kontrami, ale czy będzie nimi w stanie powalić Polaka? Trudno rzec, nie ulega natomiast żadnej wątpliwości, że siła ciosu będzie zdecydowanie po stronie Jana. Polskiemu mistrzowi wystarczy jedno celne, precyzyjne uderzenie, które pozwoli mu skończyć walkę. Adesanya może zatem wykonać 10 dobrych akcji, a Jan odpowiadając jedną – skończyć pojedynek.
Podsumowując, plan na walkę Adesanyi nie będzie zbyt skomplikowany i raczej niewiele będzie się różnił od poprzednich potyczek Nigeryjczyka. „The Last Stylebender” szybko zajmie środek oktagonu i zacznie od kopnięć, Polak zapewne początkowe akcje „odda” rywalowi, aby go wyczuć i opracować w tym czasie w głowie idealny plan. Jan jest bowiem slowstarterem i potrzebuje zainkasować kilka uderzeń, aby się obudzić i złapać odpowiedni rytm walki. Kluczem do zwycięstwa w tej walce będzie blokowanie niskich kopnięć, a zatem wyłączenie jednego z największych atutów Adesanyi. Jan sam powinien spróbować okopywania nóg przeciwnika, ale także szukać middlekicków pod zebra. Jako ciekawostkę warto dodać, że identyczne kopnięcia (a w zasadzie nawet całe kombinacje), jakimi potraktował Reyesa Jan, użył na Adesanyi w ostatniej walce Paulo Costa, który – owszem, jest szybszy od polskiego mistrza, dysponuje natomiast znacznie gorszymi warunkami fizycznymi. Warto, aby Polak przyzwyczaił Nigeryjczyka do tego typu kombinacji, zakończonej kopnięciem na korpus i po kilku próbach wystrzelił wysokim kopnięciem celowanym w głowę. Niewykluczone, że w tym momencie Adesanya odchyli głowę i… wizualizacja i predykcja Janka okaże się w pełni celna. W razie niepowodzeń, Polak powinien także poszukać klinczu i parteru. Choćby dlatego, żeby przyzwyczaić Adesanyę do bycia gotowym na zejścia do nóg. W tej płaszczyźnie akurat nie jest w stanie zbyt wiele zaoferować, zwykle w kontrze próbując gilotyny bądź wspomnianego już duszenia trójkątnego nogami. Jeśli Jan przyzwyczai Adesanyę do prób obaleń, ten nie będzie tak pewny siebie na nogach. Nigeryjczyk dał bezbłędne występy naprzeciwko Whittakera i Costy, wiedząc, że ci nie będą chcieli go obalać. Mając natomiast świadomość wiszącego w powietrzu zagrożenia zejściem do parteru w potyczkach z Romero i Gastelumem, walki wyglądały zdecydowanie gorzej.
Głównym planem walki Jana nie będzie raczej szukanie parteru za wszelką cenę od pierwszych sekund po rozpoczęciu pojedynku, jednak nie wykluczam, że będzie w późniejszym etapie walki próbował tego typu rozwiązań. Bs, jeśli już znajdzie i ustabilizuje pozycję („zabetonuje” rywala niczym Nikitę Krylova, który przecież też jest bardzo ruchliwy w tej płaszczyźnie i zwykle szybko wstaje, a spod Błachowicza nie dał rady), to całkiem możliwy jest scenariusz wedle którego polski mistrz poddaje Nigeryjczyka bądź ubija go ciosami z góry. Ja jednak za bardziej prawdopodobny scenariusz uważam nokaut po uprzednim osłabieniu mobilności kopnięciami na różnych płaszczyznach, wysokim kopnięciem bądź sierpowym na rozerwanie klinczu. Nie sposób także wykluczyć możliwość, wedle której Israel padnie na deski po ciosie na korpus.
Dla Jana nie będzie to łatwa przeprawa, ale ma on zdecydowanie więcej atutów w tym pojedynku niż jego rywal. Ciężko mi sobie wyobrazić Polaka wygrywającego na pełnym dystansie, ten raczej należeć będzie do Nigeryjczyka, ale Błachowicz ma spore szanse na zadanie pierwszej porażki Adesanyi właśnie przed czasem. Mój typ: Jan Błachowicz przez KO w drugiej rundzie.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Błachowicz: 2.69
Adesanya: 1.41

Amanda Nunes vs. Megan Anderson

Filip: Amanda Nunes podczas gali UFC 259 będzie bronić swojego mistrzowskiego tytułu w kategorii piórkowej. Na miano pretendentki w tej niezbyt rozbudowanej dywizji wagowej zasłużyła sobie Megan Anderson. Nie ujmując nic zawodniczce z Australii, to jednak przynajmniej dwa poziomy sportowe niżej stoją jej umiejętności niż te, które posiada mistrzyni. Oczywiście, w myśl oklepanej już teorii, że to jest MMA i wszystko może się tutaj zdarzyć, daje jakieś minimalne szanse Anderson, która na pewno dysponuje mocnym ciosem. Dobrze wygląda stójkowo w ofensywie, natomiast defensywa już nie jest tak dobra i śmiem twierdzić, że jest mocno dziurawa, gdy ktoś wywiera na nią presję. Umówmy się: presję, tempo i styl tego pojedynku będzie narzucać Amanda i to ona zdecyduje tak naprawdę, jak ta walka się zakończy. I tutaj pojawia się problem, bo wskazanie kto wygra walkę jest oczywiste, ale w jaki sposób to już jest zagadka. Biorę pod uwagę szybkie skończenie przez nokaut, gdy Megan ugina się pod presją Nunes, ale nie wykluczam scenariusza, gdy mistrzyni będzie prowadzić pojedynek w sposób wyrachowany i na pełnym dystansie zdemoluje swoją rywalkę. Nie zapominam również o poddaniu, bo Amanda Nunes jest zawodniczką, której żadna płaszczyzna niestraszna. Natomiast szansy na zwycięstwo z Brazylijką fani oraz zapewne sama Megan upatrują w mocnym nokautującym ciosie Australijki. Anderson będzie chciała szybko zaatakować swoją rywalkę, czego Amanda Nunes nie wybaczy i wykorzysta dziurawą defensywę pretendentki. Mój typ: Amanda Nunes przez KO/TKO najpóźniej do 2 rundy.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Nunes: 1.07
Anderson: 6.83

Petr Yan vs. Aljamain Sterling

Grzegorz: Petr Yan w pierwszej obronie mistrzowskiego pasa kategorii koguciej podejmie Aljamaina Sterlinga, znajdującego się ostatnio w bardzo przyzwoitej formie. W zasadzie obaj zawodnicy prezentują nieco odmienne style, natomiast nie byłoby absolutnie grzechem obu określić mianem przekrojowych zawodników MMA, w szczególności pretendenta. Przed Rosjaninem stoi naprawdę niełatwe zadanie, a z pewnością na papierze będzie to najtrudniejsza walka w karierze dla mistrza.
Petr Yan to przede wszystkim doskonały stójkowicz. Nie jest to jednak tak dominujący mistrz, jakby się wydawało – nie tylko ze względu na dotychczasowy brak obron pasa, ale częste oddawanie rund i przegrywanie wielu akcji z zawodnikami zdecydowanie niższej klasy. Jeśli Rosjanin popełni choć drobny błąd w potyczce z Jamajczykiem, ten z pewnością zdoła to wykorzystać i kto wie, czy nie skończy walki. Yan w stójce może się pochwalić świetnymi kombinacjami bokserskimi. Sprawnie miesza uderzenia na tułów z tymi na głowę, coraz częściej też używa kopnięć i notuje nimi sukcesy – był w stanie znokautować Urijaha Fabera perfekcyjnym headkickiem. Mistrz rozwinął się także w płaszczyźnie zapaśniczej, choć nadal radzi sobie w niej słabiej niż w swojej wiodącej – nie daje się tak łatwo sprowadzać, a zdarza mu się samemu szukać obaleń (jak chociażby po przechwyceniu nogi José Aldo, po próbie middlekicka). W parterze dobrze kontroluje pozycje i jest aktywny w obszarze uderzeń. Czasami natomiast brakuje mu aktywności w stójce i zdarza mu się oddawać pole, co przy zawodniku nieustannie wymierającym presję, jakim niewątpliwie jest Sterling, może mistrzowi sprawić sporo kłopotów.
Aljamain Sterling słynie z bardzo dobrych zapasów ofensywnych oraz kreatywnego parteru. Jest niebywale skuteczny przy szukaniu prób poddań i bardzo konsekwentny (co potwierdza ostatnia walka z Corym Sandhagenem, gdy błyskawicznie zajął plecy Amerykanina, od razu poszukał duszenia i krok po kroku je dopisał, aż w końcu zmusił oponenta do odklepania). W płaszczyźnie stójkowej, Jamajczyk także nie jest gapą. Pretendent będzie górował nad mistrzem warunkami fizycznymi, w swoich pojedynkach zwykle jest nieuchwytny i trudny do trafienia. Sam bardzo często odwołuje się do ciosów prostych i kopnięć na tułów, które mają za zadanie utrzymywać przeciwnika w dystansie. Prawdopodobnie, Sterling zacznie od okopywania wykrocznej nogi Yana, aby osłabić ruchliwość mistrza.
Kondycyjnie zdecydowanie lepiej stoi Petr, który mimo drobnych kryzysów, zwykle podkręca tempo w końcowych etapach pojedynków. Szans Aljamaina upatruję głównie w pierwszych dwóch rundach potyczki mistrzowskiej, jeśli nie zdoła w tym czasie skończyć walki, na dalszym etapie pojedynku mogą się u niego pojawić widoczne oznaki zmęczenia.
Podsumowując, Sterling zacznie agresywnie w stójce, mieszając płaszczyzny często wyprowadzanych kopnięć, zaprzęgając do działania także ciosy proste. Yan to typ slowstartera, który początki rund wykorzystuje na „zbadanie” rywala, co pozostawia dość szeroko uchylone okienko dla Jamajczyka do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Zanim Rosjanin zdoła złapać odpowiedni rytm, Aljamain powinien zasypać go uderzeniami, przeplatając je z szukaniem klinczu i zejścia do parteru. Przeczuwam, że dokładnie taki plan na początek walki będzie miał sztab Jamajczyka.
Pretendent powinien być świadomy, że na dłuższą metę ciężko będzie doprowadzić walkę do zwycięstwa tylko w stójce. To też karze mi faworyzować Petra Yana, lecz naprawdę nieznacznie. Wydaje się, że dobre łączenie technik bokserskich z nożnymi w połączeniu z dobrymi zapasami i kondycją pozwolą dowieźć mu walkę do decyzji, jednogłośnie ją wygrywając. Kompletnie natomiast nie można skreślać pretendenta, który ma po swojej stronie wiele atutów, dzięki którym może sprawić niespodziankę, lecz jeśli miałby wygrać to najpewniej przez poddanie w rundach 1-2. Im dłużej walka potrwa, tym bliżej zwycięstwa i obrony pasa będzie Rosjanin. Mój typ: Petr Yan przez decyzję sędziów.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Yan: 1.82
Sterling: 1.88

Drew Dober vs. Islam Makhachev

Filip: To starcie, które stylistycznie zapowiada się jako pojedynek stójki z grapplingiem. O ile płaszczyzna stójkowa to poletko Dobera, który ma mocny cios i jest w stanie zagrozić zawodnikowi z Dagestanu, to zapasy i parter z naciskiem na kontrolę, to już królestwo Islama. Warto zwrócić uwagę na to, że mniejsza przepaść umiejętności jest między tymi zawodnikami w stójce, bo w zapaśniczo-parterowej kotłowaninie wyraźnym faworytem jest i będzie Makhachev.
Dober średnio radzi sobie z zapaśnikami i będzie od samego początku szukał skończenia po ciosach, nim walka trafi do parteru, a ręce Amerykanina się spompują w szarpaninach z Islamem i stracą zdolność nokautowania. Oczywiście, namaszczony przez Khabiba „Future Champ” musi być czujny, aby przypadkiem od początku walki nie wyłapać jakiego mocnego ciosu od rywala. Sądzę, że bardzo szybko zobaczymy obalenie, z którym problemu nie będzie mieć Islam Makhachev i tak w każdej z trzech rund będzie zapewniał sobie wygraną na kartach punktowych sędziów. Nie wykluczam równie poddania, bo to jest zmora Drew Dobera, ale bliżej mi jednak do wskazania zwycięstwa Islama Makhacheva przed decyzję, po dominującym występie. Mój Typ: Islam Makhachev przez decyzję.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Dober: 4.04
Makhachev: 1.20

Aleksandar Rakic vs. Thiago Santos

Grzegorz: Pojedynek pomiędzy Thiago Santosem a Aleksandarem Rakiciem zapowiada się naprawdę wybornie. Obaj zawodnicy przede wszystkim lubują się w grze stójkowej, gdzie także mają wspólny mianownik w postaci potężnych niskich kopnięć, którymi bardzo często traktują rywali.
Thiago Santos ostatnich dwóch lat nie zaliczy do udanych w swojej sportowej przygodzie. Przegrał niejednogłośną decyzją z Jonem Jonesem, przypłacając starcie z ówczesnym mistrzem niesamowicie poważną kontuzją, która powstrzymała go od startów na aż 16 miesięcy. Po powrocie, zmierzył się ze swoim rodakiem – Gloverem Teixeirą i odklepał duszenie zza pleców w trzeciej rundzie. Walka z Gloverem pokazała, że „Marreta” nie wrócił lepszy i już raczej nigdy nie wróci. Brazylijczyk oczywiście nadal dysponuje mocnym ciosem, ale to jeden z niewielu atutów, który przy nim pozostał. Wprawdzie nigdy nie słynął z kapitalnych zapasów defensywnych, ale po przerwie wyglądał, jakby zupełnie o nich zapomniał. Santos, jak już wspomniałem – lubi traktować rywali niskimi kopnięciami, choć czy będzie ich nadal tak ochoczo używał po kontuzji? Wątpliwe, gdyż w walce z Teixeirą użył ich zaledwie… dwa razy, gdzie w pojedynku z Jonesem podjął aż 53 próby lowkicków. Dla Thiago, niskie kopnięcia to jeden z niewielu sposobów na zwycięstwo z Aleksandarem Rakiciem, co pokazała walka serbskiego Austriaka z Volkanem Özdemirem. Rakić ma problemy z obroną lowkicków, do tego wytrzymałość jego nóg na tego typu ciosy jest co najmniej wątpliwa. W pojedynku z Volkanem, wykroczną noga Aleksandara dość szybko mocno spuchła, po czym jego mobilność została znacznie ograniczona.
Wywołany już do tablicy Aleksandar Rakic to przede wszystkim stójkowicz, ale w zasadzie śmiało można go już nazwać przekrojowym zawodnikiem, co pokazał w ostatnim pojedynku naprzeciwko Anthony’ego Smitha, którego totalnie zdominował w parterze. O ile Rakic niespecjalnie broni niskich kopnięć, o tyle sam doskonale nimi włada. Serb kopie na tyle mocno, że jest w stanie podcinać rywali, po jednym z jego kopnięć – Smith został ścięty niczym drzewo przez drwala. Rakic lubuje się w kombinacjach kickbokserskich, najczęściej składających się z ciosów prostych, które kończy wysokim kopnięciem. Tego typu akcją zaskoczył Jimiego Manuwę, potwornie ciężko go nokautując w raptem 42 sekundy. Rakic ma kilka dróg do zwycięstwa, m.in. może użyć swoich zapasów (i zapewne z tego skorzysta bardzo szybko, gdyż Brazylijczyk nie stanowi z pleców żadnego zagrożenia) lub także okopać mocno wykroczną nogę Santosa, co w obliczu nie tak dawnej, ciężkiej kontuzji kolan, może mocno zmniejszyć mobilność „Marrety”.
Podsumowując, jako faworyta w tym pojedynku upatruję Aleksandara Rakicia. Owszem, Santosa nie można lekceważyć, gdyż wystarczy mu jeden cios, aby skończyć pojedynek, natomiast zdecydowanie więcej atutów do klatki w sobotę wniesie Serb, który w mojej wizualizacji dość szybko sprowadzi Santosa do parteru i tam będzie go ostrzeliwał krótkimi ciosami, zmieniając co jakiś czas pozycję, aby sędzia nie podniósł walki do stójki. Dobra kontrola i zapasy ofensywne pozwolą Rakiciowi zwyciężyć trzy rundy na kartach sędziowskich. Mój typ: Aleksandar Rakic przez decyzję sędziów

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Rakic: 1.65
Santos: 2.11

Dominick Cruz vs. Casey Kenney

Michał: Po prawie roku rozbratu z klatką oraz po nieudanej próbie wejścia powrotu na szczyt, ponownie zobaczymy w akcji Dominicka Cruza. Były już czempion zmierzy się z Caseyem Kenneyem. Pojedynek obu panów będzie zwieńczeniem prelimsów nadchodzącej gali UFC 259.
W swoim ostatnim pojedynku „Dominator” poległ sromotnie z innym wielkim (duchem, nie ciałem) zawodnikiem, Henrym Cejudo. Olimpijczyk i mistrz dwóch kategorii potrzebował niespełna 1o minut na ogranie Cruza.
Amerykanin nie wyglądał w tym pojedynku dobrze, był zdecydowanie wolniejszy od Cejudo, odstawał też mocno siłowo.
Kenney z kolei, to zawodnik, który od momentu debiutu w UFC, radzi sobie świetnie. Z sześciu walk, tylko raz został pokonany, posiada serię trzech wygranych z rzędu. W swoim ostatnim pojedynku z Nathanielem Woodem zaprezentował kawał mocnej stójki, wchodził w szalone wymiany, które zazwyczaj kończył niskim kopnięciem. Kenney przez cały czas idzie do przodu, wywierając presję na przeciwniku.
Jak może wyglądać pojedynek tych zawodników?  Z pewnością młodszy z nich będzie wywierać presję, bez większych skrupułów wchodzić w wymiany. „Dominator” z kolei, jeśli będzie w stanie choć w połowie tak pracować na nogach, jak za czasów swojej świetności, nie powinien dać się zamykać na siatce Kenneyowi. Cruz to świetny bokser z dobrym timingiem i jeśli jego aktualna forma pozwoli mu na kwadrans solidnej pracy na nogach, to powinien pokonać Kenneya, pewnie go wypunktowując na dystansie 3 rund. Kenney, aby wygrać, musiałby swoją presją zamęczyć byłego mistrza UFC. Myślę jednak, że zmotywowany i głodny wallki stary wilk pokaże jeszcze kły. Mój typ: Dominick Cruz, decyzja.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Cruz: 2.16
Kenney: 1.62

Song Yadong vs. Kyler Phillips

Jacek: Wielki talent z Dalekiego Wschodu, niepokonany 23-latek występujący w kategorii koguciej, Song Yadong, podejmie podczas UFC 259 Amerykanina, Kylera Philipsa. Reprezentant Chin jest zdecydowanie faworytem tego nieco nierównego, w moim mniemaniu, starcia. Philips nie stoczył dotychczas nawet 10 zawodowych walk, a już dostaje w trzecim występie dla UFC jednego z najlepszych zawodników swojej kategorii na świecie. Szacunek dla Philipsa za podjęcie wyzwania, ale prawdopodobnie będzie to dla niego długa i nieprzyjemna noc… Choć Philips nie był dotychczas nigdy skończony w oktagonie i jak na swoją niepozorną budowę prezentuj,e bardzo wysoka wytrzymałość na obrażenia, Song jest idealnym kandydatem, aby być pierwszym, który zafunduje mu porażkę przed czasem. Chińczyk jest zawodnikiem kompletnym: nokautuje, poddaje, dominuje na dystansie. Philips to raczej typ zręcznego parterowca z bardzo dobra kontrolą na macie i groźnym ground and pound, którym kończył kilku swych poprzednich rywali. Pomimo tego, ze to świetnie zapowiadający się zawodnik, nie widzę płaszczyzny w której mógłby na ten moment zagrozić w nadchodzącej walce fenomenalnemu Songowi. Stawiam na twarde stójkowe szranki w pierwszej rundzie, ale im dalej w las, tym ciężej, moim zdaniem, będzie znosił je Philips. Jeśli nie uda mu się wcześniej zaskoczyć Songa np. ekwilibrystyczną próbą poddania, to w drugiej i trzeciej rundziez na zmęczeniuz trafiony ciosem, może z kolei sam dać się złapać. Mój typ: Song Yadong przez poddanie, Runda 3.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Yadong: 1.60
Phillips: 2.19

Joseph Benavidez vs. Askar Askarov

Michał: Młodość kontra doświadczenie. Joseph Benavidez to prawdziwy weteran UFC. W najbliższym pojedynku zmierzy się z byłym mistrzem ACB, niepokonanym Rosjaninem, Askarem Askarovem.
Benavidez swoje dwie ostatnie walki przegrał. Co ciekawe, obie porażki odniósł z rąk tego samego zawodnika: Deivesona Figueiredo, który najpierw go znokautował,  a w następnie poddał. Z kolei Askarov w swojej karierze nie zaznał do tej pory goryczy porażki. W ostatnim występie zdominował na pełnym dystansie Alexandra Pantoję. Jak dotąd, tylko trzem zawodnikom udało się dotrwać do decyzji z Askarovem.
Rosjanin znaczą część swoich zwycięstw odniósł poprzez poddania. W tym elemencie walki powinien mieć znaczą przewagę nad Benavidezem. Posiada też nienaganne zapasy oraz przyzwoitą stójkę.
Benavidez z kolei, to bardzo przekrojowy zawodnik. Każda z jego płaszczyzn stoi na wysokim poziomie. Jednak wytrzymałość na ciosy wynikająca z ilości walk oraz wiek nie pomagają Benavidezowi.
Myślę, że Amerykanin będzie chciał utrzymać walkę na nogach, jednak to Askarov będzie decydować, w której z płaszczyzn rozegra się starcie. Rosjanin powinien wywierać presję, być szybszy w stójce i jeśli poczuje zagrożenie, będzie szedł w nogi obalając Amerykanina.
Uważam, że pojedynek ten wygra Askarov, być może podda nawet reprezentanta „Team Alpha Male”… Mój typ: Askarov poddanie, 3 runda.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Benavidez: 2.07
Askarov: 1.67

Rogerio Bontorin vs. Kai Kara-France

Jacek: Ciekawie zapowiadająca się walka w limicie kategorii muszej mężczyzn, choćby ze względu na to, że zawodnicy współdzielą w rankingu tej dywizji ósme miejsce, co raczej nie jest codzienną sytuacją. Kara-France ma nieco gorzej wyglądający bilans walk (21-9) niż jego rywal (16-2), nie mniej jednak, posiada on większe doświadczenie w walkach w największej organizacji świata, stąd traktuję go w tym wyrównanym pojedynku jako nieznacznego faworyta. Zawodnicy spotkają się w klatce po porażkach, choć to Nowozelandczyk zaliczył swoją w bardziej dramatycznym stylu, odklepując ciasne duszenie Brandona Royvala, po bardzo emocjonującej i wyrównanej pierwszej rundzie.
Bontorin, zgodnie ze swoim brazylijskim pochodzeniem, praktykuje w klatce bardzo solidny parter, na który łapało się dotychczas aż 7 jego rywali. Kara-France to typowy stójkowicz z niezłymi zapasami, który większość ostatnich pojedynków zwyciężał punktując swoich rywali na pełnym dystansie. Choć ma papiery na to, by swoich rywali nokautować, zazwyczaj czynił to w starciu z przeciwnikami nieco mniejszej klasy, aniżeli czołówka UFC, o którą aktualnie walczy. W tym pojedynku obstawiam podobny scenariusz i kolejne UD w wykonaniu Kara-France. Nie sądzę jednak, by w tak wyrównanym na papierze zestawieniu, zdominował on swojego rywala w każdej z rund, dlatego myślę, że na kartach punktowych ujrzymy raczej 29-28, aniżeli np. 30-26 czy 30-27. Mój typ: Kai Kara-France przez decyzję sędziowską.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Bontorin: 2.11
Kai Kara-France: 1.65

Amanda Lemos vs. Livia Renata Souza

Filip: Kartę wstępną sobotniej gali rozpoczniemy do starcia w kategorii słomkowej, a rękawice skrzyżują dwie zawodniczki pochodzące z Brazylii. Z jednej strony Livia Renata Souza, była mistrzyni organizacji Invicta FC, posiadająca czarny pas w BJJ, a w przeciwnym narożniku: Amanda Lemos, która jest typową strikerką. Będzie to walka dwóch odmiennych stylów, w której każda z pań będzie chciała narzucić swoją grę. Lemos dość intensywnie pracuje w obszarze bokserskim i w tej płaszczyźnie jest w stanie mocno zagrozić Souzie, więc jej rodaczka powinna szukać klinczu, obaleń i potyczki parterowej. Bazując na stylach, jakie prezentują zawodniczki z kraju Kawy, stwierdzam, że to starcie potrwa pełne 15 minut, a o werdykcie zdecydują sędziowie. Mam wrażenie, że efektywnego grapplingu ze strony byłej mistrzyni Invicty będzie więcej, niż stójkowych zapędów Amandy Lemos i to zaważy na końcowym werdykcie pod warunkiem, że Livia Renata Souza zachowa ostrożność w stójce, bo tam swojej rywalki nie można lekceważyć. Mój typ: Livia Renata Souza decyzją sędziów.

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Lemos: 1.45
Souza: 2.55

Tim Elliot vs. Jordan Espinosa

Typujący Elliota: Filip, Jacek, Grzegorz, Michał
Typujący Espinosę:

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Elliot: 1.85
Espinosa: 1.85

Kennedy Nzechukwu vs. Carlos Ulberg

Typujący Nzechukwu: Jacek, Michał
Typujący Ulberga: Filip, Grzegorz

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Nzechukwu: 2.73
Ulberg: 1.40

Sean Brady vs. Jake Matthews

Typujący Brady’ego: Filip, Jacek, Grzegorz, Michał
Typujący Matthewsa:

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Brady: 1.45
Matthews: 2.55

Uros Medic vs. Aalon Cruz

Typujący Medica: Filip, Jacek, Grzegorz, Michał
Typujący Cruza:

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Medic: 1.55
Cruz: 2.29

Trevin Jones vs. Mario Bautista

Typujący Jonesa:
Typujący Bautistę: Filip, Jacek, Grzegorz, Michał

Tymczasem kursy na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Jones: 2.73
Bautista: 1.40

Chcesz obstawiać gale UFC, KSW, FEN czy Oktagon MMA? Zajrzyj koniecznie TUTAJ lub kliknij w banner poniżej.