Piotr Kuberski po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najbardziej niebezpiecznych zawodników w całym KSW. Tymczasowy mistrz kategorii średniej brutalnie znokautował Michała Michalskiego już w pierwszej rundzie gali XTB KSW 118 w Kaliszu, broniąc swojego pasa. Po walce przyznał jednak, że był to dla niego jeden z najtrudniejszych pojedynków w karierze – nie tylko sportowo, ale przede wszystkim mentalnie. „Qbear” zdradził również, że kilka dni przed walką zmagał się z rotawirusem i wysoką gorączką. Jakby tego było mało, przed samą galą doszło też do głośnej sytuacji związanej z nieobecnością Andrzeja Kościelskiego w jego narożniku.

Piotr Kuberski potrzebował zaledwie nieco ponad dwóch minut, by ciężko znokautować Michała Michalskiego lewym prostym. Cios momentalnie odciął rywala, a chwilę później sędzia przerwał pojedynek.

„Ten lewy kruszy mury”

Piotr Kuberski przyznał po walce, że sam do końca nie pamięta momentu wyprowadzenia decydującego ciosu.

Ten lewy… ja nawet nie wiem, kiedy go uderzyłem. Po prostu intuicyjnie. Michał mocno się na mnie wpychał, a ja tylko wyprostowałem rękę. Siadło idealnie.

Kuberski zdradził również, że od początku chciał mocno pracować na nogach i nie pozwolić rywalowi wejść w swoje tempo.

Założenie taktyczne było takie, żeby być bardziej mobilnym i dynamicznym. Chciałem nie dać Michałowi się rozkręcić.

„Qbear” był też zadowolony z tego, że walka zakończyła się praktycznie po jednym czystym trafieniu.

Cieszę się, że ten lewy kruszący mury skończył tę walkę i że dużych obrażeń raczej nie było.

„39 stopni gorączki i rotawirus”

Tymczasowy mistrz KSW ujawnił również, że w tygodniu walki zmagał się z ogromnymi problemami zdrowotnymi.

W środę miałem 39 stopni gorączki. Przyplątał się rotawirus. Półtora dnia spędziłem praktycznie bez ruchu. Bolały mnie oczy, stawy i co chwilę siedziałem w łazience.

Kuberski przyznał, że sytuacja była bardzo poważna.

To było naprawdę bardzo nieciekawie. Jeszcze jakaś bakteria się przyplątała, CRP miałem podwyższone i ogólnie nie czułem się dobrze.

Mimo wszystko zawodnik ani przez moment nie myślał o wycofaniu się z pojedynku.

„Już nigdy więcej nie wezmę takiej walki”

Największym problemem okazała się jednak sama walka z Michałem Michalskim, z którym Kuberski prywatnie bardzo się lubi.

Powiedziałem sobie, że już nigdy więcej nie wezmę takiej walki. To jest kure*sko ciężkie, kiedy musisz bić się z kumplem, z którym chodziłeś na obiady.

„Qbear” zdradził też, że przed pojedynkiem musiał kompletnie odciąć emocje.

Musiałem potraktować go jak najgorszego wroga. Gdybym go dalej przytulał jak wcześniej, to on by mnie po prostu strzelił w papę i byłoby po zawodach.

Zawodnik przyznał, że specjalnie próbował wejść w psychologiczną grę.

Widziałem, że Michał unika kontaktu wzrokowego. Chciałem go dosłownie zjeść wzrokiem.

Kuberski odniósł się do sytuacji z Andrzejem Kościelskim

Po gali Piotr Kuberski zabrał również głos w sprawie nieobecności Andrzeja Kościelskiego w narożniku, co wywołało przed wydarzeniem mnóstwo spekulacji.

Pewne rzeczy z trenerem wyjaśniliśmy sobie w poniedziałek. Zaakceptowałem to w pełni i wyszedłem do walki z czystą głową.

Kuberski potwierdził, że była to decyzja szkoleniowca.

Trener oznajmił mi, że po prostu nie wychodzi do narożnika. Wziąłem to na klatę.

Jednocześnie zawodnik jasno podkreślił, że nadal pozostaje częścią Ankos MMA.

Jestem zawodnikiem Ankosu.

„Co ma wisieć, nie utonie”

Na zakończenie wywiadu Kuberski odniósł się także do potencjalnej unifikacji pasa z Pawłem Pawlakiem.

Pawle, cztery słowa do ciebie: co ma wisieć, nie utonie.

Po efektownym nokaucie na Michale Michalskim wszystko wskazuje na to, że właśnie ten pojedynek będzie kolejnym wielkim starciem kategorii średniej KSW.

Zobacz takżeMarian Ziółkowski po wygranej na XTB KSW 118: „W końcu znowu poczułem tę euforię”

foto: materiały prasowe KSW