Corey Anderson: UFC pozwala Jonesowi dyktować warunki

corey anderson/mmajunkie.com

Wściekły i zniesmaczony Corey Anderson (13-4) przyznał, że Jon Jones (24-1-1NC) dostaje dodatkowe przywileje od organizacji UFC.

Gala UFC 232 była ekscytująca, ale za razem kontrowersyjna. Tydzień przed wydarzeniem Jon Jones ponownie został przyłapany na stosowaniu środków dopingujących co oznaczało, że „Bones” nie może zawalczyć w stanie Nevada. Prawdopodobnie z tego powodu prezes UFC – Dana White postanowił przenieść całe wydarzenie z Las Vegas do Los Angeles, co nie spodobało się wielu fanom i zawodnikom, w tym Corey’owi Andersonowi. Podczas podcastu JRE MMA Show „Overtime” odniósł się do kuriozalnej sytuacji, krytykując postawę organizacji UFC:

UFC zadzwoniło do mnie akurat, kiedy wsiadałem do samolotu i powiedzieli abym nie przylatywał, bo gala została przeniesiona do LA. Leciałem z żoną, która była w ósmym miesiącu ciąży, nie była w stanie podróżować cały czas, a UFC proponowało abyśmy wrócili do domu i poczekali.

Cała sytuacja rozkręciła się, kiedy państwo Anderson dotarli do Las Vegas:

Kiedy dotarliśmy na miejsce dowiedziałem się, że będzie zapewniony transport do Kalifornii, ale tylko dla mnie, a nie dla mojej żony. Ona jest w trzydziestym tygodniu ciąży! Jest tutaj i jedzie ze mną.

Niestety to nie był jedyny incydent spowodowany kolejną „wpadką” Jona Jonesa. Różne przywileje oraz specjalne traktowanie tego zawodnika przeszkadzały Andersonowi w spokojnych przygotowaniach do pojedynku. UFC Performance Institute odmówił Corey’owi możliwości treningu pomimo rezerwacji, której Amerykanin dokonał z ponad miesięcznym wyprzedzeniem:

Jestem przygotowany, aby wyruszyć do Performance Institute aż tu nagle dostaję telefon, że Jon Jones chce potrenować, więc nikt nie ma wstępu. Dokonałem rezerwacji jakoś dwa miesiące temu, Uber czeka pod drzwiami, a wy mówicie, że nie mogę przyjść? I padła odpowiedź „przepraszamy, ale to Jon Jones”.

Od dawna wiadomo, że Jon Jones to jedna z największych gwiazd organizacji UFC, jednak nikt nie przypuszczał, że ze względu na kolejną wpadkę Amerykanina cała gala zostanie przeniesiona do innego stanu. To pierwszy raz w historii MMA, kiedy zawodnik przyłapany na dopingu może dyktować warunki i zostać dopuszczonym do walki. Corey również twierdził, że jeżeli kiedykolwiek zostanie mistrzem to nie chce być traktowany inaczej od reszty zawodników:

Wszyscy jesteśmy równi z wyjątkiem Jona Jonesa. On jest Jonem Jonesem, a ja numerem 4722. Nie podoba mi się to, jak ja zostanę mistrzem to nie chcę mieć żadnego specjalnego traktowania. Jeżeli podczas ważenia jest zasada kto pierwszy ten lepszy, to nie oczekuję, aby zważyli mnie jako pierwszego, chociaż przyszedłbym ostatni.

W ostatniej walce „Overtime” pokonał Ilira Latifi’ego i stał się mocnym pretendentem o pas kategorii półciężkiej. Specjalne traktowanie oraz wszystkie kontrowersje związane z Jonem Jonesem mogą zmotywować Amerykanina do definitywnego zdetronizowania jednego z najlepszych zawodników w historii.

 

źródło: bloodyelbow.com