Muslim Tulshaev już 19 września podczas gali XTB KSW 121 w Libercu zmierzy się z Kacprem Koziorzębskim w pojedynku dwóch najwyżej sklasyfikowanych zawodników rankingu kategorii półśredniej. W rozmowie z naszą redakcją, „Urus” zdradził jednak, że znacznie bardziej odpowiadałby mu występ w Rzeszowie oraz odniósł się do spekulacji dotyczących walki o pas KSW.
Starcie Muslima Tulshaeva z Kacprem Koziorzębskim zestawi numer jeden i numer dwa rankingu kategorii półśredniej. Choć do pojedynku dojdzie w czeskim Libercu, były pretendent do pasa wagi półśredniej KSW przyznał, że zdecydowanie wolałby zaprezentować się przed polską publicznością.
„Bardzo chciałem zawalczyć w Polsce”
Muslim Tulshaev przyznał, że nie słyszał o planach zestawienia jego walki jako oficjalnego zastępstwa do pojedynku o pas pomiędzy Adrianem Bartosińskim i Adamem Masaevem, ale sam nie ukrywa, że taki scenariusz bardzo by mu odpowiadał.
W ogóle nie wiedziałem, że coś takiego było brane pod uwagę. Teraz, jak o tym wspomniałeś, spojrzałem na kalendarz i faktycznie – to tylko trzy tygodnie różnicy. Bardzo chciałem zawalczyć w Polsce, bo tam mam najwięcej kibiców, którzy mnie wspierają. Dlatego bardziej zależy mi na rozwijaniu się właśnie tutaj niż w Czechach. Walka będzie w Libercu, ale to przecież niedaleko. Kto wie, może jeszcze coś się wydarzy i przeniosą naszą walkę do Rzeszowa. Bardzo bym tego chciał, bo świetnie wspominam tamten klimat.
Tulshaev uważa również, że zestawienie Koziorzębskiego z nim mogłoby idealnie zabezpieczać walkę mistrzowską.
To byłby fajny pomysł. Kacper nie chce walczyć z Bartosem, ja nie zawalczę z Adamem. Gdyby Bartos wypadł, wskoczyłby Kacper. Gdyby Adam wypadł, wskoczyłbym ja. Woju, kuj żelazo póki gorące. Nie obraziłbym się, gdyby przenieśli naszą walkę trzy tygodnie później.
„Z Adamem nie zawalczę. Z Bartosem? Oczywiście”
Podczas rozmowy pojawił się również hipotetyczny scenariusz dotyczący ewentualnego zastępstwa do walki mistrzowskiej. Tulshaev jasno określił swoje stanowisko.
Oczywiście, że nie zawalczę z Adamem. Nie wezmę tej walki. Powiem Kacprowi: „Baw się dobrze”, oddam mu tę szansę i nie mam z tym żadnego problemu.
Jednocześnie nie miał żadnych wątpliwości, jak zachowałby się w przypadku problemów pretendenta do pasa.
Oczywiście, że biorę walkę z Bartosem. Nawet nie musisz mnie o to pytać.
„Arbi mówił, żebym nie brał tej walki z Bartosińskim”
Tulshaev wrócił także pamięcią do grudniowego pojedynku o mistrzowski pas z Adrianem Bartosińskim. Przyznał, że jego sztab odradzał przyjęcie starcia po tak krótkim okresie przygotowań.
Po walce z Andrzejem Arbi od razu powiedział: „Będzie propozycja, nie bierz”. To samo mówił Adam i wiele osób z mojego otoczenia. Wiedzieliśmy, że będzie duża gala i prawdopodobnie dostanę ofertę, ale wszyscy uważali, że jest za mało czasu. A ja ją wziąłem. Dzisiaj już wiem, co poszło nie tak. Zgadzam się z Arbim. Było kilka rzeczy, które nie zagrały tak, jak powinny.
Zawodnik WCA Fight Team zaznaczył, że organizm nie wytrzymał dwóch wymagających obozów przygotowawczych w tak krótkim odstępie czasu.
W przygotowaniach zawsze pojawiają się drobne kontuzje albo choroby. Czasami przez tydzień nie możesz normalnie trenować. Moje ciało tego po prostu nie wytrzymało. Dlatego nie byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem, że Madars Fleminas na ostatniej prostej miał problemy z robieniem wagi. Pomyślałem wtedy, że w walce może mieć podobne problemy, jakie ja miałem wcześniej.
„Nie mam problemu z tym, że Adam dostał walkę o pas”
Tulshaev odniósł się również do obecnej sytuacji w rankingu kategorii półśredniej i decyzji KSW o zestawieniu Adriana Bartosińskiego z Adamem Masaevem.
Czemu miałbym mieć z tym problem? Ja swoją szansę dostałem i jej nie wykorzystałem. Droga jest otwarta dla wszystkich. Jeśli Adam wygra, będę się cieszył i będę mu kibicował. Ma dwanaście zwycięstw i jest takim zawodnikiem, którego nikt do końca nie potrafi rozszyfrować. Jego walk praktycznie nie da się analizować – poddania, poddania, poddania, często bardzo szybko. To też jest ciekawa postać dla kategorii.
Zdaniem Tulshaeva przy wyborze pretendenta znaczenie miały nie tylko kwestie sportowe, ale również marketingowe.
Wojek pewnie patrzył też na to, co będzie atrakcyjniejsze dla kibiców. Marketingowo Bartosiński kontra Masaev brzmi bardzo dobrze. Wrzucili drewno do pieca, a reszta zrobiła się już sama. Ta walka zaczęła żyć własnym życiem i zrobił się wokół niej naprawdę duży szum.
Zobacz także: Błachowicz, Tybura i Rębecki spotkali się z rywalami przed UFC Belgrade [WIDEO]
























