Jeszcze niedawno wydawało się, że Damian Rzepecki będzie musiał wywalczyć angaż w UFC poprzez Dana White’s Contender Series. Ostatecznie niepokonany Polak otrzymał jednak bezpośredni kontrakt z największą organizacją MMA na świecie. W programie OKTAGON LIVE zawodnik opowiedział o kulisach negocjacji oraz ujawnił, kiedy dowiedział się o przełomie w swojej karierze.
Jeszcze kilka tygodni temu wszystko wskazywało na to, że Damian Rzepecki będzie musiał przejść standardową drogę do UFC przez Dana White’s Contender Series. Sam zawodnik przyznał, że był już pogodzony z takim scenariuszem i właśnie pod ten występ przygotowywał cały plan.
Próbowaliśmy na początku, ale dostałem krótką informację, że jednak nie, że trzeba od DWCS. Powiedziałem: „Okej”. W każdym razie chciałem dostać się do UFC, więc jeśli trzeba było zrobić to przez DWCS, to zrobimy to przez DWCS.
– powiedział Rzepecki.
Sytuacja niespodziewanie się jednak zmieniła. Zamiast walki w Contender Series, Polak otrzymał propozycję bezpośredniego kontraktu z UFC.
Takie pierwsze wieści wpłynęły do nas jakieś dwa i pół tygodnia temu. Przyszło zapytanie, czy będę w stanie zrobić wagę w tym terminie. W sumie od dwóch i pół tygodnia wiedziałem już o wszystkim.
Podczas rozmowy poruszono również temat warunków finansowych. Rzepecki potwierdził, że jego umowa różni się od tej, jaką zwykle otrzymują zawodnicy wyłonieni przez Dana White’s Contender Series.
Tak, jestem zadowolony. Jest podpisany kontrakt z UFC i kontrakt na walkę. To nie jest kontrakt po Contender Series.
Zapytany, czy oznacza to lepsze warunki, odpowiedział krótko:
Jest lepiej.
Choć największym celem jest udany debiut, 10-0 Polak już myśli o kolejnych startach.
Na razie pełen fokus jest na tej walce. Ale jeśli miałbym powiedzieć, czego bym chciał, to minimum jeszcze jedna walka do końca roku. Być może przy dobrych okolicznościach uda się zawalczyć jeszcze dwa razy, ale skupiam się na tym najbliższym pojedynku i zobaczymy, co będzie później.
„Nie ma jeszcze czego świętować”
Damian Rzepecki zdradził również, jak wyglądał moment, w którym dowiedział się o podpisaniu kontraktu z UFC. Okazało się, że informacja zastała go… podczas sauny.
Byłem akurat na saunie. Wychodzę, patrzę, a tam pełno nieodebranych połączeń od Łukasza Orła, od mojego trenera Bartka Jawornika. Mamy też grupę we trójkę na WhatsAppie i tam również było mnóstwo połączeń. Do tego wiadomość od Łukasza: „Królu złoty, tak to my imperium nie zbudujemy. Dzwonię i dzwonię”. Wyszedłem i od razu wiedziałem, co się święci. Gdy dostałem tę informację, oczywiście był szok i ekscytacja, ale bardzo szybko przestawiłem się na zupełnie inny tryb.
Polak podkreślił, że mimo spełnienia wielkiego marzenia nie pozwolił sobie na dłuższe świętowanie.
To nie jest czas, żeby świętować to, że dostałem się do UFC. To jest czas na jeszcze większą koncentrację i jeszcze większe skupienie. Od pierwszego dnia, kiedy się o tym dowiedziałem, wpadłem w taki tunel działania i tego się trzymam. Po ogłoszeniu telefon dosłownie się palił, zrobiło się sporo zamieszania, ale już wcześniej powiedziałem, że dam jeden wywiad dla polskich mediów i być może jeden dla zagranicznych. Całą energię kieruję teraz na przygotowania. Wiem, co mam robić. Po walce będzie czas na świętowanie i wtedy będzie można spokojnie rozmawiać.
Przypomnijmy, że Damian Rzepecki zadebiutuje w UFC już 25 lipca podczas gali w Abu Dhabi. Rywalem niepokonanego Polaka będzie również legitymujący się nieskazitelnym bilansem Magomed Zaynukov (8-0).
Zobacz także: Jakub Kaszuba poznał kolejnego rywala w PFL! Przed Polakiem jedno z największych wyzwań w karierze
źródło: OKTAGON LIVE, Kanał Sportowy
























