Dana White wrócił wspomnieniami do końcówki kariery Andersona Silvy w UFC. Szef największej organizacji MMA na świecie przyznał, że legenda nie pogodziła się z decyzją o zakończeniu współpracy i do dziś nie utrzymuje z nim kontaktu. Wg White’a to właśnie rozmowa po porażce Silvy z Uriahem Hallem miała definitywnie zakończyć ich relację. Brazylijczyk nie zaakceptował wtedy słów, że jego czas w UFC dobiegł końca.

„Powiedziałem mu, że to koniec”

Anderson Silva zakończył swoją przygodę z UFC w 2020 roku po porażce przez nokaut z Uriahem Hallem.

Dana White przyznał teraz w rozmowie z Rolling Stone, że sam podjął decyzję o zamknięciu rozdziału Brazylijczyka w organizacji.

Anderson Silva zawsze był wyjątkową osobą we współpracy, ale przegrał wtedy osiem, dziewięć albo nawet dziesięć walk. On do dziś się do mnie nie odzywa, bo powiedziałem mu, że to koniec. Był już po czterdziestce.

Szef UFC zdradził również, jak wyglądała reakcja byłego mistrza.

Jego podejście było takie: „Kim ty jesteś, żeby mówić mi, że mam przestać robić to, co kocham?”. A ja powiedziałem mu po prostu: „To koniec”. Oczywiście mógł dalej walczyć gdzie indziej i właśnie to zrobił. Nadal potrafił walczyć, ale już nie tutaj.

Silva nie zakończył kariery po odejściu z UFC

Po rozstaniu z organizacją Dana White’a Brazylijczyk nie odwiesił rękawic na kołek.

Silva przeniósł się do boksu, gdzie pokonywał między innymi Julio Cesara Chaveza Jr. czy Tyrona Woodleya. Przegrał jedynie z Jakiem Paulem. Obecnie legendarny „Spider” ma 51 lat i przygotowuje się do pracy w policji, choć sam przyznaje, że prawdopodobnie zostało mu jeszcze maksymalnie kilka walk.

„Niektórzy już nigdy się do mnie nie odzywają”

White przyznał, że podobne rozmowy wielokrotnie kończyły się konfliktami z zawodnikami.

Nawet wielcy zawodnicy źle reagują, kiedy mówisz im, że to już koniec i czas odwiesić rękawice. Wściekają się, obrażają i część z nich już nigdy więcej się do mnie nie odzywa.

Szef UFC uważa, że większość fighterów chciałaby zakończyć karierę na własnych warunkach, jednak niewielu naprawdę może sobie na to pozwolić.

Bardzo niewielu odchodzi w taki sposób jak Jon Jones czy Georges St-Pierre. Większość chce jeszcze jednej wypłaty. A potem przychodzi moment, kiedy wychodzisz do klatki przed tysiącami ludzi i nagle orientujesz się, że nie potrafisz już robić tego tak jak kiedyś.

Zobacz takżePaulo Costa skreślił Khamzata Chimaeva: „Myślę, że jest skończony”

źródło: Rolling Stone | foto: Getty Images