Francis Ngannou ponownie zrobił to, z czego zna go cały świat. Kameruńczyk brutalnie znokautował Philipe Linsa lewym overhandem pod koniec pierwszej rundy walki wieczoru gali MVP MMA 1 i po raz kolejny przypomniał, dlaczego uchodzi za jednego z najbardziej przerażających ciężkich w historii MMA. Po walce sporo mówiło się jednak nie tylko o samym nokaucie, ale również o Jonie Jonesie, UFC i potencjalnych kolejnych wielkich starciach. Ngannou podczas konferencji prasowej był wyjątkowo otwarty. Chwalił toughness Philipe Linsa, opowiadał o swojej świetnej dyspozycji fizycznej, odniósł się do obecności Jona Jonesa na hali i jasno dał do zrozumienia, że nadal jest zainteresowany największą możliwą walką w MMA.

Francis Ngannou potrzebował niespełna jednej rundy, by ciężko znokautować Philipe Linsa. Brazylijczyk długo wytrzymywał mocne ciosy Kameruńczyka, ale pod koniec odsłony został brutalnie trafiony lewym overhandem.

„Ten gość potrafił przyjąć wszystko”

Francis Ngannou nie ukrywał po walce ogromnego szacunku dla swojego rywala i uważa, że Philipe Lins został mocno niedoceniony przed galą.

Widziałem, jak ludzie kompletnie go skreślali, ale facet był twardy. Naprawdę twardy. Potrafił przyjąć bardzo dużo ciosów. Szczerze? Uważam, że to on zasłużył na bonus za występ wieczoru.

Ngannou przyznał też, że był gotowy na dużo dłuższy pojedynek.

Moja kondycja była najlepsza w życiu. Naprawdę. Po pierwszych mocnych trafieniach pomyślałem sobie: „Okej, ten gość dalej idzie”. W pewnym momencie byłem już przekonany, że wejdziemy do drugiej rundy. Byłem przygotowany nawet na pełen dystans. Po prostu pojawiło się otwarcie i wykorzystałem je.

„Jon Jones był po prostu kibicem”

Jednym z głównych tematów konferencji była obecność Jona Jonesa na gali MVP MMA 1. Od miesięcy kibice spekulują o potencjalnym super fightcie pomiędzy obiema legendami.

Ngannou podszedł jednak do sprawy bardzo spokojnie.

Jon Jones był dziś po prostu kibicem oglądającym walkę. Niezależnie od tego, jak bardzo chciałbym z nim walczyć, mam do niego ogromny szacunek. To nie jest wojna. To rywalizacja.

Kameruńczyk uważa jednak, że wszystko ostatecznie zależy od samego mistrza UFC.

To zależy od Jona Jonesa. Gdybym był nim, zastanowiłbym się nad tym bardzo poważnie.

Ngannou zasugerował też, że kontrakt Jonesa z UFC może zbliżać się do końca.

„UFC potrzebuje konkurencji”

Były mistrz UFC ponownie odniósł się również do sytuacji na rynku MMA i otwarcie stwierdził, że monopol największej organizacji świata nie jest korzystny dla zawodników.

UFC potrzebuje konkurencji. To byłoby najlepsze dla wszystkich.

Ngannou został też zapytany o sytuację z Daną Whitem, który podczas jego walki ogłaszał powrót Conora McGregora.

Reakcja Kameruńczyka rozbawiła całą salę.

A co ja mam z tym wspólnego? Mam przerwać rozgrzewkę i sprawdzać, co robi Dana White?

Po chwili dodał już spokojniej:

Każdy robi swoje. Ja robię swoje i jestem z tego zadowolony.

„Dajcie mi po prostu kogoś do walki”

Ngannou nie zamierza obecnie zamykać się wyłącznie na MMA lub boks. Jak sam przyznał, interesują go po prostu największe możliwe walki.

Jeśli jest jakaś wielka walka – biorę ją. Nie mam teraz jednej konkretnej rzeczy, której chcę. Chcę po prostu dalej to robić.

Kameruńczyk został również zapytany o potencjalne starcie z Robelisem Despaigne po jego efektownym nokaucie na tej samej gali.

Jeśli uważa, że da sobie radę, to czemu nie? Jestem otwarty.

Na zakończenie Ngannou podkreślił, że mimo przygody z boksem nigdy tak naprawdę nie odszedł od MMA.

Ja nigdy nie opuściłem MMA. Po prostu poszedłem spełnić swoje marzenie związane z boksem.

Zobacz takżeFrancis Ngannou ujawnia kulisy odejścia z UFC: „Uderzyli w moje ego”

źródło: konferencja prasowa MVP MMA 1