Niepokonany od sześciu walk mistrz FEN kategorii piórkowej Miłosz Kruk nie ukrywa, że marzy o UFC, ale nie zamierza za wszelką cenę przyspieszać swojej kariery. W rozmowie z naszą redakcją przyznał, że wyciągnął wnioski z debiutu Damiana Rzepeckiego w największej organizacji świata i zdradził, że po wrześniowej walce mogą pojawić się kolejne ciekawe możliwości.
Już 26 września podczas gali FEN 63 w Skarżysku-Kamiennej Miłosz Kruk stanie do pojedynku o wakujący pas kategorii lekkiej przeciwko Michałowi Miłkowi, który może pochwalić się serią sześciu zwycięstw z rzędu. Mimo coraz częstszych pytań o UFC, 23-latek przekonuje, że nie zamierza sztucznie przyspieszać swojej kariery.
Ja uważam, że na pewno nie ma jakiegoś zmuszania się do pośpiechu. Nie mam 32 lat, że muszę gonić czas i być w UFC w tym roku albo następnym, bo inaczej już tam nie trafię. Mam 23 lata. Czy wejdę do UFC w tym roku, za rok czy za trzy lata, to i tak będę młodym zawodnikiem. Trzeba po prostu cały czas się rozwijać. Kiedy pojawi się okazja, trzeba z niej skorzystać. Tak było chociażby u Damiana. Trafiła się ogromna szansa, więc ją wykorzystał. Ja skupiam się na wygrywaniu kolejnych walk, a gdy przyjdzie telefon, wykorzystam swoją okazję.
Debiut Rzepeckiego dał mu do myślenia
Zdaniem Miłosza Kruka porażka Damiana Rzepeckiego w debiucie w UFC nie przekreśla jego kariery. Wręcz przeciwnie – mistrz FEN uważa, że doświadczenie zdobyte na takim poziomie może zaprocentować w przyszłości.
Na pewno jest refleksja, że nie ma co się spieszyć. Trzeba skupić się na rozwoju. Damian walczył z zawodnikiem starszym, bardziej doświadczonym i fizycznie mocniejszym. To też miało znaczenie. To, że teraz przegrał, nie znaczy, że nie wygra kolejnych dziesięciu czy piętnastu walk w UFC. Było tak z Merabem Dvalishvilim. Przegrał dwie pierwsze walki, a później został jednym z najlepszych zawodników w historii kategorii koguciej. Świat nie kończy się na jednej porażce.
Kruk zdradził również, że pozostaje w kontakcie z Rzepeckim i nie zauważył u niego większego załamania po debiucie.
Rozmawialiśmy. Damian jest bardzo świadomym zawodnikiem. Nie wydaje mi się, żeby przeżył jakiś szok po wejściu do UFC. Wie, gdzie jest i z kim walczy. Czasami trzeba zrobić krok w tył, żeby później zrobić dwa do przodu. Jestem przekonany, że ta walka ostatecznie wyjdzie mu na dobre.
Najpierw Michał Miłek, później… zagranica?
Na razie pełna koncentracja skupiona jest na wrześniowej obronie pasa FEN, jednak Miłosz Kruk przyznał, że po tym pojedynku mogą pojawić się kolejne interesujące propozycje.
Oczywiście są pomysły i są rozmowy. Najpierw trzeba wygrać tę walkę. Nie wybiegamy aż tak daleko w przyszłość, ale myślę, że po tej walce nie będziecie musieli długo czekać i czegoś się na pewno dowiecie.
Jeżeli Kruk pokona Miłka i przedłuży swoją serię zwycięstw do siedmiu, jego nazwisko z pewnością jeszcze mocniej zacznie przewijać się w kontekście największych światowych organizacji MMA. Jak sam jednak podkreśla, najważniejszy jest rozwój i cierpliwość, a nie sztuczne przyspieszanie drogi do UFC.
Zobacz także: Conor McGregor już po operacji. Irlandczyk przekazał nowe wieści o stanie zdrowia
foto: Facebook / Miłosz Kruk
























