Nate Diaz przegrał z Mikiem Perrym podczas gali MVP MMA 1, ale zdecydowanie nie zachowywał się jak zawodnik, który myśli o końcu kariery. Legendarny Stocktończyk po brutalnej walce, przerwanej przez narożnik po drugiej rundzie, jasno dał do zrozumienia, że traktuje ten występ jako początek nowego etapu po powrocie do MMA. Diaz podczas konferencji prasowej był wyjątkowo szczery. Opowiadał o problemach z przygotowaniami, ogromnym wysiłku potrzebnym do powrotu do pełnego treningu MMA, swojej obsesji na punkcie porażek i planach natychmiastowego rewanżu z Mikiem Perrym.

Mike Perry od początku walki wywierał ogromną presję i brutalnie rozbijał twarz Nate’a Diaza. Po drugiej rundzie narożnik Stocktończyka zdecydował się zakończyć pojedynek ze względu na mocno rozcięte oko i ogromną ilość krwi.

„Byłem wściekły, ale rozumiem decyzję”

Nate Diaz nie ukrywał, że bardzo źle przyjął decyzję narożnika o przerwaniu walki.

Byłem wściekły, ale rozumiem tę decyzję. Krew zalewała mi prawe oko i praktycznie nic nie widziałem. Nie sądzę też, żeby on zrobił mi tam dużo więcej, ale byłem już mocno porozbijany.

Diaz przyznał jednak, że fizycznie nie czuł się najlepiej już od początku przygotowań.

Szczerze? Czułem się ch*jowo. Dopiero wracałem do MMA i im bliżej walki, tym bardziej docierało do mnie, ile pracy wymaga ten sport. Dopiero zacząłem znowu hartować ciało. Nogi zaczęły pracować jak trzeba, wszystko zaczęło wracać do rytmu i nagle był już dzień walki.

Mimo porażki były gwiazdor UFC uważa, że ten występ był początkiem czegoś większego.

To była taka rozgrzewka. Szkoda, że zostałem porozbijany i zaliczyłem porażkę na start, ale teraz jestem gotowy do działania. Show must go on.

„Mam jeszcze dużo do nadrobienia”

Diaz bardzo emocjonalnie opowiadał również o swoim podejściu do porażek i obsesji na punkcie rekordu.

Kiedy przegrałem drugą walkę w karierze, byłem załamany. Wtedy wszyscy patrzyli tylko na rekordy jak w boksie. Myślałem sobie: „Mam już przej*bane, mam zj*bany rekord”. Powiedziałem wtedy: „Dobra, wygram 10 walk i wszyscy zapomną o tej porażce”. Wygrałem pięć razy i znowu przegrałem. Pomyślałem: „K*rwa, teraz muszę wygrać kolejnych 10”. I tak mam do dziś. Nadal czuję dokładnie to samo.

Stocktończyk podkreślał, że mimo statusu legendy MMA nadal nie uważa swojej historii za zakończoną.

Mam jeszcze dużo do nadrobienia. Muszę sprawić, żeby Richard Perez, Cesar Gracie i Ernie Reyes byli ze mnie dumni. Jest masa rzeczy, których jeszcze nie zrobiłem. To wszystko ssie, ale w dobry sposób. Bo teraz znowu mam coś do roboty.

„Nie mam żadnej daty końca”

Nate Diaz został też zapytany o potencjalne zakończenie kariery i wyraźnie dał do zrozumienia, że kompletnie nie myśli w takich kategoriach.

Nie mam żadnej daty końca. To jest na całe życie. Jak skończę, to nie będę płakał przed kamerami i zostawiał rękawic w klatce. Po prostu odejdę i będę żył dalej.

Diaz wyśmiał też zawodników, którzy po emocjonalnych przemowach wracają później do walk.

Ludzie mówią: „Powinieneś skończyć”. A ja właśnie walczyłem z jednym z najbardziej brutalnych sk*rwieli na świecie. Może po prostu następnym razem muszę więcej pobiegać i wykonać robotę.

„Rewanż jak najszybciej”

Najważniejszy wniosek po konferencji był jednak jeden – Nate Diaz chce natychmiastowego rewanżu z Mikiem Perrym.

Rewanż? Jak najszybciej. ASAP. W poniedziałek wracam do biegania. Muszę tylko zagoić te rozcięcia.

Diaz potwierdził też, że bardzo chce, by druga walka odbyła się w Sacramento.

To moje tereny. Sacramento, NorCal – jedziemy. Netflix, lecimy z tym.

Na koniec Stocktończyk wysłał jeszcze krótką wiadomość do Mike’a Perry’ego.

Idę po twój łeb. Tyle.

Zobacz takżeMike Perry po rozbiciu Nate’a Diaza: „Byłem dziś najlepszym półśrednim na świecie”

źródło: konferencja prasowa MVP MMA 1