Mistrz UFC wagi średniej Sean Strickland nie otrzymał zaproszenia na historyczną galę przy Białym Domu, ale postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Efekt? Interwencja ochrony i potencjalne konsekwencje prawne. Czy kontrowersyjny zawodnik przekroczył granicę, czy po prostu dał fanom to, czego oczekiwali?

Sean Strickland po raz kolejny udowodnił, że nie boi się konsekwencji. Mistrz wagi średniej UFC może stanąć przed zarzutem zakłócania porządku publicznego po tym, jak w niedzielę wtargnął na UFC Fan Fest organizowane w pobliżu Białego Domu. Zawodnik wcześniej twierdził, że został wykluczony z udziału w historycznym wydarzeniu, ale to go nie powstrzymało.

Strickland pojawił się w Waszyngtonie już w piątek, gdzie podczas konferencji prasowej był wręcz oblegany przez fanów. Następnego dnia podjął próbę dostania się na imprezę dla kibiców odbywającą się na Ellipse, niedaleko siedziby prezydenta. Plan się powiódł – przynajmniej częściowo. Zawodnik zdołał przedostać się na teren wydarzenia i nawet wskoczył do ringu WWE ustawionego specjalnie na tę okazję. Jednak jego obecność szybko zauważyła ochrona, która niezwłocznie wyprowadziła go z terenu imprezy.

Choć Strickland nie został aresztowany, może zostać oskarżony o zakłócanie porządku – wykroczenie klasy B w Waszyngtonie, za które grozi do 90 dni więzienia i grzywna do 500 dolarów, lub obie kary łącznie. Zawodnik skomentował całą sytuację na Instagramie z charakterystyczną dla siebie nonszalancją (wideo z zajścia poniżej).

Mogłem zostać oskarżony o zakłócanie porządku. Nie wiem, co to jest, ale brzmi fajnie. Chcę podziękować fanom. Po tym, jak zostałem wykluczony, wasze wsparcie naprawdę wiele dla mnie znaczy.

napisał mistrz wagi średniej.

W kolejnym poście Strickland opublikował zdjęcie, na którym grupa funkcjonariuszy ochrony wyprowadza go z wydarzenia.

Przepraszam was, ludzie. Prawie się udało! Obiecuję, że pewnego dnia stworzymy krąg i będziemy boksować. Dzięki za wasze wsparcie.

dodał zawodnik.

Cała sytuacja jest konsekwencją wcześniejszych kontrowersji. Strickland twierdził, że został wykluczony z udziału w gali UFC przy Białym Domu z powodu swojej otwartej krytyki prezydenta Donalda Trumpa oraz jego stanowiska wobec Izraela i wojny w Iranie. Prezes UFC Dana White zdecydowanie zdementował te twierdzenia, podkreślając, że nikt – włącznie ze Stricklandem – nie został formalnie wykluczony z wydarzenia. White wyjaśnił, że ze względu na ograniczoną liczbę miejsc, mistrz po prostu nie znalazł się na liście gości.

Mimo oficjalnych wyjaśnień, Strickland zapowiedział, że i tak się pojawi – i dotrzymał słowa. Choć jego wizyta zakończyła się przedwcześnie, zawodnik po raz kolejny udowodnił, że potrafi przyciągnąć uwagę mediów i fanów, nawet gdy nie walczy w klatce. Pozostaje pytanie, czy tym razem jego działania będą miały poważniejsze konsekwencje prawne, czy cała sprawa zakończy się jedynie kolejnym nagłówkiem w karierze pełnej prowokacji.