TOP 10 najbardziej pamiętnych pojedynków w historii MMA

Grafika - Marek Romanowski/inthecage.pl

Oto trzecia odsłona naszego cyklu TOP 10. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się najbardziej pamiętnym pojedynkom w historii MMA i był to zdecydowanie najtrudniejszy dotąd wybór. No bo jak spośród dziesiątek, setek bojów na najwyższym poziomie wybrać tylko 10? Na szczęście jakoś się udało i tak oto przedstawiamy nasz ranking.

10. Cheick Kongo pok. Pata Barry’ego przez KO w 1 rundzie – tu będzie krótko – widzieliście kiedyś, żeby ktoś dwa razy padał bezwładny i znokautowany na matę (Kongo), otrzymał jeszcze w międzyczasie sporo ciosów na głowę w parterze, a potem wstał i sekundę później sam znokautował swojego przeciwnika? Ja nie i to mi wystarczy, by ten pojedynek znalazł się na tej liście.

9. Nate Diaz pok. Conora McGregora przez poddanie w 2 rundzie – „Konór krul”. Na tym etapie jego hype train gnał w najlepsze przez lasy i pola. Nate Diaz miał być mu rzucony właściwie na pożarcie w zastępstwie za Dos Anjosa, by jedynie podbić zainteresowanie tym pojedynkiem swym gangsterskim charakterem. Tak też się działo w pierwszej rundzie, Conor obijał go w stójce. I wtedy w drugiej rundzie stało się to, co fanom Irlandczyka do dziś się śni po nocach. Nate Diaz wszedł za jego plecy i go udusił (i’m not suprised mother fuckers). Może sam pojedynek w porównaniu tutaj z niektórymi nie był aż tak niesamowity, jednak nieoczekiwany rezultat i sposób w jaki ten gangster ze Stockton, urwał złotemu (a może i rudemu) dziecku UFC głowę, sprawia, że znalazł się on na tej liście.

8. Diego Sanchez pok. Claya Guidę przez niejednogłośną decyzją sędziów – najlepsza walka 2009 roku. Najbardziej znaną akcją tego starcia jest chyba moment, gdy sędzia rozpoczął pojedynek – obaj wdali się od razu w ostrą wymianę ciosów, z której zwycięsko wyszedł Nightmare i właściwie tylko 1 runda była taką, w której można było bez większych problemów wskazać jej zwycięzce. Dwie kolejne były bardzo bliskie co widać po decyzji sędziów. Ten bój był walką wieczoru gali TUF 9 Finale.

7. Anderson Silva pok. Chaela Sonnena przez poddanie w 5 rundzie – Anderson Silva. Jeden z najlepszych zawodników MMA wszech czasów (u nas również w poprzedniej liście TOP 10 zawodników MMA). Człowiek który swojego czasu nie miał sobie równych w oktagonie. Demolował swoich przeciwników w niezwykle efektownym stylu. I tak tez miało być tym razem.
Tyle… że nie było.
Chael Sonnen ku zaskoczeniu wszystkich zdominował zapaśniczo Silvę i od pierwszej rundy, sprowadzał go do parteru, gdzie następnie maltretował resztę czasu.
Tak samo w drugiej.
I trzeciej.
O i czwartej.
Gdy piąta runda zaczęła rozgrywać się ponownie pod dyktando Sonnena, nikt już nie był zdziwiony. Wielki Anderson Silva przegra. Jeśli nie przez wycieńczenie, to na pewno na punkty. Chael już może mierzyć pas.
Tyle… że nie.
Silva 2 minuty przed końcem walki, porozbijany przez te wszystkie rundy, nieoczekiwanie poddał swojego „oprawce” trójkątem. Tak jakby dał się nacieszyć Sonnenowi, a potem zrobił swoje. Fenomenalny zwrot akcji.

6. Frankie Edgar zremisował z Grayem Maynardem – starcie o pas wagi lekkiej, które miało miejsce podczas gali UFC 125. Ówczesny czempion w drugiej minucie 1 rundy, aż dwukrotnie był posyłany ciosami na matę, kolejny raz na niej wylądował w 4 minucie walki, ale za każdym razem wychodził z tego obronną ręką, a to było na niekorzyść popularnego Bully’ego, ponieważ Answer w kolejnych rundach wyglądał jakby się odrodził i zdołał doprowadzić do remisu.

5. Don Frye pok. Yoshihiro Takayamę przez TKO w 1 rundzie – mój zdecydowany faworyt na tej liście (Marek). Złote czasy MMA i japońskie gale PRIDE. A na jednej z nich pojedynek miejscowego chłopca do bicia w MMA z amerykańskim zawodnikiem o zacnym rekordzie. Co zatem w tej walce aż tak dobrego? Ano to, że od pierwszej chwili trwania pojedynku, panowie jedną ręką łapią się za łby a drugą nawalają drugiego póki nie padnie. I nie jest to przenośnia, oni naprawdę za te głowy się łapią. Zero techniki, zero umiejętności, po prostu męska, dzika wymiana ciosów, aż pierwszy nie wymięknie. I to działa. W tej walce jest tyle testosteronu, że broda rośnie 10 razy szybciej na sam jej widok (nawet kobietom). Jeśli jesteś fanem MMA, nie możesz odejść z tego świata, nie zobaczywszy tego pojedynku wcześniej. Sprawa marginalna – wygrał Don Frye.

4. Robbie Lawler pok. Rory’ego MacDonalda przez TKO w 5 rundzie – chyba wszyscy pamiętamy tę walkę. 5-rundowy pojedynek, w którym żaden z zawodników nie odstawiał kroku. Było tutaj wszystko – krew, zwroty akcji, kontuzje, a także serce i zdrowie zostawione w oktagonie. Kończąc – zaczęło się od przewagi Czerwonego Króla, który częściej trafiał i nawet udało mu się naruszyć oponenta, a skończyło się na kolejnej wiktorii i udanej pierwszej obronie pasa dywizji półśredniej przez Ruthlessa.

3. Jon Jones pok. Alexandra Gustafssona przez jednogłośną decyzję sędziów – nikt tak chyba nie napsuł krwi Amerykaninowi w całej karierze jak Mauler (No chyba, że weźmiemy pod uwagę narkotyki i komisje sportowe 😉 ). Jest to walka, którą można oglądać bez końca – pełna kopnięć na każdej wysokości, łokci, kontrataków i udanych obron obaleń. Szwed był pierwszym zawodnikiem w historii, któremu udało się przewrócić Bonesa Amerykanina. To zestawienie było walką wieczoru gali UFC 165 w Toronto.

2. Forrest Griffin pok. Stephana Bonnara przez jednogłośną decyzję sędziów – legendarna walka z 2005 roku. Mówi się, że to ona pierwsza pokazała, jak ekscytujący i zawzięty może być pojedynek MMA. Tym bardziej legendarna, że była finałem pierwszego TUF-a. Wówczas ci dwaj dość nieznani zawodnicy, rozpętali prawdziwe piekło w oktagonie. Wymiany szły z dwóch stron, wojownicy nie szczędzili sobie „uprzejmości” i niezmordowanie katowali się nawzajem póki ostatni gong nie zabrzmiał. Pojedynek trwał całe trzy rundy i na koniec sędziowie ogłosili wyższość Griffina przez decyzję.  Jednak obaj panowie byli zwycięzcami, gdyż pojedynek tak się podobał, że obydwaj podpisali z miejsca kontrakt z UFC. Bez zbędnego gadania, jeśli jeszcze jej nie widzieliście, tę walkę trzeba nadrobić.

1. Dan Henderson pok. Mauricio Ruę przez jednogłośną decyzję sędziów – świetny 5-rundowy bój, który był walką wieczoru gali UFC 139. Uważa się go za jeden z najlepszych, a niektórzy nawet mówią, że to najlepszy pojedynek w historii MMA. Przybliżając trochę to starcie – pierwsze trzy rundy należały do Hendo. W 3 rundzie Amerykanin potężnie trafił Brazylijczyka, ten padł na matę, ale udało mu się przetrwać grad ciosów, wstać i jeszcze sklinczować rywala pod siatką. Ta runda najwyraźniej go przebudziła, bo w dwóch kolejnych, to Shogun przeważał i w czwartej był blisko wygrania tej walki przed czasem, po tym jak dosięgnął ciosem podbródkowym przeciwnika – Dan „zatańczył” na nogach i miał duże problemy. Pod koniec rundy udało mu się jeszcze uciec z duszenia zza pleców.

Wybierali i opisali:
Marek Romanowski i Kuba Jurzysta