Tymoteusz Łopaczyk i Andrzej Grzebyk dostarczyli kibicom jedno z najlepszych starć gali XTB KSW 119 w Radomiu. Po trzech rundach mocnej wojny „Miodożer” zakończył pojedynek efektowną gilotyną. Po walce nie ukrywał, że było to jedno z najbardziej wymagających starć w całej jego karierze.
Łopaczyk odniósł czwarte zwycięstwo w KSW i zrobił kolejny krok w kierunku walki o mistrzowski pas. Sam zawodnik przyznaje jednak, że najbardziej cieszy go sposób, w jaki wygrał.
„Takiej walki zawsze chciałem”
Już chwilę po zejściu z klatki Tymoteusz Łopaczyk podkreślał, że bez Andrzeja Grzebyka takie widowisko nie byłoby możliwe.
Do tanga trzeba dwojga. Bez Andrzeja nie udałoby się zrobić takiego show. Muszę jeszcze obejrzeć tę walkę na spokojnie, ale gdzie nie przejdę, wszyscy mówią mi, że było świetne widowisko. Bardzo mnie to cieszy, bo przecież między innymi po to to robimy. Andrzej dał mi dokładnie taką walkę, o jakiej zawsze marzyłem. Taki prawdziwy bój, stoczony do samego końca, zakończony zwycięstwem. Miałem już ciężkie walki w karierze, ale ta była wyjątkowa. I wyjątkowo dużo zniszczeń po sobie zostawiła. Dlatego to zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej.
Złamał rękę już w pierwszej rundzie
Jak się okazało, Łopaczyk sporą część pojedynku stoczył ze złamaną ręką.
Można się nawet pośmiać, bo mieliśmy z Andrzejem remis 1:1. On miał swoje problemy zdrowotne, a ja złamałem rękę chyba już w drugiej akcji pierwszej rundy. Między rundami trener Krzysiek powiedział tylko krótko, że kompletnie go to nie obchodzi i mam dalej robić swoje. I w sumie miał rację. Mogłem normalnie zaciskać pięść, mogłem bić. Po prostu przy każdym uderzeniu przechodził mnie ból. Ale nie było to coś, co wpływało na moją dyspozycję. Byłem tak samo dobry z tym bólem, jak byłbym bez niego.
„Nie wygłupiajmy się”
Po zwycięstwie szybko pojawiły się pytania o kolejne zestawienia. Część kibiców zaczęła wskazywać na Adama Masaeva, który wcześniej błyskawicznie rozprawił się z Konradem Rusińskim. Łopaczyk nie ma jednak wątpliwości, że jego miejsce jest już znacznie wyżej.
Nie wygłupiajmy się. Masaev stoczył dopiero pierwszą walkę w tej kategorii. Rozumiem, że jest znaną i lubianą postacią, ale pozostańmy poważni. Ja jestem zawodnikiem rankingowym. To był mój czwarty pojedynek w KSW, kolejny po którym kibice dostali dobre widowisko, a walka zakończyła się efektownym poddaniem. Naprawdę nie ma o czym dyskutować. Pozostańmy wszyscy poważni w tym, co robimy.
Zapytany o walkę mistrzowską odpowiedział bardzo krótko:
Jestem gotowy wtedy, kiedy mistrz będzie gotowy. Jeżeli wskaże termin, stawię się na niego bez żadnego problemu.
„Nie słuchałem narożnika”
Kluczowy moment walki nastąpił w trzeciej rundzie, gdy Łopaczyk zapiął gilotynę i zmusił Grzebyka do odklepania.
Co ciekawe, tym razem postanowił nie słuchać sugestii płynących z narożnika.
W trzeciej rundzie czułem, że Andrzej zaczyna mi pływać między rękami. W pewnym momencie zostawił głowę wysoko, widziałem też, że coraz ciężej oddycha. Zazwyczaj, kiedy próbuję takich akcji, narożnik krzyczy: „Zostaw to, zostaw to!”. Tym razem pomyślałem sobie: „Jakie zostaw? Idę po to”. Chwyciłem tę głowę i od razu poczułem, że złapałem ją bardzo głęboko. Nie miałem jeszcze idealnego chwytu, ale czułem, że mogę go dopiąć. Nie widziałem też, żeby Andrzej aktywnie próbował z tego wychodzić. Docisnąłem i weszło.
„Po pięciu minutach bolało mnie wszystko”
Choć zwyciężył przed czasem, Łopaczyk nie ukrywał, że zapłacił za ten występ wysoką cenę.
Mam na koncie osiemnaście czy dziewiętnaście zawodowych walk, ale to jest pojedynek, po którym wszystko boli mnie najbardziej. Zazwyczaj po zwycięstwie działa adrenalina i człowiek nic nie czuje do następnego dnia. Tym razem minęło może pięć minut od końca walki i już mówiłem: „Kurde, jak mnie wszystko boli”. Naprawdę zostawiliśmy tam kawał zdrowia.
Po walce wielu kibiców zwróciło uwagę na jego problemy z poruszaniem się.
Wszyscy pytali o nogę, ale prawda jest taka, że bardziej od nogi bolał mnie pośladek po zastrzyku przeciwbólowym. Trafili mnie w nerw i przez chwilę ledwo chodziłem. Oczywiście nogi też są poobijane, ale największy problem był właśnie z tym.
Cel jest tylko jeden
Po kolejnym zwycięstwie Łopaczyk nie zamierza długo odpoczywać.
Dla mnie świętowanie to McDonald’s i tyle. Nie piję alkoholu. Teraz chcę odpocząć, spędzić czas z rodziną i wynagrodzić im okres przygotowań. A później wracamy do pracy. Przed nami najwyższe cele. Tak naprawdę przed nami jest już tylko jeden cel.
podsumował.
























