Już podczas gali XTB KSW 120 w Gdyni Bartosz Leśko po raz drugi stanie przed szansą zdobycia mistrzowskiego pasa kategorii półciężkiej. Pretendent zdradził naszej redakcji, że tym razem zupełnie inaczej podchodzi do walki z Rafałem Haratykiem i przekonuje, że najważniejsze nie jest dla niego złoto KSW, a sam pojedynek z mistrzem.

Po pierwszym starciu z Rafałem Haratykiem, do którego doszło podczas gali XTB KSW 111 w Trzyńcu, Bartosz Leśko wyciągnął ważne wnioski. Reprezentant Mighty Bulls Gdynia przyznaje, że przed poprzednią walką zbyt mocno koncentrował się na mistrzowskim pasie. Tym razem zamierza skupić się wyłącznie na rywalu i własnym występie.

„Pas będzie efektem ubocznym”

Leśko nie ukrywa, że zmienił swoje nastawienie mentalne względem pierwszego pojedynku o mistrzostwo. Jak podkreśla, nie chce zaprzątać sobie głowy stawką walki, ponieważ uważa, że tytuł przyjdzie sam, jeśli odpowiednio wykona swoje zadanie w klatce.

Pamiętam, że w zeszłym roku, jak pierwszy raz założyłem ten pas podczas sesji zdjęciowej, to wszystko miało dużo większy wydźwięk emocjonalny. To było coś nowego. Teraz już byłem na to przygotowany. Mam też wrażenie, że przed pierwszą walką za bardzo skupiałem się właśnie na pasie i mistrzostwie. A przecież ten pas jest tylko efektem tego, co wydarzy się w klatce. Nie walczę o pas. Walczę o Rafała. Skupiam się na przeciwniku i na sobie, żeby wyjść skoncentrowanym, zdeterminowanym i zrobić swoją robotę. Pas będzie tylko efektem ubocznym tego, co wydarzy się podczas walki.

„Zawsze chcemy czymś zaskoczyć”

Pretendent zapowiada również, że kibice nie powinni spodziewać się kopii pierwszego pojedynku. Jak zdradził, wraz z trenerem przygotował nowe rozwiązania taktyczne, które mają utrudnić życie mistrzowi.

Do każdej walki staram się wnieść coś nowego. To też zasługa mojego trenera, który jest świetnym taktykiem i zawsze układamy jakiś plan, żeby zaskoczyć przeciwnika. Wiadomo, że po pierwszej walce Rafał wie już o mnie bardzo dużo i może przygotować się na to, co wcześniej pokazałem. Dlatego zawsze staramy się mieć coś nowego w zanadrzu. Rafał jest bardzo doświadczonym zawodnikiem i wielkim mistrzem tej organizacji, więc wiem, że utrzyma swój poziom. Tym większą satysfakcję będę miał, jeśli to właśnie jemu odbiorę pas.

Gdynia ma ponieść go do zwycięstwa

Tym razem to Leśko będzie miał przewagę własnego terenu. Pretendent przyznaje, że wsparcie kibiców traktuje wyłącznie jako dodatkową motywację, a nie źródło presji.

Wszystkie walki w moim mieście kojarzą mi się świetnie. Piasek, morze, wszystko jest moje i staram się czerpać z tego dodatkową energię. Z mojej ręki rozeszło się około pięciuset biletów, a wiem, że wiele osób kupiło je jeszcze przez stronę KSW. Myślę, że można spodziewać się nawet blisko tysiąca kibiców z Gdyni. Presja jest zawsze, niezależnie od tego, czy walczy się u siebie, czy na wyjeździe. Ja jednak nie traktuję jej jako czegoś złego. To po prostu element tego sportu i okazja, żeby pokazać, jak radzisz sobie w takich momentach. Moi kibice życzą mi dobrze i są tutaj dla mnie, więc nie zamierzam obracać tego w coś negatywnego. Dla mnie to wyłącznie dodatkowa energia.

Do rewanżowego pojedynku Bartosza Leśki z Rafałem Haratykiem dojdzie już w sobotę podczas gali XTB KSW 120 w Polsat Plus Arenie w Gdyni. Stawką walki będzie pas mistrzowski kategorii półciężkiej.

Zobacz takżeMarcin Tybura o walce z Rakiciem: „Myślałem, że się przesłyszałem”