Ariane Lipski da Silva, była mistrzyni KSW, zadebiutuje w organizacji PFL już 28 marca w Pittsburghu. Brazylijka o polskich korzeniach zmierzy się z Japonką Sumiko Inabą w kategorii muszej, zaledwie kilka tygodni po zakończeniu współpracy z UFC.

Ariane Lipski podpisała kontrakt z Professional Fighters League po serii trzech porażek, które zakończyły jej sześcioletnią przygodę w UFC. Brazylijka, znana pod pseudonimem „Queen of Violence”, ma za sobą bogatą historię występów zarówno w największej organizacji MMA na świecie, jak i w polskim KSW, gdzie w latach 2015-2018 pozostawała niepokonana.

Podczas swojej kariery w KSW Lipski zbudowała imponującą serię pięciu zwycięstw, zdobywając pas mistrzowski kategorii muszej na historycznej gali KSW 39 na PGE Narodowym, gdzie poddała Dianę Belbitę. Zawodniczka z Kurytyby dwukrotnie obroniła tytuł, w tym efektownie kończąc Marianę Morais w zaledwie 58 sekund duszeniem zza pleców.

W UFC Brazylijka o polskich korzeniach stoczyła 14 pojedynków, osiągając bilans 6-8. W najlepszym okresie swojej kariery w oktagonie zanotowała serię trzech zwycięstw z rzędu, pokonując m.in. Casey O’Neill na gali UFC 296 przez balachę w drugiej rundzie.

Jej rywalką podczas debiutu w PFL będzie Sumiko Inaba, która ostatnio przegrała z mistrzynią organizacji, Dakotą Ditchevą. 34-letnia Japonka, mająca na koncie pięć zwycięstw przed czasem, wcześniej reprezentowała barwy Bellatora, organizacji niedawno przejętej przez PFL.

Co ciekawe, powrót Lipski do KSW po zwolnieniu z UFC nie był rozważany przez polską organizację. Martin Lewandowski, współwłaściciel KSW, kategorycznie odrzucił taką możliwość, twierdząc, że Brazylijka „dostała swoją życiową szansę w KSW i ją zmarnowała”. Choć dyrektor sportowy Wojsław Rysiewski przyznał, że taka opcja „przemknęła mu przez głowę”, to Lewandowski był nieugięty.

Dzięki Arianie Lipski budowałem to damskie MMA. Wróciliśmy z tematem, to był taki moment w federacji, w którym chciałem właśnie mocno rozwinąć tę dywizję. Ale Ariane miała kolejne marzenia. Więc te kolejne marzenia już nie są moimi marzeniami.

tłumaczył współwłaściciel KSW, podkreślając, że organizacja „nie jest fundacją emerytalną dla zawodników”.

 

Źródło: PFL