Carlos Prates nie ucieka od dużych słów – i ma ku temu argumenty. Brazylijczyk, który nokautuje w UFC jednym ciosem, jasno mówi o tytule mistrzowskim, potencjalnych rywalach i kulisach swojej drogi na szczyt. W rozmowie z VechtersBazen odsłonił też, dlaczego presja go nie dotyczy i kto jego zdaniem naprawdę zasługuje na walkę o pas.

Podwójny bonus, kolejne nokauty i coraz głośniejsze nazwisko w dywizji półśredniej. Carlos Prates nie tylko pnie się w rankingach, ale coraz wyraźniej zaznacza swoją pozycję w rozmowie o przyszłym mistrzu UFC.

Jestem najbardziej ekscytującym zawodnikiem w kategorii półśredniej. Sześć zwycięstw, sześć nokautów, sześć bonusów. Jeśli nie walczę teraz o pas, to wystarczy jeszcze jedna wygrana.

– mówi bez wahania Brazylijczyk.

„Nie denerwuję się przed walkami. Po tym, co przeżyłem, nic mnie nie rusza”

Prates podkreśla, że stres i presja przestały istnieć w jego życiu na długo przed debiutem w UFC. Lata walk w Azji, skrajne warunki i częste pojedynki ukształtowały jego mentalność.

Nie denerwuję się przed walkami od czterech, pięciu lat. W Tajlandii i Chinach walczyłem, bo musiałem – żeby zapłacić rachunki, żeby mieć co jeść. Były momenty, kiedy jadłem tylko zupki praktycznie przez cały tydzień. Dzisiaj mam najlepsze warunki w życiu. Dlaczego miałbym się stresować?

– tłumaczy.

Brazylijczyk przyznaje, że właśnie te doświadczenia sprawiły, że dziś czuje się nie do złamania.

Kiedy jesteś gotowy na wszystko, nawet na śmierć w klatce, nic cię nie przeraża. To nie znaczy, że chcesz umrzeć. To znaczy, że jesteś gotowy na każdą sytuację.

Grappling jako karta niespodzianka

Choć Prates znany jest głównie z brutalnych nokautów w stójce, zapowiada, że jego parter wciąż pozostaje niewykorzystaną bronią.

Ludzie się zdziwią, kiedy zacznę obalać i kontrolować rywali w parterze. Mam to w arsenale, ale jeszcze nie musiałem tego pokazywać. Zachowuję to na odpowiedni moment.

Zdradził też, że UFC zablokowało jego udział w grapplingowym starciu z Armanem Tsarukyanem.

Przyjąłem tę walkę bez wahania, ale UFC się nie zgodziło. Spokojnie, wszystko w swoim czasie.

– uśmiecha się Brazylijczyk.

Kto następny? De La Maddalena, Morales, a może walka o pas

Prates nie ukrywa, że celem numer jeden jest mistrzowski pojedynek. Jednocześnie realistycznie ocenia sytuację w dywizji.

Jeśli UFC da mi Jacka Della Maddalenę – biorę to. Jeśli to będzie Morales albo Belal Muhammad – też jestem gotów. Jeśli nie dostanę teraz title shota, to po kolejnej wygranej już nikt mnie nie pominie.

Zapytany o potencjalne starcie mistrzowskie, odniósł się również do Kamaru Usmana.

Kamaru to legenda, jeden z najlepszych w historii tej dywizji. Ale dziś dywizja półśrednia to nowa fala. Jestem częścią tej fali.

– podsumowuje.

Prates jasno daje do zrozumienia: jego ambicje sięgają znacznie dalej niż kolejne bonusy. Teraz liczy się tylko jedno – droga do pasa UFC.

Zobacz takżeFares Ziam wskazuje dwa nazwiska z rankingu wagi lekkiej. „Czas brać ich, zanim odejdą”

źródło & foto: YouTube / VechtersBazen