Wygrał w debiucie dla UFC, ale z klatki wyszedł z zerwanym więzadłem. Teraz zamiast przygotowań do kolejnej walki – kule i godziny rehabilitacji. Cezary Oleksiejczuk przechodzi przez najtrudniejszy moment w swojej karierze.

Cezary Oleksiejczuk zabrał głos w mediach społecznościowych i przekazał poruszające wieści:

„Bywały już trudne chwile w mojej karierze, ale zdecydowanie to, co mi się przydarzyło, jest najtrudniejszą walką, z jaką muszę się zmierzyć. Po czterech tygodniach poruszania się o kulach uczę się chodzić na nowo.
Codziennie spędzam 3/4h na sali rehabilitacyjnej, aby wrócić do sportu.”

To kolejny etap dramatu, który rozpoczął się podczas jego debiutu w UFC. Polak wygrał jednogłośną decyzją sędziów, dominując rywala zapasami i kontrolą w parterze. Dopiero po walce okazało się, że niemal cały pojedynek stoczył z poważnym urazem kolana.

Diagnoza była brutalna – zerwane więzadło ACL i konieczność operacji. Jak wcześniej ujawniał jego brat, Michał Oleksiejczuk, rekonstrukcja była praktycznie przesądzona. Sam Czarek przyznawał, że problemy zaczęły się już w trakcie obozu przygotowawczego, po czterech walkach w jednym roku i braku odpowiedniej regeneracji.

Teraz zamiast oktagonu jest żmudna rehabilitacja. Cztery tygodnie o kulach. Nauka chodzenia od nowa. Codziennie 3-4 godziny pracy na sali rehabilitacyjnej. To rzeczywistość zawodnika, który jeszcze niedawno był w pełnym biegu po kontrakt w największej organizacji świata. Jedno się nie zmieniło – mentalność. W debiucie wyszedł do walki z kontuzją. Teraz tę samą determinację musi przenieść na salę rehabilitacyjną.

Zobacz takżeMichał Oleksiejczuk po UFC Vegas 113 – koszmarne zbijanie wagi i najtrudniejszy rywal w karierze

źródło: X / Cezary Oleksiejczuk | foto: UFC Fight Pass