To miało być wielkie „what if” kobiecego MMA sprzed dekady. Teraz stanie się faktem – ale nie pod szyldem UFC. Ronda Rousey wraca po niemal 10 latach przerwy i zdradza, że próbowała doprowadzić do tej walki w organizacji Dany White’a. Bez skutku.

Ronda Rousey po raz ostatni walczyła w MMA w 2016 roku. Teraz była mistrzyni wagi koguciej ogłosiła powrót – zmierzy się z legendarną Giną Carano w limicie 145 funtów, a wydarzenie pokaże Netflix.

Co ciekawe, „Rowdy” najpierw spróbowała załatwić ten pojedynek w UFC.

Skontaktowałam się z Daną i zapytałam, czy byłby zainteresowany. Nie do końca wyszło to z UFC, ale ostatecznie doprowadziło nas to tutaj.

Temat jej powrotu pojawiał się już w ubiegłym roku. Dana White przyznawał wtedy, że Rousey wróciła do treningów i jest w świetnej formie po urodzeniu trójki dzieci. Ostatecznie jednak UFC nie zorganizuje tej walki.

„Ona tego potrzebowała. Ja też”

Rousey ujawniła, że impuls do powrotu przyszedł, gdy była w dziewiątym miesiącu ciąży. Zobaczyła wywiad z Giną Carano i – jak przyznała – zaniepokoiła się jej stanem.

Zobaczyłam Ginę w wywiadzie i nie wyglądała dobrze. Przybrała niezdrową ilość wagi i pierwsza myśl była: ‘Boże, jak mogę jej pomóc?’

Była mistrzyni podkreśla, że to właśnie Carano była dla niej inspiracją na początku kariery i czuła wobec niej dług wdzięczności.

Zawsze mówiłam, że Gina to jedyna osoba, dla której wróciłabym do walki. Pomyślałam: ona tego potrzebuje. A im dłużej o tym myślałam, tym bardziej czułam, że ja też tego potrzebuję.

Negocjacje trwały ponad rok. Ostatecznie walkę promuje Most Valuable Promotions Jake’a Paula, a starcie odbędzie się w Intuit Dome w Kalifornii.

To było w przygotowaniu od czasu, gdy byłam w ciąży – ponad rok temu. Walczyłyśmy o to, żeby móc ze sobą walczyć. Było mnóstwo przeszkód.

Presja? „Byłam na dwóch igrzyskach”

Powrót po niemal dekadzie, po dwóch nokautach i problemach neurologicznych, dla wielu byłby ogromnym ryzykiem. Rousey nie ukrywała w przeszłości, że zmagała się ze skutkami wstrząśnień mózgu.

Teraz jednak nie skupia się na strachu przed ciosami.

Byłam na dwóch igrzyskach olimpijskich. Nic nie równa się z taką presją. Ludzie, którzy nigdy nie walczyli, mówią: ‘To musi być straszne dostać w twarz’. Kiedy walczysz, to nie jest opinia – to obserwacja. To nie ból jest najgorszy. To presja wyniku daje największy lęk.

Starcie Rousey – Carano to konfrontacja dwóch ikon kobiecego MMA, o której mówiło się jeszcze w 2014 roku. Teraz dojdzie do skutku – ale poza UFC.

Zobacz takżeHolly Holm bez litości o Rondzie Rousey: „Sama sobie to zrobiła”

źródło: ESPN