Gość specjalny – Andrzej Janisz

(Grafika: Marek Romanowski)

Kilka miesięcy temu miałem przyjemność rozmawiać telefonicznie z Panem Andrzejem. Przedstawiłem się, powiedziałem w czyim imieniu dzwonię (wtedy był to jeszcze Magazyn MMA) i już na samym wstępie przyjemnie mi się zrobiło, gdy najbardziej doświadczony dziennikarz sportów walki w Polsce, wiedział, czym jest ów Magazyn MMA. Rozmowa krótka, sympatyczna i konkretna a jej efekt przedstawiam Wam poniżej.

Piotr Jagielski

Coraz częściej słyszę ostatnio słowo „emocje”. I słusznie, sport to emocje, których w takim wymiarze próżno szukać w innych dziedzinach życia społecznego. To nieprzewidywalność wynikająca z faktu, że człowieka – na szczęście – nie można jeszcze zaprogramować i ta odrobina szaleństwa pozwalająca słabszemu wygrać z silniejszym, a głupszemu z mądrzejszym.

Sport oglądamy dla emocji, ale nie one są jego podstawowym wyznacznikiem. Są tylko dodatkiem sprawiającym, że coś przechodzi do legendy. Sport jednak w swej istocie to rywalizacja, której ostateczną weryfikacją jest wynik. Najważniejsze to być lepszym od rywala i niekoniecznie ważne jest w jaki to się robi sposób, oczywiście poza łamaniem zasad fair play. Czasami zęby bolą, gdy ogląda się triumfatorów w stylu piłkarskiej reprezentacji Grecji z mistrzostw w Portugalii, lub drużyny londyńskiej Chelsea wygrywającej Ligę Mistrzów. Paru ludziom zdarzyło się usnąć na walkach braci Kliczko, a Georges St. Pierre nie jest ulubieńcem fanów MMA. No, ale są najlepsi!

Wygrali, bo rywale jak zahipnotyzowani poddawali się ich stylowi. Nudny i przewidywalny GSP, kręci nosem wielu kibiców. Zgoda, jest nudny i przewidywalny, ale zwycięski. To nie wina Kanadyjczyka, że nawet ulubieniec tych od emocji, czyli Nick Diaz, nie potrafił zrobić nic, by złamać mistrza. Nie dlatego, że nie chciał, lecz dlatego, że nie mógł. I dlatego winą za nudę obciążajmy przegranych, a nie zwycięzców. Wygrany zawsze się obroni, przegrany tylko wtedy, gdy przegra pięknie. Stawiam dolary przeciw orzechom, że 90% polskich kibiców piłkarskich chciałoby awansu do Ligi Mistrzów po brzydkiej wygranej, niż odpadnięcia po emocjonującej, ale jednak porażce. Podobnie w innych dyscyplinach. A emocje zawsze dodadzą smaku sportowej rywalizacji. I oby ich było jak najwięcej! Zwłaszcza w MMA.

Andrzej Janisz