Po pierwszej porażce w karierze wiele wskazywało na zmianę kierunku. Spekulacje o wolnej agenturze narastały, ale Johnny Eblen wybrał inaczej. Teraz jasno wyjaśnia, co zadecydowało o jego ruchu.

Johnny Eblen wraca do gry po bolesnej, pierwszej przegranej w zawodowej karierze. W lipcu 2025 roku był o krok od kolejnego zwycięstwa, dominował Costello van Steenisa przez niemal całą walkę, aż w ostatnich sekundach dał się złapać w duszenie zza pleców. Teraz stanie przed szansą odbicia się w walce wieczoru gali PFL Pittsburgh, gdzie zmierzy się z Bryanem Battlem.

Nowy kontrakt zamiast wolnej agentury

Mimo rosnących spekulacji o możliwym przejściu do UFC, były mistrz Bellatora postawił na kontynuację współpracy z PFL. Jak sam przyznał, decyzja była przemyślana i oparta na kilku kluczowych czynnikach.

To po prostu miało sens. Pieniądze się zgadzały. Poza tym przegrałem ostatnią walkę i część mnie chce to naprawić, odejść na wysokim poziomie. Technicznie rzecz biorąc, nie jestem jeszcze mistrzem PFL. W idealnym świecie chcę być mistrzem w każdej organizacji, w której walczę. Czuję, że to coś, co muszę zrobić, część procesu. Wszystko się zgadzało. Wszystko się ułożyło. Wszyscy z mojego otoczenia byli zgodni.

Eblen podkreśla, że choć ambicje sportowe są dla niego kluczowe, nie zamierza ignorować aspektów finansowych i długofalowego planowania kariery.

Jeśli pieniądze się zgadzają, a w organizacji mam jeszcze niedokończone sprawy, to zostaję. Wszystko się ułożyło. Rozmawiałem z ludźmi, wysłuchałem opinii i ostatecznie podjąłem decyzję. To mądry ruch na ten moment. Mam jeszcze długą karierę przed sobą. Zacząłem stosunkowo późno. Widzę siebie walczącego jeszcze przez cztery, pięć, sześć lat. To dużo czasu.

Niedosyt po porażce i brak rewanżu

Po przegranej z van Steenisem Amerykanin spodziewał się natychmiastowego rewanżu. Dominował przez większość pojedynku i stracił wszystko w samej końcówce. Organizacja zdecydowała jednak inaczej, dając szansę Fabianowi Edwardsowi, który ostatecznie został znokautowany przez nowego mistrza.

Na początku byłem rozczarowany. Myślałem, że zasłużyłem na rewanż. Byłem mistrzem przez trzy lata, niepokonany, wygrywałem całą walkę i przegrałem w ostatnich sekundach. Wydawało mi się, że to zasługuje na rewanż. Wiele osób chciało tej walki, ale poszli w inną stronę. Tak czasem wygląda życie. Nie zawsze dostajesz to, czego chcesz. Trzeba to przyjąć i iść dalej. Pogodziłem się z tym i teraz skupiam się na Bryanie Battle’u.

Lekcja po pierwszej porażce

Eblen nie ukrywa, że przegrana była dla niego ciosem, ale bardziej mentalnym niż sportowym. Jak sam przyznał, problemem nie była dominacja rywala, a błędy taktyczne i zarządzanie siłami.

To nie było tak, że dostawałem lanie. Było wręcz odwrotnie. Po prostu się zmęczyłem. Nie miałem najlepszego planu na walkę. Chciałem go zdominować i faktycznie to robiłem, ale nie skończyłem walki. Zużyłem za dużo energii na początku i zapłaciłem za to. To bardziej uderzyło w moje ego. To było frustrujące. Budziłem się w nocy wkurzony, myśląc o tym. Ale z czasem to minęło. Pogodziłem się z tym i ruszyłem dalej.

Najpierw Battle, potem rewanż

Teraz cel jest jasny – pokonać Bryana Battle’a i wrócić do walki o pas. Eblen nie ukrywa, że rewanż z van Steenisem to dla niego priorytet.

Bardzo chcę tego rewanżu. Chcę odzyskać tę porażkę. Mam wrażenie, że PFL właśnie to próbuje teraz ustawić. To ma sens. Uważam, że zasługiwałem na natychmiastowy rewanż, ale zostawiam to za sobą. Chcę wrócić, wygrać, dobrze się bawić i zarobić pieniądze.

Zobacz takżeMarian Ziółkowski wróci do klatki na gali XTB KSW 118 w Kaliszu

źródło: MMA Fighting