Ilia Topuria przed UFC Freedom 250 zapowiadał szybki nokaut i przekonywał, że Justin Gaethje nie wytrzyma z nim nawet dwóch minut. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Po czterech rundach krwawej wojny narożnik Hiszpana przerwał walkę, a nowy niekwestionowany mistrz kategorii lekkiej nie szczędził rywalowi gorzkich słów.

Historyczna gala UFC Freedom 250 pod Białym Domem miała należeć do Ilii Topurii. Niepokonany mistrz wagi lekkiej przyjechał do Waszyngtonu pewny siebie jak nigdy wcześniej i otwarcie zapowiadał, że rozprawi się z Justinem Gaethje w ekspresowym tempie.

To jednak Amerykanin wyszedł z oktagonu z pasem mistrzowskim na biodrach.

„Jest w szpitalu, a ja nie”

Po walce Gaethje przyznał, że nie zamierza kopać leżącego, ale jednocześnie nie ukrywał, że ogromna pewność siebie Topurii mogła odegrać rolę w jego porażce.

Jestem wielkim fanem tego gościa, ale dokąd on teraz pójdzie? To będzie bardzo trudna droga powrotna. Nigdy nie miałem takiego nastawienia jak on. Nigdy nie uważałem się za niezwyciężonego i nieomylnego. Od pierwszego dnia mówiłem, że przy moim stylu walki kiedyś zostanę znokautowany. Taki jest ten sport. Nie chcę mówić o nim nic złego. Był mistrzem świata, a ja wykorzystałem swoją szansę i odebrałem mu ten tytuł. Ale on jest teraz w szpitalu, a ja nie.

„Był bardziej przejęty krwią niż walką”

Gaethje zdradził również moment, w którym poczuł, że Topuria może mieć problemy. Już w pierwszej rundzie trafił rywala mocnym podbródkowym, który rozciął okolice oka byłego mistrza.

Zdaniem Amerykanina reakcja Topurii powiedziała mu bardzo wiele.

Jest takim pięknisiem, że od razu zaczął przejmować się krwią. Trafiłem go podbródkowym, zaczął krwawić i ciągle dotykał tego miejsca. To niesamowicie groźny zawodnik. Nadal nie wiem, jak uniknąłem części jego ciosów. Na pewno kilka razy mną wstrząsnął, ale cały czas powtarzałem sobie, żeby zaufać swoim umiejętnościom i nie walczyć emocjami.

Gaethje tłumaczy punkt zwrotny walki

Po trudnej drugiej rundzie, w której musiał bronić prób poddania, mistrz zauważył wyraźną zmianę w zachowaniu przeciwnika.

Według niego właśnie wtedy szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na jego stronę.

W trzeciej rundzie cały czas trafiałem go lewym prostym. Plan był prosty – nie prowadzić walki samym jabem, dopóki nie zacznie cofać się na tylnej nodze. Gdy tylko zaczął się cofać, wiedziałem, że nie będzie już tak eksplozywny i nie będzie tak niebezpieczny. On nie jest groźny, kiedy walczy z tylnej nogi.

„Nie ma mowy o rewanżu”

Choć wielu byłych mistrzów może liczyć na natychmiastowy rewanż, Gaethje nie widzi takiego scenariusza w przypadku Topurii.

Nowy król kategorii lekkiej uważa, że wynik pojedynku nie pozostawił żadnych wątpliwości.

Powiedziałbym, że na pewno nie rewanż. Sprawiłem, że poddał się na stołku między rundami. Wygrałem trzy rundy do jednej. W każdych wyborach taki wynik oznacza dominację.

Dla Gaethje było to spełnienie marzeń i pierwszy w karierze niekwestionowany tytuł mistrzowski UFC. Dla Topurii natomiast pierwsza porażka w zawodowej karierze i początek drogi, którą będzie musiał przejść, by wrócić na szczyt kategorii lekkiej.

Zobacz takżeTsarukyan i Makhachev kpią z Topurii po przegranej. „Poddał się w najważniejszej walce życia”

źródło: konferencja prasowa po UFC Freedom 250 | foto: cbssports.com