Po pięciu rundach brutalnej walki sięgnął po pas tymczasowego mistrza wagi lekkiej. Justin Gaethje pokonał Paddy’ego Pimbletta jednogłośną decyzją na UFC 324 i po raz drugi w karierze zdobył tymczasowe złoto. Po walce mówił o presji, bólu, zwątpieniu i o tym, dlaczego znów zaufał tylko sobie. „The Highlight” nie ukrywał, że była to jedna z najtrudniejszych nocy w jego karierze – fizycznie i mentalnie.

Po zejściu z oktagonu Justin Gaethje przyznał, że emocje wciąż były zbyt świeże, by w pełni docenić sukces.

Jeszcze nie potrafię tego opisać. Od momentu wyjścia z klatki wszyscy mnie gdzieś ciągają. Na szczęście mam przy sobie moją „opiekunkę”, która mnie ogarnia. Bez niej bym się pogubił.

– żartował.

Amerykanin od początku spodziewał się wojny z Pimblettem.

Wiedziałem, że on nie odpuści. Nigdy nie widziałem, żeby się poddał. To była jego jedyna opcja – iść na całość. Musiałem zabrać mu pewność siebie na samym początku.

Gaethje podkreślał też swoją pracę defensywną w parterze.

Połowa zapasów to obrona przed obaleniami. I właśnie to zrobiłem. Zatrzymałem go. Byłem w jego gardzie, zadawałem ciosy, łokcie… Czułem, że rozcinam mu twarz. To było niesamowite uczucie.

Nie ukrywał, że od porażki z Charlesem Oliveirą mocno poprawił grappling.

Od momentu, gdy Oliveira mnie poddał, włożyłem ogrom pracy w parter. To nie jest przyjemne, ale musisz to robić, jeśli chcesz być najlepszy.

Choć wielokrotnie ranił Brytyjczyka, nie dopuszczał do siebie myśli o szybkim finiszu.

Nie możesz pomyśleć: „To już koniec”. Widziałem, że cały czas chce mnie skrzywdzić. Wystarczyła sekunda nieuwagi i byłby na mnie.

Gaethje nawiązał też do przedwalkowych zapowiedzi Pimbletta.

On mówił, że moja twarz nie będzie taka sama po walce. Jak tylko się skończyło, pomyślałem: „Spójrz na siebie, stary. Twoja na pewno nie jest taka sama.

– śmiał się.

Jednym z najważniejszych wątków była dla niego mentalność.

Nie możesz wychodzić do walki z fałszywą pewnością siebie. Musisz zaakceptować najgorszy scenariusz. Tylko wtedy walczysz najlepiej pod presją. Ja nauczyłem się tego dawno temu.

– tłumaczył.

Gaethje po raz kolejny udowodnił, że świetnie radzi sobie jako underdog.

Mam bilans 9-2 jako underdog. Jest metoda w tym szaleństwie. To wygląda jak chaos, ale to są centymetry i ułamki sekund. Mój trener nauczył mnie być świetnym właśnie tam.

Zapytany o stan zdrowia, nie ukrywał, że potrzebuje przerwy.

Kilka razy solidnie mnie „zamroczył”. Muszę odpocząć. To jedyne, co mamy lepsze od boksu – czas na regenerację. Ale White House w czerwcu? Nie ma opcji, żebym tam nie walczył, jeśli żyję.

Nie zabrakło też deklaracji w sprawie walki unifikacyjnej z Ilią Topurią.

Nie mogę się doczekać. Po to tu jestem. To będzie jedna z najlepszych walk, jakie mogą zrobić.

– podkreślił.

Charakterystycznym motywem jego wypowiedzi było „stawianie na siebie”.

To znaczy dla mnie wszystko. Tylko ja wiem, jak ciężko pracuję. Tylko ja wiem, na co stać moje ciało i głowę. Poświęciłem wszystko, żeby być tutaj. Jeśli mam na kogoś postawić, to zawsze na siebie.

Gaethje odniósł się też do wieku.

Mam 37 lat, ale tego nie czuję. Czuję się świetnie. Skończę, kiedy młodsza wersja mnie zacznie mnie lać. A jeszcze tam nie jesteśmy.

Na koniec wrócił do swojej drogi w MMA.

To szalona podróż. Jestem fanem tego sportu od czasów, gdy kopali się po jajach i wydłubywali oczy. Nie mogę uwierzyć, że doszedłem tak daleko.

– podsumował.

Zwycięstwo nad Pimblettem dało Gaethje drugi w karierze pas tymczasowy i otworzyło drogę do walki o niekwestionowane mistrzostwo wagi lekkiej.

Zobacz takżeUFC 324: Justin Gaethje wygrał wojnę z Paddym Pimblettem po pięciu rundach!

źródło: konferencja prasowa UFC 324