Kacper Pakeltys wszedł do klatki KSW na tydzień przed galą i wyszedł z niej jako zwycięzca. W Lubinie nie było fajerwerków w stójce, ale była kontrola, dominacja w parterze i jasny sygnał wysłany do kategorii średniej. Sam zawodnik przyznaje – jest zadowolony, ale nie w pełni usatysfakcjonowany.

Na karcie głównej XTB KSW 115 w Lubinie Kacper Pakeltys pokonał Borysa Dzikowskiego przez jednogłośną decyzję sędziów (29-28, 30-26, 30-27). Walka od pierwszej rundy przeniosła się do parteru, gdzie Pakeltys przejął kontrolę i przez trzy odsłony utrzymywał rywala pod sobą.

Mega się czuję, wygrana w KSW, spełniamy marzenia i lecimy po najwyższe szczyty. Chciałem troszkę inaczej skończyć tę walkę, bardziej efektownie w stójce, ale fajnie, że pokazałem, że mogę przewalczyć trzy rundy na tydzień przed galą.

– powiedział po pojedynku przed naszymi kamerami.

Zawodnik przyznał, że pierwszy klincz i zejście do parteru zainicjował Dzikowski, ale później nie był już w stanie wydostać się spod kontroli.

Pierwszą akcję zainicjował on sam. W moich wcześniejszych walkach nie było widać parteru, ale czuję się w nim bardzo mocny. W KSW trzeba mieć game plan, podejść do wszystkiego z rozwagą. Rozgryzłem go i górowałem w parterze.

W trakcie pojedynku pojawiały się głosy o możliwym „spompowaniu” i problemach kondycyjnych, choć walka została wzięta w zastępstwie. Pakeltys odpowiedział jednak w najlepszy możliwy sposób – tempem i presją do ostatnich sekund.

Chciałem zaznaczyć, że mam tę siłę i mogę walczyć pełne trzy rundy. Słyszałem z narożnika, że on już nie ma siły. Odpowiedziałem spokojem i pracą.

Co dalej? Zawodnik nie ukrywa, że chce jak najszybciej wrócić do klatki.

Nie mam czasu do marnowania. Chcę sięgać po najwyższe szczyty. Myślę, że tydzień i wracam na matę. Mam nadzieję, że jak najszybciej znów pojawię się w klatce KSW.

Debiut zaliczony zwycięsko, trzy rundy pod pełną kontrolą i jasna deklaracja – Pakeltys nie zamierza zwalniać tempa.

Zobacz takżeXTB KSW 115 – wyniki. Przybysz traci pas

foto: materiały prasowe KSW