Koniec KSW? Co będzie gdy zabraknie Pudziana i Khalidova

1184
Grafika: Marek Romanowski/inthecage.pl

KSW się kończy! Coraz więcej widzę takich przemyśleń. Na forach, na grupach, na discordzie – fani MMA wieszczą organizacji KSW rychły koniec jeśli ich główne gwiazdy sprzedające PPV zakończą karierę.

Można z tym się zgadzać lub nie, ale faktem nie do podważenia jest to, że są nazwiska w KSW, które sprzedają lepiej transmisje PPV niż inne. Zapewne dwaj najpopularniejsi zawodnicy polskiej organizacji są coraz bliżej końca kariery. W końcu i Mariusz Pudzianowski i Mamek Khalidov skończyli już 40 lat i raczej nie ma co oczekiwać od nich walk na najwyższym poziomie, a przynajmniej regularności w utrzymaniu formy.

Czy są nowe nazwiska w KSW na horyzoncie?

Komu przypadnie rola wielkiej gwiazdy przyciągającej rzeszę zainteresowanych?

Może będzie to Izu Ugonoh, albo Martin Ford? A być może Roberto Soldic? Z tego co wyczytałam w sieci fani patrzą na każde z tych nazwisk (i na każde inne też) bardzo sceptycznie.

Na pewno jest potencjał w potężnych zawodnikach, za którymi już i tak ciągnie się jakiś zalążek popularności. Ale obaj wydają się być zaledwie urozmaiceniem sportowym, niczym Mariusz Pudzianowski. Zacnym urozmaiceniem był (i wciąż jest!) „Pudzian”. Przyciągnie widzów, sprzeda PPV, jest gwarantem skupienia ludków, którzy na co dzień nie interesują się hardcorowo MMA. Na ile jednak Ugonoh i Ford będą zdolni przejąć pałeczkę po byłym strongmanie? Wszystko w rękach KSW. Dobrze sporządzony plan na tych zawodników i budowanie hajpu może ułożyć nową bazę zainteresowanych, albo nawet przejąć tych od „Pudziana”.

Wątpliwości fanów MMA co do tych zawodników wynikają zapewne głównie z tego, że… są fanami MMA i nie do końca potrafią obiektywnie spojrzeć na to z boku, albo jak to widzi niedzielny kibic walk. W każdym razie weryfikacja zawodników takiego pokroju nastąpi niebawem i wtedy ostatecznie się przekonamy.

Mistrzowie KSW – kim są i jaki jest ich potencjał?

Pośrednie gwiazdy KSW jak Michał Materla czy Łukasz Jurkowski też raczej udają się powoli w stronę mety. Więc może masa nowych nazwisk, albo nowych młodych mistrzów pozwoli utrzymać zainteresowanie?

Przyjrzymy się pokrótce jak to wygląda w sensie mistrzów KSW.

Niedzielni fani MMA nawet nie wiedzą, że Antun Racic jest mistrzem KSW w wadzie koguciej. Więcej uwagi zapewne zwraca mistrz piórkowej, Saladin Parnasse, ale to nazwisko o szybsze bicie serca przyprawia tylko regularnych kibiców bitki w małych rękawicach.

Jakoś wątpię by Marian Ziółkowski kierował uwagę na wagę lekką jak to czynił Mateusz Gamrot.

Na pewno dużo sympatii zdobył Roberto Soldic, mistrz półśredniej. Jest młody, wyrzeźbiony jak grecki bóg i ma efektowny młotek w pięściach. Na jego walkach nie można się nudzić.

W kategorii średniej mamy weterana, gwiazdę, niekwestionowaną kultową postać polskiego MMA czyli Mameda Khalidova. I póki co zapowiada się, że uraczymy co najmniej jeszcze jedną walkę z jego udziałem, a zapewne i więcej. Problem w tym, że liczbę przyszłych walk Khalidova można prognozować na palcach jednej ręki.

W półciężkiej rządzi i dzieli Tomasz Narkun, ale dopóki organizacja nie znajdzie naprawdę godnego rywala (a na to się nie zapowiada) to potencjał Berserkera ze Stargardu stoi w miejscu.

W wadze ciężkiej na tronie rozsiadł się Phil De Fries, który bez problemu ubija kolejnych polskich przeciwników, których podsyła mu KSW.

KSW potrzebuje swoich Conorów McGregorów!

Więc może problem przyszłości KSW tkwi w dywizjach? Na pewno poszerzenie tych dywizji polepszyło by sytuację. Kto wie, może gdzieś w głębinach rankingów kryły by się potencjały na miarę Khalidova czy Materli? Młodzi zawodnicy wychowali się praktycznie na walkach i całej tej otoczce, którą prezentuje Conor McGregor, więc jeśli obok talentu i ciężkiej pracy doniosą do klatki zalążki hajpu to jest prawdopodobieństwo, że zaledwie w ciągu dwóch, trzech lat lat ich nazwiska będą trząść polskim rynkiem MMA. Wiele można powiedzieć o KSW, ale jeśli chcą kogoś wypromować – robią to w miarę możliwości jak najlepiej.

Gale KSW sprzedaje nie tylko JEDNO nazwisko

Moim zdaniem sprawa nazwisk trzymających za gębę nieregularnych fanów MMA jest w dzisiejszych czasach nieco przesadzona. Może kiedyś faktycznie gale KSW miały sens sprzedaży w PPV tylko jeśli walczył tam Pudzian czy Mamed. Ale te czasy powoli mijają. Jasne! Jeśli zwykły obywatel Polski średnio interesujący się sportem zauważy, że w walce wieczoru będzie Mariusz Pudzianowski to chętniej będzie zdolny wydać kilkadziesiąt złotych na galę, bo przecież „Pudzian” to gwarancja dobrej zabawy.

Ale warto też wziąć pod uwagę, że zainteresowanie MMA w kraju nad Wisłą rośnie z roku na rok. Nie trzeba wcale codziennie odświeżać portali Inthecage.pl by znaleźć jak najlepsze informacje o mieszanych sztukach walki – chociaż oczywiście warto i mocno to polecam – reklama lokowana ;).

Dzisiejszy taki lekki fan całkiem nieźle orientuje się w realiach polskiego MMA. Wie kto to jest Jan Błachowicz, wie kim jest Mamed Khalidov czy Michał Materla, ale jeśli nie wie kto to ten Parnasse to nie ma problemu dla niego by to sprawdzić. Świadomość niedzielnego fana wzrasta, czy chcemy tego czy nie. Nie zrozumcie mnie źle, nie dzieje się tak, bo jakiś tam Kowalski naprawdę zajarał się MMA. To po prostu wynik tego, że ogląda od czasu do czasu te gale i zawsze się zdarzy, że kogoś zapamięta.

Konkluzja: KSW nie kończy się, póki co

Pomijając problemy wynikające z powodu panującej pandemii to trzeba przyznać, że już od jakiegoś czasu KSW bazuje po prostu na tym co ma, a nie tylko na kilku nazwiskach. Na przykład organizacja zdaje się wspierać hajp na walki mistrzowskie (bez względu na to, kto w nich bierze udział).

Wróćmy do początku i kręcenia głową wieszczy z internetu: tak, KSW zbudowało swój wizerunek na paru nazwiskach. Tak, to była hydra z kilkoma głowami, które powoli odpadają. Ale obok zewłok gnijących głów to potworne zwierzę złożyło jaja i nie wiadomo co z nich się wykluje.

Nie jestem fanbojką KSW (czy dziewczyna może być fanbojką, hm? Ale lubię to słowo, dobrze oddaje taki lekki fanatyzm). Głównie oglądam, bo lubię po prostu MMA, a co tu dużo mówić – polskie gale lecą o polskich godzinach, więc jest to łatwe. A skoro oglądam – to interesuję się. Ot, i tyle, taki cykl.

I pewnie tak samo jest z zainteresowaniem KSW ogólnie. Może Pudzian generował zainteresowanie w gigantycznych liczbach, może kupił włodarzom limuzyny i trzypiętrowe chaty (wymyślam teraz dla efektu, nie wiem co sobie kupili szefowie KSW), ale ostateczne kupił też niewielki, ale może wystarczający wzrost zainteresowania MMA w Polsce.

A jeśli jest wzrost to nie ma upadku.