Historyczna gala UFC w Białym Domu dostarczyła ogromnych emocji, a jednym z jej bohaterów był Justin Gaethje, który sensacyjnie pokonał Ilię Topurię. Łukasz Orzeł z First Round Management, który był obecny na miejscu, w rozmowie z naszą redakcją opowiedział o kulisach wydarzenia, ocenił występ Hiszpana i wskazał, co jego zdaniem czeka byłego mistrza w najbliższych miesiącach.

Jednym z największych zaskoczeń gali UFC Freedom 250 w Białym Domu była porażka Ilii Topurii, który stracił mistrzowski pas kategorii lekkiej na rzecz Justina Gaethjego. Choć wielu ekspertów wskazywało Gruzina z hiszpańskim paszportem jako wyraźnego faworyta, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Na żywo wydarzenie obserwował Łukasz Orzeł, reprezentujący First Round Management, który zdradził, że przebieg pojedynku w dużej mierze został ukształtowany już w pierwszych minutach.

„Jedno uderzenie ustawiło całą walkę”

Zdaniem menadżera FRM kluczowym momentem okazała się kontuzja, której Topuria doznał niemal na samym początku pojedynku.

Gaethje wyszedł zupełnie inaczej niż do Paddy’ego. Bardzo ważnym czynnikiem była też sama otoczka Białego Domu. On był niesamowicie zmotywowany. To wejście, cała atmosfera, wszystko dało mu ogromną energię. Byłem w pierwszym rzędzie i słyszałem, jakie odgłosy wydawał po ciosach na korpus. Naprawdę wyglądało to tak, jakby już umierał, a mimo to wytrzymywał kolejne uderzenia. Trzeba oddać mu ogromny szacunek.

Orzeł zwrócił jednak uwagę, że o losach walki przesądziło jedno z pierwszych trafień.

Wszystko ustawiło się już w pierwszej rundzie. Jeden z pierwszych lewych prostych złamał Ilii kość policzkową. Od razu pojawił się potężny krwotok i praktycznie od pierwszych dwóch minut nie widział na jedno oko. Później lekarze potwierdzili bardzo poważny krwotok. Patrzę na to w ten sposób, że walczył jeszcze cztery rundy w takim stanie. Gdyby nie Alex, pewnie walczyłby także piątą, ale przy takiej kontuzji niewiele mogłoby to zmienić.

„To była po prostu kontuzja. Takie jest MMA”

Po porażce pojawiło się wiele pytań o przygotowania Topurii oraz jego dyspozycję. Orzeł nie ma jednak wątpliwości, że decydujący wpływ miały wydarzenia z początku pojedynku.

Spędziliśmy siedem czy osiem tygodni w Stanach. Przygotowania wyglądały dokładnie tak, jak zawsze. Forma była świetna, wszystko było dopięte. Taki jest ten sport i właśnie za to go kochamy – jest nieprzewidywalny. Ta kontuzja bardzo mocno ustawiła walkę. Co ciekawe, trzy tygodnie wcześniej miałem identyczną sytuację z jednym z moich zawodników w PFL. Ta sama kontuzja po pierwszej kombinacji i zawodnik praktycznie przestał widzieć. Wiem więc z doświadczenia, jak bardzo jest ona poważna.

„Ciężko będzie zrobić galę lepszą od tej”

Choć przed wydarzeniem wielu kibiców narzekało na kartę walk, po zakończeniu gali dominowały zachwyty. Łukasz Orzeł przyznaje, że z perspektywy osoby obecnej na miejscu było to jedno z najbardziej imponujących wydarzeń, jakie widział.

Powiem szczerze, że będzie bardzo ciężko pojechać teraz na jakąkolwiek galę – nie tylko UFC – i poczuć podobne emocje. Fight Week, ceremonia ważenia, face-offy, liczba ludzi, sama lokalizacja… To było coś niesamowitego. Potem dochodzi jeszcze otoczka Białego Domu, wojsko, oprawa, samoloty. Dana White mówił wcześniej, żeby nie oceniać gali, zanim się ją zobaczy, i miał rację. Ta gala dowiozła absolutnie wszystko.

Szczególne wrażenie zrobił na nim poziom sportowy wydarzenia.

Wszystkie walki były znakomite. Chyba jedynie pojedynek Michaela Chandlera był jednostronny, ale tego akurat większość się spodziewała. Wszystkie walki kończyły się przed czasem, co samo w sobie było sensacją. Co-main event był fenomenalny. Sam byłem w szoku tym, jak bardzo Ciryl Gane zdominował Alexa. To wszystko było tak intensywne, że dopiero kiedy następnego dnia poleciałem do Tajlandii, zacząłem sobie uświadamiać, czego byłem świadkiem. To było doświadczenie, którego naprawdę będzie bardzo trudno czymkolwiek przebić.

Co dalej z Ilią Topurią?

Orzeł uważa, że na razie trudno mówić o konkretnym rywalu dla byłego mistrza. Jego zdaniem najbliższe miesiące będą podporządkowane przede wszystkim występowi Aleksa Topurii.

W tej chwili nie ma sensu za bardzo rozmawiać o kolejnej walce Ilii. Najpierw będzie walczył jego brat Aleks, a wiadomo, że kiedy jeden z nich przygotowuje się do walki, drugi jest przy nim i pomaga mu w obozie. Myślę, że po walce Aleksa, która powinna odbyć się jesienią, zaczniemy rozmawiać o dalszych planach. Nie ma zresztą wielu rywali, którzy realnie wchodzą dziś w grę.

Jednocześnie przyznał, że jednym z najbardziej medialnych scenariuszy byłoby zestawienie Topurii z Conorem McGregorem, choć obecnie wydaje się ono mało realne.

Jestem przekonany, że Ilia sam sprzedałby Santiago Bernabéu, nieważne z kim by walczył. A gdyby po drugiej stronie był Conor, to można byłoby zorganizować tę walkę praktycznie wszędzie. To byłoby wydarzenie porównywalne z McGregorem i Khabibem. Problem polega na tym, że dziś są w zupełnie innych miejscach kariery. Zanim Conor zakończy rehabilitację, będzie miał już prawie czterdzieści lat. Moim zdaniem bardzo trudno będzie mu wrócić na dawny poziom, a żeby w ogóle wrócić do takich rozmów, najpierw musi po prostu wygrać walkę.

Zobacz takżeConor McGregor przekazał nowe informacje o stanie zdrowia. Wiadomo, kiedy planuje wrócić do oktagonu

foto: Instagram / Łukasz Orzeł