To będzie walka z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, ale w klatce nie będzie miejsca na sentymenty. Michał Michalski jasno zapowiada – liczy się tylko robota do wykonania.

Już 16 maja w Kaliszu Michał Michalski stanie przed szansą zdobycia tymczasowego pasa wagi średniej. Naprzeciw niego stanie Piotr Kuberski – rywal, którego zna bardzo dobrze. I właśnie ten kontekst sprawia, że to starcie nabiera dodatkowego ciężaru.

Za Michalskim długa droga, pełna zakrętów, problemów zdrowotnych i momentów zwątpienia. Dziś jednak wraca w najmocniejszym momencie swojej kariery.

Droga przez kontuzje i zwątpienie

Zawodnik z Wrocławia nie ukrywa, że były momenty, kiedy poważnie myślał o zakończeniu kariery. Kolejne urazy odbierały mu rytm i regularność startów.

Mówiłem, że kończę karierę, bo co chwilę miałem jakiś uraz. W walce z Humburgerem złamałem rękę, w starciu z Barkiem Leśką rozwaliłem nadgarstek. Gdy szykowałem się do Laida, coś mi się stało w kolano, a później złamałem oczodół. Pomyślałem, że zaraz będę kaleką, a po karierze jeszcze chciałbym zostać w sporcie. Teraz jednak dobra passa trwa, wszystko mam zaleczone. Przygotowuję się. Nic mi nie dolega, a ze starymi kontuzjami nauczyłem się już żyć.

To właśnie te doświadczenia zbudowały zawodnika, który dziś wraca na falę zwycięstw.

Ostatnia prosta kariery?

Michalski nie ucieka od tematu wieku i przyszłości. Wprost mówi o tym, że końcówka kariery jest już na horyzoncie.

Myślę jak najbardziej o końcu kariery, bo mam 37 lat i ciężkie boje, i ciężkiej przygotowania za sobą. Nie chcę się bić, jak będę miał ponad 40 lat. Kocham ten sport i w nim zostanę. Najlepsze jednak co mogło do mnie przyjść, przyszło w tym roku. Czekają mnie teraz ciężkie walki, więc po nich będę mógł coś powiedzieć, ale na pewno będzie ta i jeszcze jedna.

To nadaje nadchodzącym pojedynkom dodatkową wagę – każdy z nich może być jednym z ostatnich rozdziałów tej historii.

Emocje na bok. „To nasza praca”

W starciu z Kuberskim pojawi się coś więcej niż tylko sportowa rywalizacja. Obaj zawodnicy znają się od lat i darzą się szacunkiem.

Ale w klatce to nie będzie miało znaczenia.

Obaj jesteśmy profesjonalistami i bardzo dobrymi kolegami. Przed i po walce pójdziemy na piwo, jak będziemy w stanie. Wchodząc do klatki, idziemy do naszej pracy. Wszystkie emocje trzeba odstawić na bok i na chwilę zamienić się w killerów, i obaj to zrobimy.

To zapowiedź walki, w której nie będzie półśrodków.

Forma, która robi różnicę

Michalski wchodzi do tej walki rozpędzony. Pięć zwycięstw z rzędu, w tym trzy przed czasem. W ostatnim występie rozbił Damiana Janikowskiego już w pierwszej rundzie. Styl? Agresja, presja i konkret. Aż dziewięć z czternastu wygranych kończył przed czasem, osiem razy już w pierwszej rundzie.

Do tego dochodzi fakt, że jego walki regularnie kradną show – aż pięć razy w KSW zgarniał bonus za walkę wieczoru. 16 maja w Arenie Kalisz stanie przed największą szansą w karierze. I jasno daje do zrozumienia, że jest gotów zrobić wszystko, by ją wykorzystać.

Zobacz takżePiotr Kuberski: „To nie są łatwe walki”

źródło & foto: KSW