Sean Brady przez lata budował swoją karierę bez ani jednej porażki. W rozmowie z Danielem Cormierem Amerykanin wrócił do przełomowego pojedynku z Belalem Muhammadem i zdradził, jak mocno pierwsza przegrana wpłynęła na jego psychikę oraz dalszy rozwój jako zawodnika.
„Myślałem, że moje życie się skończy”
Sean Brady rozpoczął zawodową karierę w 2014 roku i przez długi czas wydawało się, że jest jednym z tych zawodników, którzy mogą przejść przez całe MMA bez porażki. Do UFC wszedł z bilansem 10-0, a kolejne zwycięstwa tylko wzmacniały przekonanie, że jego droga prowadzi prosto do mistrzowskiego pasa.
Po zwycięstwach między innymi nad Michaelem Chiesą, Gilbertem Burnsem i Kelvinem Gastelumem Brady pozostawał niepokonany. Pierwsza przegrana przyszła dopiero w październiku 2022 roku, gdy zmierzył się z Belalem Muhammadem. Amerykanin przegrał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie i po raz pierwszy w karierze musiał zmierzyć się z uczuciem porażki.
Jak przyznał w rozmowie z Danielem Cormierem, uderzyło go to znacznie mocniej, niż można było się spodziewać.
Myślałem, że przejdę na emeryturę niepokonany. Naprawdę wierzyłem, że nigdy nie przegram. Kiedy przegrałem z Belalem, to mnie zniszczyło. Myślałem, że świat się skończy, że moje życie się skończy. Byłem zdruzgotany przez miesiące.
Brady przyznał również, że jego tożsamość przez lata była niemal całkowicie związana z pozostawaniem niepokonanym. Porażka odebrała mu coś, co wcześniej uważał za nieodłączną część siebie.
„Losowo zaczynałem płakać”
Skala problemu była na tyle duża, że zawodnik zdecydował się skorzystać z pomocy specjalisty. Jak opowiedział Cormierowi, nie potrafił po prostu zaakceptować tego, co wydarzyło się w oktagonie.
Byłem zdruzgotany przez miesiące. Zacząłem pracować z trenerem mentalnym, bo naprawdę coś było ze mną nie tak. Jechałem czasami samochodem i nagle zaczynałem płakać. Tak bardzo tego nienawidziłem. Po prostu nienawidzę przegrywać.
Co ciekawe, sam Cormier zwrócił uwagę na to, że tak mocna reakcja niekoniecznie musi być czymś złym. Zdaniem byłego mistrza UFC właśnie ogromna niechęć do przegrywania może być jednym z elementów, które napędzają najlepszych zawodników.
Brady z czasem zaczął jednak dostrzegać również drugą stronę pierwszej porażki.
Porażka zdjęła z niego ogromną presję
Przed starciem z Muhammadem Brady miał na koncie 15 kolejnych zwycięstw. Wszyscy wokół niego mówili o potencjalnym mistrzostwie i wyjątkowej przyszłości, a sam zawodnik coraz bardziej odczuwał ciężar oczekiwań.
Dopiero kiedy przegrał, zdał sobie sprawę, jak dużym obciążeniem było dla niego pozostawanie niepokonanym.
W momencie, kiedy walka się skończyła, poczułem się jak zupełnie inna osoba. Był na mnie ogromny ciężar. Miałem 15-0, wszyscy mówili, że zostanę mistrzem, że nigdy nie przegram walki. A potem przegrałem i nagle poczułem, że mogę odetchnąć. Byłem zdruzgotany, ale nie czułem już tego ciężaru całego świata na swoich barkach.
Brady przyznał, że presja nie ograniczała się wyłącznie do samych walk. Niepokonany rekord wpływał również na jego zachowanie podczas treningów.
Nawet na sali treningowej nie chciałem przegrać ani jednej sekundy. To zamknęło mnie w takim miejscu, w którym bałem się przegrywać we wszystkim i nie pozwalałem sobie na otwarcie się. Po porażce zacząłem trenować inaczej, zacząłem pracować z innymi ludźmi, próbować innych rzeczy. To uczyniło mnie znacznie lepszym zawodnikiem, ale też lepszym człowiekiem. Uważam, że to była najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić.
Brady wciąż chce rewanżu z Muhammadem
Mimo upływu niemal czterech lat Brady nie uważa, że Muhammad był od niego lepszym zawodnikiem. Wręcz przeciwnie – w jego ocenie rywal wykorzystał jedną ze słabszych wersji jego samego.
Amerykanin nadal chciałby więc dostać okazję do rewanżu.
Do dziś mam ogromny szacunek do Belala, ale nadal chcę z nim walczyć. Wiem, że jeśli walczylibyśmy dziesięć razy, pokonałbym go dziewięć razy. Po prostu tamtego jednego wieczoru mnie dopadł. Muszę z nim walczyć. Muszę z nim rywalizować, muszę z nim trenować zapasy. Muszę to zrobić jeszcze raz. Nie mam nic przeciwko niemu. Chodzi o mnie.
Brady podkreślił, że podobne podejście ma również do swojej drugiej porażki w UFC. W listopadzie 2025 roku został znokautowany przez Michaela Moralesa w pierwszej rundzie, jednak tamta przegrana nie odbiła się na nim psychicznie w takim stopniu jak starcie z Muhammadem.
Powód jest dla niego prosty – tym razem był już ojcem, a jego życie nie koncentrowało się wyłącznie na MMA.
„Pokonali mniej pewną siebie wersję mnie”
Brady uważa, że oba niepowodzenia miały wspólny mianownik – problemy mentalne. Jego zdaniem zarówno Muhammad, jak i Morales wykorzystali moment, w którym nie był w stanie pokazać swojej najlepszej wersji.
Pokonali mniej pewną siebie wersję mnie. Muszę po prostu przychodzić jako bardziej pewna siebie wersja siebie. Nie byłem tą osobą tamtej nocy, szczególnie przeciwko Belalowi. I zdecydowanie przeciwko Moralesowi.
Jednocześnie zawodnik nie zamierza udawać, że problemy z pewnością siebie całkowicie zniknęły. Jak sam przyznał, mimo znalezienia się w ścisłej czołówce UFC nadal zmaga się z nimi.
Kiedy jestem mentalnie obecny i pewny siebie, mogę pokonać każdego na świecie. Tak wyglądały moje najlepsze występy. Czasami po prostu tego nie mam. Myślę, że to wszystko leży w sferze mentalnej.
Od pierwszej porażki do zwycięstwa nad Buckleyem
Po przegranej z Muhammadem Brady wygrał trzy kolejne pojedynki, pokonując Kelvina Gasteluma, Gilberta Burnsa i Leona Edwardsa. Następnie poniósł drugą porażkę z Michaelem Moralesem, ale w maju tego roku wrócił do oktagonu i jednogłośnie pokonał Joaquina Buckleya.
To właśnie to zwycięstwo Brady uważa za jedno ze swoich ulubionych w całej karierze – niekoniecznie dlatego, że Buckley był najlepszym zawodnikiem, którego pokonał, ale ze względu na moment, w którym do tego doszło.
To nie przebija zwycięstwa nad Leonem Edwardsem, ale biorąc pod uwagę to, gdzie byłem w swojej karierze, prawdopodobnie jest to jedno z moich ulubionych zwycięstw. Wszyscy mówili, że przegram. Ludzie nie mogli uwierzyć, że wziąłem tę walkę. A ja po prostu wiedziałem, że nie mogę z nim przegrać.
Brady przed pojedynkiem z Buckleyem całkowicie odciął się również od mediów społecznościowych. Nie chciał słuchać krytyki po porażce z Moralesem ani oglądać materiałów publikowanych przez jego przeciwnika.
Usunąłem wszystkie media społecznościowe na dziesięć tygodni. Nie chciałem niczego widzieć. Nie chciałem niczego słyszeć. W tamtym momencie myślałem: muszę go zniszczyć. Próbował mnie ośmieszyć. Szczególnie po porażce z Moralesem ludzie mieli pomyśleć, że jestem nikim. A jeśli Buckley by mnie znokautował, nie byłoby dobrze. Wiedziałem, że to walka, którą muszę wygrać, i nie zamierzałem jej przegrać.
Kolejny krok? Brady ma już rywala
Po zwycięstwie nad Buckleyem Brady legitymuje się obecnie bilansem 19-2 i pozostaje jednym z czołowych zawodników kategorii półśredniej UFC. W rozmowie z Cormierem przyznał, że jego zdaniem do kolejnej walki o mistrzostwo potrzebuje jeszcze co najmniej dwóch zwycięstw.
Najbliższe zadanie czeka go jednak już 7 listopada. Brady wystąpi w walce wieczoru gali UFC w Meta APEX, gdzie jego przeciwnikiem będzie Gabriel Bonfim.
Amerykanin nie ukrywa przy tym, że nadal marzy o zdobyciu mistrzowskiego pasa. Pierwsza porażka z Muhammadem nie zakończyła jego drogi do tego celu. Wręcz przeciwnie – Brady uważa, że właśnie dzięki niej stał się zawodnikiem, którym jest dzisiaj.
Zobacz także: Tyron Woodley planuje powrót do MMA. Walka prawdopodobnie jeszcze w tym roku
źródło: YouTube / Daniel Cormier
![Who’s next In The Cage [#6] – Kto następny dla Makhacheva po obronie mistrzowskiego pasa?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-1-218x150.png)
![Who’s next In The Cage [#5] – Co dalej dla Gamrota po porażce z Salkilldem?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/08/whos-next-218x150.png)






















