Sean O’Malley wraca do oktagonu w momencie, w którym wiele osób zadaje pytanie: kim dziś naprawdę jest „Sugar”? Przed walką z Songiem Yadongiem na UFC 324 były mistrz wagi koguciej mówi o zmęczeniu rolą medialnej postaci, zmianie podejścia i potrzebie świeżości. Tym razem nie chce niczego udowadniać – chce po prostu wygrać.

Sean O’Malley wraca do oktagonu po wymagającym okresie i zapowiada, że tym razem stawia na spokój oraz czystą koncentrację. Przed starciem z Songiem Yadongiem na UFC 324, Amerykanin mówi o zmęczeniu pięciorundowymi obozami, zmianie mentalnej i o tym, że „Sugar Show” pojawi się naturalnie – bez wymuszania roli.

Były mistrz wagi koguciej nie ukrywa, że ten pojedynek traktuje jako nowy rozdział. Trzy rundy zamiast pięciu, inny styl rywala i świeża energia w klubie mają pozwolić mu wrócić na zwycięską ścieżkę.

Po ostatniej walce z Merabem Dvalishvilim – O’Malley otwarcie przyznał, że zbyt mocno wszedł w medialną postać. Teraz podkreśla, że do przygotowań podchodzi zupełnie inaczej.

Po prostu idę z flow. Cokolwiek się wydarzy, wydarzy się naturalnie. Najbardziej jaram się samym obozem. Mam wrażenie, że z każdym obozem przygotowawczym mój poziom wzrasta – nie tylko w oktagonie, ale też w życiu. Zawsze wychodzę z nich lepszy.

– powiedział O’Malley w rozmowie z FULL SEND MMA.

Mniej zapasów, więcej świeżości

Starcie z Songiem Yadongiem oznacza dla „Sugara” zupełnie inne przygotowania niż ostatnie miesiące spędzone na mierzeniu się z presją zapaśników.

Ten obóz będzie dużo mniej męczący. Ostatnie cztery campy to były przygotowania pod walki mistrzowskie – pięć rund, ciągłe zapasy, ciągłe obalenia. To wykańcza. Teraz wracamy do trzech rund i to jest mega odświeżające.

– przyznał.

Jaram się tym zestawieniem stylistycznie. Jaram się tym, że to coś nowego. Po prostu jaram się wszystkim.

Song Yadong i trash talk? „Mam kilka żartów w zanadrzu”

O’Malley odniósł się też do zabawnych akcentów ze strony obozu Chińczyka, w tym nagrania, na którym zawodnicy trenują w maskach z jego twarzą.

Widziałem to wideo. Ariel mi je pokazał. Było śmieszne. Mam wrażenie, że wydobywam z rywali taką stronę – Merab zaczął więcej wrzucać, teraz Song też się nakręca. I ja to lubię. To jest dobre.

– ocenił.

Zapytany o słynne gry słowne związane z nazwiskiem rywala, odpowiedział z uśmiechem:

Mam kilka żartów, ale nie da się ciągle cisnąć beki z tych samych. W pewnym momencie to już wystarczy.

Co dalej w wadze koguciej?

O’Malley przyznaje, że trylogia z Merabem czy rewanż z innym rywalem to na razie melodia przyszłości. Kluczem jest wygrana na UFC 324.

Jestem realistą. Pewnie potrzebuję dwóch zwycięstw, żeby wrócić do walki o pas. Wszystko zależy od tego, jak potoczą się najbliższe walki.

– zaznaczył.

Ja robię swoje. Jedna walka na raz. Reszta się ułoży.

Nowa energia w klubie i… pickleball

Na koniec O’Malley opowiedział o atmosferze w swoim klubie i nietypowej pasji, która zagościła obok mat treningowych.

Mamy młodych zawodników, którzy wchodzą na zawodowstwo, dobrą energię w ekipie. A poza tym… gramy w pickleball. Tak bardzo, że postawiliśmy cztery korty obok sali. To się trochę wymknęło spod kontroli.

– zaśmiał się.

Pojedynek Sean O’Malley – Song Yadong odbędzie się na gali UFC 324.

Zobacz takżeSean O’Malley zarzuca Petrowi Yanowi unikanie rewanżu

źródło: YouTube / FULL SEND MMA | foto: Chris Unger/Zuffa LLC – Getty Images