Spokój na co dzień. Sportowa złość w klatce. Szymon Bajor przed XTB KSW 114 odsłania kulisy pracy mentalnej, która ma być kluczem do starcia z Arkadiuszem Wrzoskiem. Praca z psychologiem, rytuały przed walką i skupienie – wszystko podporządkowane jednemu celowi: wejść, wykonać zadanie, wygrać.

Przed pojedynkiem z Szymonem Bajorem na XTB KSW 114 w Radomiu dużo mówi się o stójce Arkadiusza Wrzoska. Bajor podkreśla jednak, że dla niego najważniejsze jest to, co dzieje się… w głowie.

W materiale „Battle Course” KSW pokazano fragment jego rozmowy z psychologiem sportu. Zawodnik nie widzi w tym żadnej tajemnicy.

Praca z psychologiem to nie jest żadna tajemnica. To był po prostu mój dzień w biurze – mieliśmy umówione spotkanie, a że akurat były kamery, to był tylko wycinek z dłuższej rozmowy. Nic nie było udawane.

– wspomniał były pretendent do pasa kategorii ciężkiej KSW w wywiadzie dla naszej redakcji.

Kluczowe dla Bajora jest nauczenie się właściwego momentu „przełączenia”.

Z natury jestem spokojnym człowiekiem. Nie muszę walczyć z żadnym wewnętrznym wilkiem. Problem był taki, że w klatce ten spokój nie zawsze działał na moją korzyść. Teraz staram się to kontrolować – poza oktagonem jestem sobą, ale gdy wchodzę do klatki, chcę się przełączyć na agresywnego, sportowego Szymona. Szacunek zostaje, ale w oktagonie ma być sportowa złość.

Bajor zdradza też swoje rytuały w fight weeku – minimalistyczne, ale konsekwentne.

Ostatnie dwie doby przed walką spędzam tylko z trenerami i osobami z narożnika. Z rodziną mam kontakt telefoniczny, ale staram się odciąć. To są ludzie, z którymi trenuję na co dzień – znamy się, nikt nie chce nic udowadniać na ostatnią chwilę.

Przed samym wyjściem do klatki liczy się tylko jedno.

Nie rozglądam się po trybunach. Mam przed oczami oświetlony oktagon i myślenie tunelowe. Idę do cutmanów, wykonuję polecenia, wchodzę do klatki – i wtedy włączam ‘złego Szymona’. Dla kibiców jestem po walce, nie przed.

Bajor nie obawia się też presji ze strony fanów Wrzoska.

Traktuję to jako sport. Nie nakręcam się na to, co kto powie. Nie muszę nikomu nic udowadniać poza tym, co mam zrobić w klatce. Gdyby ktoś próbował mnie buntować przeciwko Arkowi z powodów pozasportowych – wyleciałby z mojej książki telefonicznej.

Zapytany o słynną narrację „walka dobra ze złem”, Bajor reaguje z dystansem.

Mam żonę, dwójkę dzieci, chodzę po tej planecie i wydaje mi się, że nikomu krzywdy nie robię. Z Arkiem znamy się ledwie z jednego seminarium. Po piętnastu minutach rozmowy nie da się ocenić, kto reprezentuje ‘dobro’, a kto ‘zło’. To było raczej z przymrużeniem oka.

Na koniec zdradza swoje przeczucie co do samego starcia.

Mam takie wrażenie od kilku dni, że ta walka nie potrwa piętnastu minut.

Zobacz takżeArkadiusz Wrzosek o starciu z Bajorem, porażce i ewentualnym rewanżu z De Friesem: „Widzę w rankingu zawodnika, który może mu zabrać pas”