Tomasz Narkun po długiej ciszy wraca do dużej gry. Były mistrz KSW związał się z czesko-słowackim OKTAGON MMA i 11 kwietnia wystąpi w Szczecinie na gali OKTAGON 86. „Żyrafa” w wywiadzie dla naszej redakcji zdradził kulisy przeciągających się negocjacji, rozmów z KSW i niedoszłego angażu w UFC.

Przerwa po ostatniej walce trwała długo. Sam zawodnik przyznaje, że ofert nie brakowało – nie można było znaleźć porozumienia.

Tomasz Narkun nie ukrywa, że decyzja dojrzewała miesiącami.

Był taki czas, że pojawiały się różne federacje, różni organizatorzy. Oferty były mniejsze i większe, ale nie mogliśmy znaleźć wspólnego mianownika. Bardzo nad tym ubolewam, że tyle to trwało, ale czasem w życiu trzeba po prostu poczekać.

Jak zdradził, propozycji było ponad 20.

Tych ofert było ponad 20, tylko że ciągle były poniżej tego, żebyśmy mogli się gdzieś pośrodku złapać.

Dlaczego nie KSW?

Powrót do dawnej organizacji wydawał się naturalnym scenariuszem. Narkun potwierdził, że rozmawiał z Martinem Lewandowskim.

W końcu się połączył ze mną i rozmawialiśmy nawet dwa razy, po 30–40 minut.

Jednocześnie zaznaczył, że powodów niedogadania było kilka.

Myślę, że tam kilka czynników było, ale te czynniki chciałbym zostawić dla siebie.

Zaprzeczył też, że unikał kontaktu.

Bardzo głośno było, że nie odbieram telefonu, ale to nie do końca była prawda. Byłem wtedy poza granicami Polski. To nie chodziło o kwestie połączeniowe.

Dlaczego OKTAGON?

Rozmowy z czesko-słowacką organizacją trwały około półtora roku. Ostatecznie Narkun postawił na stabilną, rozpoznawalną markę.

Już nigdy w życiu nie zrobiłbym czegoś takiego, żeby zaczynać od zera i promować federację swoim nazwiskiem przez 10 lat. Musiałem związać się z marką, która jest znanym brandem, przyciąga tysiące, jak nie miliony fanów i gra do tej samej bramki.

Podkreślił, że decyzja nie opierała się wyłącznie na finansach.

To nie są tylko finanse. Jest całe spektrum warunków, które muszą być spełnione. Teraz w OKTAGONie piszę nową historię swojej osoby.

Co z UFC?

Narkun przyznał, że kontakt z amerykańską organizacją był.

Korespondencja była między menadżerami. Nic konkretnego nie było na stole, żebym miał kontrakt podpisać. W przeszłości taki kontrakt gdzieś był, ale wtedy byłem związany z KSW. Później już nie.

– stwierdził były mistrz KSW, następnie dodając, że chęci z jego strony na zasilenie szeregów największej organizacji MMA na świecie były.

Czy chciałem? Oczywiście, że chciałem. Dużo rzeczy w życiu chciałem. Czy się udało? Na dzień dzisiejszy się nie udało.

O „słabszych” rywalach i Czuzhigaevie

Po odejściu z KSW Narkun mierzył się z zawodnikami spoza czołówki. Wyjaśnił, że alternatywą było… siedzenie w domu.

Była tylko możliwość zawalczenia z takimi zawodnikami albo siedzenie w domu. A że lubię rywalizację, podjąłem rękawice.

Odnosząc się do spięcia z Ibragimem Czuzhigaevem podczas KSW 100, nie owijał w bawełnę.

On podszedł do mnie, chciał mnie uderzyć, ja go skontrowałem. Tylko tyle. Dlaczego to zrobił? Pytanie do niego. Po prostu skłamał. To jest właśnie taki człowiek.

Na dziś skupia się jednak na najbliższym rywalu.

Nowy start w Szczecinie

Bilans 21-6, zwycięstwa nad Mamedem Khalidovem, seria efektownych poddań i lata dominacji w KSW – to przeszłość. Teraz „Żyrafa” otwiera nowy rozdział.

11 kwietnia w Szczecinie podczas OKTAGON 86 zmierzy się z Alexandrem Poppeckiem, numerem jeden wagi półciężkiej organizacji. Narkun nie mówi o powrocie. Mówi o nowej historii.

Zobacz takżeTomasz Romanowski ponownie uderza w Bartosińskiego: „Ja mam siedzieć cicho, bo on jest mistrzem?”

foto: Facebook / Tomasz Narkun